Budka nr 25, Tako Sushi & Wok. Pokarmy na mróz

Wojciech Nowicki
10.02.2012 , aktualizacja: 12.02.2012 10:44
A A A Drukuj
Zima straszna, mówić chyba nie muszę. Za długo już to wszystko trwa, żeby się nie rozłożyć, żeby się na skraju wyczerpania nie znaleźć (czego wam, czytelniczki, ani wam, czytelnicy, absolutnie nie życzę).
Wielkie Żarcie Wojciecha Nowickiego
Wielkie Żarcie Wojciecha Nowickiego
Wyjść z domu nawet nie ma jak, człowiek w czterech ścianach zamknięty; niby nie problem przecież, ale jak tu opisać wspaniały świat jedzenia? Nie będę tu co nudzić - siedzę w domu, do restauracji nie chodzę. To się nazywa zimowy pat.

Opowiem więc, jak było przedtem, kiedy było strasznie zimno; i jak jest teraz, w zimno, które się wżarło w kości, i pierwszego zimna jeszcze chodziłem jako tako, jeszcze na miasto spoglądałem od czasu do czasu. Miałem na przykład taką fantazję, żeby na Kleparz pójść. Targ był obumarły, pusty. Próbował jeszcze nawiązać kontakt z miastem, ale na próżno. Budki pozamykane, przy ławach dosłownie nikogo, widok smutny. Tylko od czasu do czasu przemknął jakiś uparty człowiek, wiecie, z tych, co z reklamówkami chodzą, a w tych reklamówkach skarpety, albo papieroski nie całkiem oficjalne; ręka, co ściska reklamówkę jak mięso na kość zamarznięte, a głos się z gardzieli wydobywa szczekający jakiś, automatyczny: skarpety, skarpety, skarpety, mamrotał do siebie bez przekonania. Taki był Kleparz w tamte dni, jego klientela gdzieś pouciekała, sprzedawcy czekali bez nadziei, albo w ogóle nie powychodzili z domów.

Natomiast ja udawałem się cichaczem do budki numer 25. Najzwyklejsza budka, ostatni rząd po prawej, jeśli iść od LOT-u (którego biuro coraz bardziej przypomina Kleparz, nawiasem mówiąc). Szedłem sprawić sobie drób. Jeśli wziąć pod uwagę mróz, pustkę dokoła, szybko można zrozumieć, że jest w tym drobiu coś specjalnego. Cóż, owszem, jest.

Chodzi niby o zwykłego kurczaka, żadną tam gęś czy popisową kaczkę. Ale ten kurczak, szanowni, zaznał wolności, z wolnego bowiem jest chowu; i przyjechał na dodatek z Podlasia, gdzie - możemy tak to sobie wyobrażać - panuje dzika bieda, i dzikie kurki chadzają po łąkach i lasach. W rzeczywistości jest trochę inaczej, na szczęście dla ludzi; okazuje się jednak, że ta odrobina wolności podlaskiej, odrobina drobiowej niepodległości wystarcza, żeby kurczęta rosły nie takie zmarnowane jak w naszych klatkach. Ten kurczak podlaski - większa sztuka wychodzi po jakieś 25 złotych - to jest nawiązanie do prawdziwego kurzego smaku, a nie ta dykta, którą kupujemy zwykle: owszem, niesłychanie tania, ale bez smaku.

Proponuję zastosować ulubione przyprawy, natrzeć, zostawić na parę godzin w lodówce; potem upiec, zostawić na kwadrans, a potem rwać na kawały i jeść. Temat przemyślenia na czas tej kolacji: nawet kurczak, durny ptak, może smakować niezwykle. Z tą myślą proponuję odwiedzać następne restauracje, i z tą świadomością je oceniać.

