Dlaczego Kraków powinien pokochać rowery

Joanna Jałowiec
05.12.2008 , aktualizacja: 05.12.2008 12:32
A A A Drukuj
Stacja bazowa wypożyczalni rowerów na Rondzie Grunwaldzkim w Krakowie Fot. Mateusz Skwarczek / AG Stacja bazowa wypożyczalni rowerów na Rondzie Grunwaldzkim w Krakowie
Pierwsza w kraju z prawdziwego zdarzenia miejska wypożyczalnia rowerów wystartowała w Krakowie w połowie listopada, tuż przed pierwszym śniegiem. Czy w ciągu zimowych miesięcy zdoła przekonać do siebie mieszkańców? Bez względu na wynik tego testu rozwój rowerowej sieci wydaje się dla miasta koniecznością.
SERWISY
W Krakowie dużo dyskutuje się o grożącym miastu paraliżu komunikacyjnym. Eksperci, urzędnicy i radni głowią się, jakie rozwiązania przyjąć, zwłaszcza jeśli chodzi o ruch w centrum i okolicach. W planie rozwoju transportu publicznego czytamy zarówno o "przeciwstawieniu się masowemu użytkowaniu samochodu", jak i "stworzeniu realnej dla niego konkurencji". Zgodny z pierwszym z tych założeń jest pomysł wprowadzenia radykalnego ograniczenia wjazdu prywatnych pojazdów nawet w pobliże Starego Miasta; spełnieniem drugiego byłaby przede wszystkim budowa podziemnych parkingów wokół centrum.

W praktyce jednak wygląda to tak, że na ostateczne zamknięcie centrum dla ruchu samochodowego brakuje władzom odwagi, czemu trudno się dziwić, bo nie bardzo jest co zaproponować w zamian - plany parkingowe wciąż się kurczą, a realizacje ślimaczą...

Łańcuch powiązań

Co zwraca uwagę w tej dyskusji, to niemal zupełne ignorowanie przez jej uczestników szansy, jaką daje miastu sprawnie zorganizowana komunikacja rowerowa.

- Dzisiaj ludzie mają do wyboru: tłok w autobusie czy tramwaju, ewentualnie stanie w ulicznych korkach, które zresztą sami swoimi samochodami powodują - mówi Marcin Hyła, koordynator akcji "Miasta dla rowerów". - Dla większości mieszkańców rower nie jest alternatywą, bo albo mieszkają za daleko, albo dojazd wydaje się im zbyt trudny, co jest prawdą, ponieważ rowerzystom praktycznie nie proponuje się na ulicach żadnych ułatwień. Trudno oczekiwać, żeby masochistycznie pedałowali na 10-kilometrowej trasie między tirami. Ludzie zachowują się racjonalnie: jak mają wybór, to wybierają coś o najlepszym stosunku kosztów do korzyści. Nie da się robić osobno polityki samochodowej, osobno tramwajowej i na końcu też osobno rowerowej. To naczynia połączone. Miasto musi dać alternatywę, czyli szybką, sprawną i łatwo dostępną komunikację zbiorową, a zarazem możliwość szybkiego, sprawnego i bezpiecznego przemieszczania się rowerami. Przy czym nie zawsze musi to oznaczać ścieżkę rowerową, czasem wystarczyłby np. zakaz wjazdu, który nie dotyczy rowerów!

Taka polityka naczyń połączonych powinna zatem obejmować kilka elementów: budowę i wytyczanie nowych dróg dla rowerów, likwidowanie komunikacyjnych "dziur" dla rowerzystów oraz jak najszybszy i na dużą skalę rozwój miejskiej wypożyczalni.

Bez kompleksów

Przyjrzyjmy się uważniej temu ostatniemu elementowi. Uruchomiony niedawno w mieście system BikeOne, składający się z 11 stacji i 100 rowerów, to - trzeba przyznać - w Polsce absolutna nowość. Mamy zresztą szansę stać się nie tylko prekursorami, ale też przykładem stosowania dobrych, sprawdzonych w świecie rozwiązań, a także przykładem... braku kompleksów. . Przypomnijmy, że "Gazeta" upominała się o stworzenie takiego systemu na długo przed tym, nim o krakowskim pomyśle zrobiło się głośno. Przytaczaliśmy przykłady zagranicznych miast, w których zdecydowano się na rowerową rewolucji i odniesiono spektakularny sukces. W zeszłym roku w ciągu jednej lipcowej nocy na ulicach Paryża pojawiło się 10 tys. miejskich rowerów umieszczonych w 750 stacjach. Mieszkańcy francuskiej stolicy oszaleli na ich punkcie. Entuzjazm wzbudziła wszechobecność miejskich rowerów (w centrum miasta stacje położone są co ok. 300 metrów) i darmowe pierwsze 30 min korzystania z systemu. Niedługo po premierze veliba (jak nazwano paryski miejski rower) świętowano sukces całego systemu w postaci milionowego użytkownika.

Miejski rower zabierany ze stojaka za pomocą karty kredytowej, żetonu czy też po wcześniejszej rejestracji sprawdził się też w wielu innych europejskich miastach, m.in. w Barcelonie, Oslo, Kopenhadze. O ile sceptycy mogą narzekać, że w Barcelonie liczba słonecznych dni jest dwa razy większa niż w Krakowie, a Kopenhaga ma od dawien dawna świetnie skrojony system ścieżek, o tyle nie należy zapominać, że Paryż nie był liderem w kategorii "drogi rowerowe", a i tak tamtejszą wypożyczalnię przyjęto "owacją na stojąco". Dlaczego więc podobna rewolucja nie miałaby się wydarzyć w Krakowie?

My też polubiliśmy!

Na oko widać, że coraz więcej krakowian jeździ po mieście rowerem i to nie tylko w najcieplejszych miesiącach. Realnym potwierdzeniem istnienia takiej zachęcającej tendencji mogą być dane z pierwszych dwóch tygodni działania krakowskiej wypożyczalni. Otóż, mimo raczej niesprzyjających okoliczności, jak jesienna aura czy stosunkowo wysoka kaucja dla zapisujących się do systemu, zarejestrowało się już 460 osób, a około160 aktywnie eksploatuje miejskie rowery. Po wprowadzeniu poprawek, których domagają się pierwsi użytkownicy systemu (możliwość sprawdzania zapełnienia stacji, różne sposoby płatności), liczba użytkowników powinna jeszcze wzrosnąć.

Zwrócić tu warto uwagę na ciekawe zjawisko. Jeszcze przed uruchomieniem systemu BikeOne pojawiały się obawy, że nie skłoni on rowerzystów do porzucenia własnych bicykli. Tymczasem deklaracje pierwszych użytkowników skłaniają do stwierdzenia, że jest wręcz przeciwnie! Właściciele rowerów wybierają miejski pojazd, bo - jak podkreślają - nie trzeba się martwić, że ktoś go ukradnie (zostawiamy rower w stacji i reszta nas nie obchodzi), szukać miejsca do pozostawienia przed wizytą banku czy urzędzie, a także płacić za naprawy. Swoje górale czy rowery miejskie zostawiają na weekendowe wyprawy, po centrum wolą przemieszczać się rowerem miejskim.

Istotę korzyści z wypożyczalni rowerowej znakomicie ujęła internautka na forum gazeta.pl: "W dni, gdy ma się wiele spraw do załatwienia, niektóre w odległych punktach, rowerem pojechać się nie da, bo między hipotetycznym punktem A i B mogłabym przejechać, ale już punkt C jest na drugim końcu miasta, więc lepsza jest komunikacja miejska. Dla przykładu: przyjeżdżam z Bronowic Małych do centrum tramwajem, na Szewskiej biorę miejski rower, jadę sobie pod Wawel, rower oddaję w innym punkcie. Robię, co chciałam, spaceruję chwilę, ponownie wypożyczam ze stojaka rower, jadę na Kazimierz, oddaję. Po załatwieniu sprawy w tym samym lub kolejnym punkcie znów wypożyczam rower i podjeżdżam nim pod Galerię Krakowską. Oddaję, idę na zakupy, po czym mam już w ręku kilka toreb, więc na Bronowice wracam tramwajem. Mimo że mam własny rower, to mając w tym stylu "rozbity" plan dnia, nie wybieram się na miasto rowerem, mimo że niektóre odległości pokonywałabym nim chętniej niż tramwajem! W tym właśnie tkwi idea wypożyczalni miejskich w dużych miastach, ma to być uzupełnieniem komunikacji miejskiej!".

Nic dodać, nic ująć...

Oczko w głowie

Wciąż trudno przewidzieć, jaka będzie przyszłość krakowskiej wypożyczalni: czy wiosną pisać będziemy o jej sukcesie, czy też o bardzo umiarkowanym zainteresowaniu skazującym całe przedsięwzięcie na wegetację. Bądźmy jednak dobrej myśli, że sprawdzi się pierwszy scenariusz. Aby jednak tak się stało, potrzeba spełnienia pewnych warunków. Przede wszystkim potrzeba odwagi. Powodzenie wypożyczalni w znacznym stopniu zależy od zasięgu systemu. Pilnie trzeba więc myśleć o zwiększeniu liczby rowerów i punktów wypożyczeń, rozlokowanych w tak popularnych miejscach, jak: Kazimierz, Podgórze, Zabłocie czy III Kampus UJ, a także budynki administracji publicznej, muzea, pętle tramwajowe i autobusowe, duże osiedla-sypialnie. Potrzeba też takiego planowania przebiegu tras, by z roweru łatwo można było przesiąść się do tramwaju czy pozostawionego na obrzeżach samochodu.

Władze Krakowa powinny zatem zacząć traktować miejską wypożyczalnię z największą powagą - jako równorzędny w stosunku do tramwajów czy autobusów środek komunikacji publicznej, nie zaś jako sezonowy gadżet, którym ewentualnie można się gdzieś pochwalić. Przydałaby się akcja informacyjna i edukacyjna z prawdziwego zdarzenia, wyznaczenie decyzyjnej osoby, dla której system BikeOne będzie oczkiem w głowie. I która będzie skutecznie dbać o jego przyszłość.

Nie tylko za miejską kasę

Pojawiają się głosy, że Krakowa nie stać na kosztowny i na dodatek ekstrawagancki jak polskie realia eksperyment. Jest w tym trochę racji, koszty nie są bowiem małe i one mogą w znacznej mierze hamować rozwój systemu. Jeśli bowiem 100 rowerów kosztowało 160 tys., to za 1000 zapłacić trzeba będzie ponad półtora miliona!

Kto jednak powiedział, że wypożyczalnia rowerów musi być w całości finansowana ze środków publicznych?

- Nie ma powodu, by na miejskie rowery zabierać pieniądze z innych wydatków, rezygnując np. z kilku autobusów MPK albo 12-15 km nowych dróg rowerowych - przekonuje Marcin Hyła. - Dla wypożyczalni miasto powinno znaleźć prywatnego inwestora.

Tak właśnie było w przytoczonym przypadku paryskim. Firma JC Decaux w zamian za sfinansowanie wypożyczalni otrzymała na wyłączność sporą część powierzchni reklamowej należącej do miasta. Kraków nie posiada wprawdzie swoich nośników, ale może zaoferować jako jeżdżącą reklamę same rowery.

I tu dobra wiadomość: znalazł się sponsor krakowskiej wypożyczalni BikeOne - została nim sieć telefonii komórkowej Plus, która zobowiązała się finansować działanie systemu przez rok. To dobry początek.

Podziel się

  • 16 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu