Konieczny i Skrzynecki zaczęli szukać dla Wyrodek piosenki. - Cóż, ostro się za mnie zabrali. Od razu było wiadomo, że to nie może być coś słodkiego i płaskiego. Ani ja taka nie byłam, ani oni nie chcieli, żebym w kogoś takiego się zamieniła - wspomina Halina Wyrodek.
Znaleźli wiersz Tadeusza Śliwiaka ("Młodość"). Muzykę napisał Konieczny. Pierwsze próby - tylko z Koniecznym i pianinem; potem doszli inni muzycy ze swoimi instrumentami: gitara, puzon. Muzyka była doskonała, ale to Wyrodek nadała całości charakter. Wielkie emocje - czułość, tęsknota, żal, niepokój. Taka jest "Ta nasza młodość" - żelazny punkt programu, jeden z piwnicznych hymnów.
Czy jest w tej piosence młodość? Halina Wyrodek mówi, że są w niej wszystkie wieki ludzkie: - Gdyby była w niej tylko młodość albo starość, to przecież odśpiewałabym ten kawałek raz i koniec. A ta piosenka została w Piwnicy na stałe, bo okazała się ważna dla wielu osób - drażniła je, męczyła, przejmowała. I tak jest do dziś.
Piosenka trwa cztery minuty. Wyrodek śpiewała, myśląc o śmierci swojej mamy; o przyjaciołach, którzy nagle odeszli. Jest tyle interpretacji, ilu słuchających. A ona zawsze płacze, kiedy ją śpiewa.
Wyrodek: - Pamiętam taki występ Piwnicy w Nowym Jorku, być może to Carnegie Hall - na widowni siedziała stewardesa ze znajomym Amerykaninem. Po występie przyszła do garderoby i mówi: "On tak słucha, słucha i nagle mnie pyta, o czym ta kobieta śpiewa, bo chciałby to wiedzieć, skoro on już przez to jej śpiewanie płacze". I to było dla mnie najważniejsze, jak ludzie przeżywali tę piosenkę.
Po paru latach Skrzynecki powiedział Wyrodek: „Ty leniu wstrętny, weź znajdź jakąś inną piosenkę. Nie możesz tak całe życie z tą »Tą naszą młodością «”... Ona odpowiedziała: „Piotrze, czy nie lepiej śpiewać jedną całe życie, a dobrze, niż śpiewać dziesięć, a wszystkie do dupy?”.