Jednak nadeszły dni jeszcze gorsze, musiałem zapomnieć o kurczakach, o zakupach, o budkach; przyszło mi zabawiać was w inny sposób. Konkretnie mówiąc - za pomocą jedzenia dowożonego do domu. Chcąc uniknąć pizzy (bo pizza króluje, jak wiadomo powszechnie), wysiliłem się odrobinę i zamówiłem japońskie. Z odmętów internetowych wyłowiłem firmę Tako Sushi & Wok, obiecującą tanie obiady i jedzenie niedrogie aż do ósmej wieczorem. Widać, że albo wszyscy chorzy, jak ja, albo się firma cieszy olbrzymim wzięciem: czas oczekiwania wynosi jakieś dwie godziny, co wydaje się dość sporo. Cóż było robić, zamówiłem i zacząłem czekać w wychłodzonym mieszkaniu. Czekaliśmy, mówiąc szczerze, we dwoje. Z tego czekania tylko jeden wniosek: nie czekajcie w zimnym, bo to bardzo źle wpływa na psychikę.

W końcu pojawił się posłaniec, wręczył torbę, pieniądze wziął i pobiegł. Zaczęliśmy zaglądać do środka. Wszystko ociekało zupami, trudno, zamawiane jedzenie zwykle dojeżdża trochę ochlapane. Zamówiliśmy trzy zupy, dostaliśmy dwie, też się skarżył nie będę, jakoś te parę złotych przeżyję. Pierwsza była zupa miso z owocami morza; zanim opiszę, wygłoszę lekcję. W normalnej restauracji - przez co rozumiem lokal ze stołami - przez owoce morza rozumiemy owoce morza. W zupie, którą dostaliśmy, owoce morza odgrywały jedna krewetka, bardzo poszarzała, oraz paluszek krabowy pokrojony na maleńkie cząstki. Poza tym jednak, choć płyn był zaskakująco ostry i słony, zupa miała właściwości rozgrzewające, i pływało w niej mnóstwo wodorostów, trochę tofu. Zdała test wygłodniałych ludzi, siedzących w zimnie (choć, gdyby ją przenieść na stół restauracji, to nie wiem, czyby zdała).

Druga zupa, won ton, czyli z pierożkami, była wielką pomyłką, mieszanką bulionu z pekińską kapustą. To był smak nie tyle swoisty, co okropny, nieprzyswajalny; został odrzucony natychmiast.

Zamówiłem sałatkę wakame, bo lubię jej kwaśno-słodki smak: glony z ogórkiem, słodycz z solą, na to nałożona nuta kwaśna. Ta sałatka była jednoznacznie słodka, schrupałem odrobinę, reszta wylądowała w koszu. Krewetki smażone w panierce nie miały smaku, pod spodem sałata z marchewką, ech, wierzyć się nie chce: wszystko smakowało tak samo. Czyli jak papier.

Najwięcej męki sprawiłby makaron soba z owocami morza, w rzeczywistości głównie z papryką, zanurzony w sosie, rzecz odstręczająca. Dziwne: smak żaden, a jednak okropny. Sushi zaś były landrynkowo słodkie, zabawne, gdyby nie to, że jeść sam cukier taniej wychodzi. Wniosek znalazł się w plastikowym worku: udało nam się zjeść jedną trzecią zamówienia, no, może przesadzam, jednak trochę mniej. Ze strachu o siebie natychmiast wypiliśmy podwójną miętę. Japońskie jedzenie, mawiają, jest zdrowe - ale tylko wtedy, kiedy jest prawdziwe.

Błąd był mój. Powinienem sięgnąć po makaron z szafki, po puszkowane pomidory, po czosnek. Byłoby smacznie i zdrowo. Powinienem kupić kurczaka na zapas.

Kurczak z budki nr 25 na Kleparzu - ok. 25 zł.

Kolacja z dostawą - równe 100 zł, ale znam lepsze sposoby wydawania pieniędzy.

Podziel się

  • 21 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

  • Re: Budka nr 25 oraz Tako Sushi & Wok. Pokarmy na gieekaa 12.02.12, 12:32

    Kiedy czytam, słyszę takich recenzentów, przypomina mi się scena z "Superpodukcji", cytuję z niepamięci. - Jeśli jest pan krytykiem filmowym to potrafi pan napisać idealny scenariusz. »

  • "Powinienem sięgnąć po makaron z szafki..." turpin 12.02.12, 12:58

    O właśnie! Sięgaj Pan, Panie Nowicki, jak najczęściej po makaron, puszkowane pomidory, czosnek. Pitraś sobie suto i przemyślenia z konsumpcji zachowaj dla siebie. Powinien się Pan zaś »

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu