http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Kraków >  Przystanek Kraków

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Kraków Gazeta.pl

Surowsze prawo dla nielegalnych handlarzy

Barbara Suchy
2009-07-24, ostatnia aktualizacja 2009-07-23 22:53

Przejście podziemne przy Dworcu Głównym
Przejście podziemne przy Dworcu Głównym
Fot. Michal Lepecki / Agencja Gazeta

Do marszałka Sejmu trafił właśnie projekt ustawy zaostrzającej przepisy porządkowe w miastach. Dla Krakowa oznaczać to może zniknięcie wielu szpecących ulice stoisk i straganów.

Przejście podziemne przy Dworcu Głównym
Fot. Michal Lepecki / Agencja Gazeta
Przejście podziemne przy Dworcu Głównym
Ul. Floriańska
Fot. Michal Lepecki / Agencja Gazeta
Ul. Floriańska
Przejście podziemne przy Dworcu Głównym
Fot. Michal Lepecki / Agencja Gazeta
Przejście podziemne przy Dworcu Głównym
Na kartonowych pudłach obok skarpetek leżą baterie, sztuczne kwiaty i obrazki papieża w plastikowych ramkach. Wszystko przy jednej z głównych ulic Krakowa. Takie widoki niedługo mogą zniknąć z miejskiego krajobrazu. Wszystko za sprawą ustawy, której projekt trafił w środę na biurko marszałka Sejmu. Projekt opracowany przez straż miejską Warszawy, Krakowa, Łodzi i Kołobrzegu oraz posłankę PO Hannę Zdanowską zyskał już pozytywną opinię Ministerstwa Sprawiedliwości.

Nowelizacja kodeksu wykroczeń, przygotowana przez komisję "Przyjazne państwo", uderzyć ma przede wszystkim w handlujących nielegalnie poza miejscami do tego przeznaczonymi. Jeśli uda się przeforsować projekt, może to być zwieńczenie trwającej od lat batalii o oczyszczenie miejskiej przestrzeni z mnożących się prowizorycznych punktów handlowych.

Straż miejska ma mieć prawo do konfiskaty towaru handlującym poza miejscami przeznaczonymi do tego przez właściciela bądź zarządcę terenu. Dotyczy to więc wszystkich handlujących poza targowiskami. Strażnicy będą mogli skonfiskować towar nawet wtedy, gdy nie jest on własnością zatrzymanej osoby.

- Oczywiście będzie to ostateczność, stosowana w sytuacji, kiedy, tak jak ma to miejsce dziś, mandaty i ponaglenia nie podziałają - tłumaczy Janusz Wiaterek, komendant krakowskiej straży miejskiej. - Już sama groźba utraty całego towaru powinna podziałać. Przecież to uderzenie w najczulszy punkt handlujących, w ich kieszeń - dodaje. Teraz wszystko zostaje na miejscu i następnego dnia wraca do obiegu. Strażnicy są bezsilni. Wynika to jednak głównie z braku instrumentów do działania.

- Ostatnio byli, popatrzyli i poszli dalej. Bo co oni mogą mi zrobić? Mam 86 lat. Przecież nie wlepią mandatu starszej kobiecie - mówi pani Genowefa, handlująca obrusami w okolicach Jubilata.

- W ustawie nie chodzi o to, żeby zabrać komuś jajka i masło. Ma ona przede wszystkim uderzyć w handlarzy będących właścicielami sieci punktów w całym mieście - mówi Mirosław Sekuła, poseł PO, przewodniczący komisji "Przyjazne państwo".

Do tej pory mandaty dostawali tak zwani "stacze" - przeważnie ludzie bezrobotni, handlujący na straganach. Właściciel interesu pozostawał bezkarny.

Ale to niejedyny powód, dla którego na krakowskich ulicach wciąż pełno tandetnych straganów z oscypkami, okularami przeciwsłonecznymi czy samochodów z ubraniami na masce. Większość handlarzy prowadzi swoją działalność całkowicie legalnie. Urząd miasta udziela im pozwoleń na handel, często też wydzierżawia teren. Jedynym warunkiem jest zakaz blokowania ruchu. Często też handlujący dogadują się z właścicielem gruntu czy obiektu, żeby wystawić swoje stoisko.

- Tu jest spokojniej niż na gwarnym targowisku. Właścicielowi gruntu płacę co miesiąc za dzierżawę terenu i dodatkowo miastu codziennie 4 zł za m kw. Więc oni też mają korzyść z mojej działalności - mówi pan Ryszard, sprzedający ubrania na trawniku w okolicach ronda Grunwaldzkiego.

Ponadto tacy handlarze nie muszą martwić się o wysokie opłaty związane z rozłożeniem straganu na targowisku. - Handel powinien się odbywać w przeznaczonym do tego miejscu. Zwłaszcza w Krakowie czy Warszawie, gdzie jest masa turystów - mówi właściciel straganu przy Hali Targowej. - Oni sprzedają to samo, a mają z tego większe zyski, bo ja ponad 50 proc. tego, co zarobię, muszę przeznaczyć na koszty działalności - dodaje.

Jeszcze dalej autorzy ustawy chcą pójść w walce z nielegalnymi plakatami, którymi codziennie zalepiane jest miasto. - Osoby stojące za plakatowym biznesem mogłyby nawet trafić do aresztu. Taka kara powinna skutecznie ograniczyć ten proceder - wyjaśnia Wiaterek.

Komentarz. Nie wolno na tym poprzestać

Dwa lata temu na łamach "Gazety" opisywaliśmy mozolną batalię strażników z niesforną 60-latką, która bez żadnych pozwoleń, koncesji czy certyfikatów prowadziła swój biznes w przejściu podziemnym prowadzącym do Dworca Głównego. Stertę pudeł z rozłożonymi na nich "oscypkami" i tandetnymi kapciami codziennie mijały tysiące krakowian i przyjeżdżający do miasta turystów. Nielegalne stoisko i piętrzące się obok worki, w których znajdowała się reszta towaru, zalegały w przejściu. W końcu jednak, po zmasowanym ataku służb, bałagan udało się uprzątnąć. To pyrrusowe zwycięstwo nic jednak nie zmieniło. Na podobne dzikie stoiska można w Krakowie natknąć się na każdym kroku. Tracą na tym uczciwi sprzedawcy, którym "obok" wyrasta nielegalna konkurencja. Cierpi też estetyka przestrzeni publicznej miasta, które powinno świecić przykładem.

Kolejnym krokiem, tym razem władz samorządowych, powinna być szczegółowa weryfikacja mapy miejsc nadających się do legalnego handlu. Nie chodzi tu o całkowitą likwidację straganów czy ściganie staruszek sprzedających pietruszkę, ale o sensowne zapanowanie nad chaosem i ukrócenie nielegalnego procederu, ograniczając handel wyłącznie do miejsc do tego przeznaczonych. A od tego są targowiska, nie ulice w najbardziej urokliwych zakątkach Krakowa.

Warto też, aby śladem straży miejskiej samorządowcy wreszcie "weszli na głowę" posłom, by ci pomyśleli również o zaostrzeniu martwych przepisów dotyczących legalizacji szyldów i reklam coraz gęściej porastających nasze miasto. Możliwość ich konfiskaty, gdy właściciel nic nie robi sobie z kolejnych ponagleń miejskich inspektorów, rozwiązałaby sprawę, tak jak rozwiązano ją w większości cywilizowanych krajów Europy.

Dawid Hajok

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

3.7

9 głosów