Dlaczego skopaliśmy Euro

Wojciech Pelowski i Bartosz Piłat
2009-05-22 , aktualizacja: 22.05.2009 13:07
A A A Drukuj
Kraków bez Euro: Barbara Janik komentuje dla dziennikarzy decyzję UEFA Fot. Mateusz Skwarczek / AG Kraków bez Euro: Barbara Janik komentuje dla dziennikarzy decyzję UEFA
Tuż przed werdyktem o wyborze miast organizujących w Polsce Euro 2012 Platini i jego współpracownicy rozważali wypowiedzenie umowy Poznaniowi i wpisanie na listę Krakowa, który w raportach wypadał najlepiej. Ten manewr krytykowali prawnicy UEFA, a politycy poznańscy, czując zagrożenie, potrafili podnieść krzyk, zadziałać. W Krakowie nikt o niczym nie wiedział. Jak zwykle.
Wiceprezydent Wiesław Starowicz, Barbara Janik i rzecznik Wisły Adrian Ochalik na konferencji w sprawie organizacji Euro 2012
Fot. Mateusz Skwarczek / AG
Wiceprezydent Wiesław Starowicz, Barbara Janik i rzecznik Wisły Adrian Ochalik na konferencji w sprawie organizacji Euro 2012
SERWISY
Byłoby dobrze, gdyby płacz nad straconym Euro, który niesie się po mieście od tygodnia, trochę nas otrzeźwił, nauczył nas czegoś, może nawet oczyścił, a w efekcie - wzmocnił. Na to jednak się nie zanosi.

Krakowskie kłótnie i rozliczenia po kopniaku od UEFA są bowiem pozorne. Niby każdy ma swojego winnego - jedni krzyczą: Zbigniew Ziobro, inni: Jacek Majchrowski, a jeszcze ktoś: Wojciech Obtułowicz (autor archaicznego projektu stadionu Wisły). Ale oskarżenia te niewiele mają wspólnego z szukaniem prawdziwych przyczyn porażki. Łączy je bowiem powszechne - od polityków wszelkich barw i działaczy sportowych po dziennikarzy - przekonanie, że wszystko nam się należy, bo jesteśmy najlepsi. Nie chcemy dostrzec, że przegrywamy z naszą mentalnością, w którą wpisana jest też cicha aprobata dla bierności i pogarda dla tych, którzy o coś usilnie zabiegają. Mówimy sobie: starają się, bo widocznie muszą... I czujemy się jeszcze lepiej. A szanse dla miasta bezpowrotnie uciekają. Tak jak uciekło nam Euro 2012.

Kilka dat

Wrzesień 2005: PZPN typuje miasta najlepiej przygotowane do Euro 2012. To Chorzów, Gdańsk, Warszawa i Wrocław, wyłonione w rankingu sporządzonym przez firmę konsultingową KPMG. Minister sportu Jerzy Ciszewski mówi "Gazecie", że w zgłoszeniu Krakowa zadeklarowano stadion na 27 tys. widzów, a UEFA wymaga 30 tys.

Listopad 2005: Prezes PZPN-u Michał Listkiewicz broni się, że i tak wszystkie ośrodki zweryfikuje delegacja UEFA, która na przełomie lutego i marca przyjedzie do Polski.

Prezydent Jacek Majchrowski powołał zespół zadaniowy do przygotowania organizacji mistrzostw w Krakowie, a wiceprezydent Stanisława Urbaniak planuje wysłanie pisma do premiera Kazimierza Marcinkiewicza z prośbą o przyznanie miastu pieniędzy na stadion.

Rząd szykuje się do wyboru miast-organizatorów. Kraków dostarcza polskiemu komitetowi organizacyjnemu prezentację rażącą archaicznym filmem reklamowym. Urzędnicy i radni przyznają, że Polska i Ukraina mają marne szanse na organizację mistrzostw.

Kwiecień 2006: Komitet zajmujący się wyznaczeniem listy polskich miast kandydujących do organizacji Euro przenosi Kraków i Chorzów do listy rezerwowej. Wcześniej na miejscu Chorzowa był Poznań, ale Kraków od samego początku nie wyszedł poza listę rezerwową. Taką ofertę otrzymuje ze strony polskiej UEFA.

Kwiecień 2007: Platini ogłasza Polskę i Ukrainę organizatorami Euro 2012. Kraków jest na liście rezerwowej. Prezydent Krakowa utrzymuje, że lista rezerwowa nie istnieje.

Luty 2008: Władze Krakowa ignorują posiedzenie połączonych sejmowych komisji sportu i infrastruktury w Warszawie. Posłowie z komisji infrastruktury, samorządu terytorialnego, wiceministrowie infrastruktury, finansów, rozwoju regionalnego, gospodarki, sportu, administracji, prezesi kolejowych spółek i portów lotniczych debatują o stanie przygotowań do mistrzostw. Prowadzący prosi o zabranie głosu przedstawiciela Krakowa. Krakowa nie ma.

13 maja 2009: W Bukareszcie Michel Platini ogłasza, że Euro w Polsce będą organizowały miasta, które zostały wybrane trzy lata wcześniej przez polski komitet. Platini dziękuje Krakowowi za współpracę.

Polityka prowincji

Był taki moment w tym wyścigu, że z listy pewniaków wypadł Poznań. Zupełnie niedawno - przed trzema tygodniami w mediach zaskoczyła nas wiadomość, że stolica Wielkopolski ustępuje znacznie przygotowaniami pozostałym miastom. Powody? Niejasne - słaby stadion, opóźnienia w przygotowaniach, a na dodatek mistrzostwa będą rozgrywane w czterech polskich miastach. Gdzieś w tle pojawiła się informacja, że umowy, które europejska federacja piłkarska podpisała z miastami z tzw. listy podstawowej, można jednak zakwestionować i bez bólu dla europejskich leśnych dziadków rozwiązać.

W Poznaniu larum. Elżbieta Jakubiak, była minister sportu w rządzie Kaczyńskiego, pozwoliła sobie nawet na publiczną uwagę: "Nie ma argumentów, by zmieniać liczbę miast podstawowych". Pani minister przypominała, że UEFA nie ma prawa wypowiadać umów z miastami bez odszkodowań. To były mocne zdania, bo poza swoim okręgiem wyborczym Jakubiak traciła przez nie punkty. Ale było ją na to stać.

To niedawne poznańskie zamieszanie pokazuje jeszcze jedno: w Poznaniu wiedzieli, że coś się dzieje. Już po spotkaniu w Bukareszcie jeden z ministrów przyznał nam, że na parę dni przed werdyktem Platini i jego współpracownicy rozważali wypowiedzenie umowy Poznaniowi i wpisanie na podstawową listę Krakowa, który w obiektywnych raportach wypadał najlepiej. Ten manewr krytykowali prawnicy federacji. Politycy poznańscy, czując zagrożenie, potrafili jednak zwrócić uwagę, podnieść krzyk, zadziałać.

W Krakowie nikt o niczym nie wiedział. Nie wiedzieli politycy PO, tym bardziej nie wiedział PiS. A jeśli ktoś wiedział, potrafił powiedzieć coś w stylu: "jesteśmy przecież najlepiej przygotowani" albo "robimy swoje".

Słabo w rządzie

Minister sportu Mirosław Drzewiecki wykluczenie Krakowa tłumaczy politycznym rozstrzygnięciem, do jakiego doszło w trakcie rządów Prawa i Sprawiedliwości trzy lata temu. Oficjalnie Kraków został wtedy pominięty jako kandydat do organizacji Euro 2012 z dość dziwnych powodów: "niska atrakcyjność turystyczna" i "kiepsko rozwinięta infrastruktura hotelowa". Nikt nie miał wątpliwości, że PiS zadbał o to, by miasto rządzone przez lewicowego prezydenta nie dostało szansy na promocję i pieniędzy na inwestycje związane z organizacją imprezy.

Słusznie zauważa prezydent Jacek Majchrowski, że były dwie osoby, których zdecydowany ruch mógł zmienić tę niekorzystną pozycję Krakowa: ministrowie Zbigniew Wassermann i Zbigniew Ziobro. Pierwszy, choć miał dość silną pozycję w partii Kaczyńskich, o tym, by jakkolwiek wspierać Kraków, pomyślał dopiero, gdy ten odpadł z listy. Jego działalność ograniczyła się zresztą do przywiezienia do Krakowa dwoje ministrów - Lipca i Jakubiak. O tym, jak przekonał Jakubiak, świadczą jej gorące wypowiedzi na kilka dni przed werdyktem w Bukareszcie ("nieuczciwe byłoby wykreślenie na rzecz Krakowa z listy organizatorów Euro czterech miast zaakceptowanych w trakcie rządów PiS").

Kiedy przyjmowano polską listę kandydatów, na samym szczycie w PiS-ie i w rządzie stał Zbigniew Ziobro. Najpopularniejszy minister, członek specjalnego zespołu ds. Euro nie kiwnął palcem, by pomóc miastu, z którego startował do Sejmu. Tę bezczynność wielokrotnie potwierdzał w mediach. Jego tupet zadziwia. Ziobro startuje dziś do europarlamentu, a pytany w środku kampanii, dlaczego nic dla Euro w Krakowie nie zrobił, odpowiada, że nic nie mógł zrobić, bo nie był ministrem sportu.

Niejasne pozostaje, jak Zbigniew Ziobro wyobrażał sobie działanie na rzecz Krakowa. Jeśli bowiem nie akceptował towarzyskiego lobbingu ze względów moralnych, to dlaczego godził się, by działali w ten sposób jego koledzy z partii? Biorąc pod uwagę, że były minister sprawiedliwości nie poniósł do tej pory żadnych konsekwencji swej bezczynności, można śmiało powiedzieć, że była mu ona na rękę. Niewłączanie się w temat Euro 2012 zagwarantowało mu nienaruszalność jego pozycji wśród wyborców. Ta zaś jest ogólnokrajowa i całkowicie niezależna od jego działalności na polu lokalnym. Wspieranie Krakowa było więc nieopłacalne, bo mogło zepsuć mu opinię niezależnego, "prawego" człowieka, który nie wikła się w towarzyskie gierki.

Ziobro potwierdza regułę rządzącą krakowską i małopolską polityką: kiedy któryś z lokalnych polityków urośnie, wybije się w centrali, zapomina o mieście, z którego wyszedł. Rokita, Ziobro, Wassermann, Grad, Graś. W ostatnich latach Małopolska miała sporą sejmową i rządową reprezentację. Ale Euro mają Gdańsk, Wrocław, Poznań i Warszawa. Tusk, Schetyna, Grobelny i Gronkiewicz-Walz. A wcześniej Kurski, Natalli-Świat i Lipiński, Jakubiak i Kaczyński. W żadnym z rozdań nie ma Wassermanna, Ziobry, Rasia i Gowina.

Słaby urząd

Droga do Euro w krakowskim magistracie była kompilacją nonszalancji z paniką, która dopiero w końcowym etapie przeistoczyła się we w miarę sprawną ścieżkę, skupioną, niestety, jedynie na sferze inwestycyjnej. Wszystkich gaf i zaniechań urzędników i prezydenta nie warto już wymieniać. Trzeba jednak wytłumaczyć, skąd dobra pozycja Krakowa w rankingu UEFA. Magistrat, przygotowując się do mistrzostw, nie wyszedł poza ogólnie przyjęte plany rozwoju miasta. Nie musiał, bo inwestycje i tak były potrzebne i dawno zapisane. Baza hotelowa rozwijała się przez kilka ostatnich lat samodzielnie na fali popularności turystycznej miasta.

Budowany w dobrym tempie stadion miejski był przygotowany do inwestycji lata temu. Gdyby jednak prezydent zdecydował się na drastyczną zmianę projektu, dobre tempo by spadło. Kraków mógłby mieć stadion rozmachem porównywalny z przedsięwzięciami Wrocławia i Gdańska, ale biorąc pod uwagę sprawność magistrackich wydziałów, zagrożony byłby termin. Jacek Majchrowski wybrał więc wersję archaiczną, po ludzku - brzydką, ale bezpieczną.

Prezydent nigdy zresztą nie był zwolennikiem inwestowania w wizerunek i do dziś nie dał się przekonać, że ignorując ten aspekt, nie wygrywa się żadnego ważnego projektu.

***

Kraków mógł być i powinien być polskim organizatorem tych mistrzostw. Ale Kraków nie został potraktowany niesprawiedliwie. Spotkał go taki los, na jaki sobie zasłużył. Organizatorów tych mistrzostw wybierała Warszawa. Kraków o tym albo nie wiedział, albo nie potrafił Warszawy przekonać, albo miał polityczny interes, żeby nie przekonywać. Warszawie na Krakowie też nie zależało, ale to chyba nic dziwnego. Choć oczywiście - mówią w Krakowie - zależeć powinno. Bo przecież jesteśmy najlepsi.

Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

  • Dlaczego skopaliśmy Euro nononr1 23.05.09, 13:31

    Porażka -sukcesemPanie Jacku, teraz nic nas nie przymusza...Pokażmy raz jeszcze ,ze to był Wlkbłąd UEFA i zaróbmy na tym interesie wiece niż "wybrańcy", wiem ,ze damyrady...A za tę parę lat»

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu