Podniebny Barek, Restauracja Karmela. Doznania na pograniczu podróży

Wojciech Nowicki
02.06.2008 , aktualizacja: 02.06.2008 12:34
A A A Drukuj
W pociągu do Balic marzyłem, żeby było coś jeszcze poza tym pociągiem, jakaś podróż, a nie tylko lotnisko Balice. Szlag mnie trafiał na widok pasażerów z walizkami, którzy najwyraźniej gdzieś się udawali, najwyraźniej popuszczali wodze fantazji i lecieli w przyjemne strony; albo przynajmniej jechali w podróż służbową, co - jak powszechnie wiadomo - też się może łączyć z wyuzdanymi rozkoszami. Nie byłem szczęśliwy.
W Balicach pan Józek (nie wymyśliłem tego, to się działo naprawdę), odpowiedzialny za wózki bagażowe, przekomarzał się z dziewczynami z kantoru. Francuskie turystki głośno pomstowały. Było już raczej późnawo, przed stanowiskami przylotów czekał tłumek podniszczonych panów z kartkami w dłoniach. Ktoś ich wysłał, żeby czekali na kogoś sobie nieznajomego, na jakichś Japończyków, na jakiegoś Niemca, na jakąś Polkę. Czekającym opadały powieki, a przybywający nie przybywali, bo samoloty się pospóźniały. Była najwyższa pora na kawę.

Bar na lotnisku nazywa się Podniebny Barek i wygląda zupełnie normalnie, jak to lotniskowy barek w tej części Europy: ani ordynarnie luksusowy, ani szczególnie denny. Jasny, z miłą obsługą, oferuje podmęczone resztki - kilka kanapek i jakąś sałatkę. Buła przeleżała w lodówce cały dzień, zrobiła się niejadalna; kawę panna zrobiła mi po polsku, czyli tak, żebym nie był stratny - nalała wody po brzegi. Miałem więc zapas na oczekiwanie: lurę i zimną nieświeżą bułę.

Z tym zapasem usiadłem sobie obok akwarium, w moim ulubionym miejscu na lotnisku. Tu najpełniej delektować się można tym, co mój własny kraj oferuje najlepszego, czym może zachęcić do pozostania, czym ukoi zazdrość wobec wyjeżdżających. A więc: migoczącymi ze zmęczenia telewizorami z przylotami i odlotami; dużym zegarem; wejściem na taras widokowy; świetlnym napisem "kaplica"; a także reklamą balickiej restauracji. Ta reklama to jest szyba zabezpieczająca schody, umieszczona między stopniami a poręczą. Na matowym tle błyszczą na niej jak gwiazdy nazwy następujących dań: krokiet bigos pierogi z mięsem flaki wołowe kawa po turecku klopsiki strogonow z indyka parówki łazanki z pieczarkami żołądki po nelsońsku herbata naleśniki z serem. Oraz inne. Wszystko cudownie, szalenie nowocześnie i dynamicznie rozmieszczone na wielkiej szybie. Dynamiczne klopsiki, dynamiczne żołądki, dynamiczna kawa po turecku. Polska.

Rozumiecie więc, że chciało mi się płakać.

Następnego dnia na otarcie łez poszedłem na obiad do nowej restauracji. Nowa restauracja to jest święto, podnieta i bombastyczny nastrój. Poszedłem allegro, a nawet presto, bo mi było spieszno do doznań nowych. Poszedłem, bo chciałem zapomnieć o nieudanej wycieczce, o widoku na gastronomiczną nędzę wyrżniętą w szkle na lotnisku Balice, Cracow, Poland.

Nowa knajpa nazywa się Karmela, jest na ulicy Karmelickiej, prawie naprzeciw Bagateli. O Karmelickiej już pisałem; to jest jeden wielki knajpiany ciąg, tu się można obeżreć i schlać o każdej porze dnia i nocy, tu można nawet zjeść kulturalnie i alkohol spożyć. Karmelicka to jest wielkie przedsiębiorstwo; więc żeby z nią stanąć w szranki, żeby jej stawić czoła, trzeba mieć niezły pomysł. Trzeba wymyślić coś nowego, albo postawić na jakość, albo zaniżyć drastycznie ceny. Na Karmelicką nie wchodzi się bezkarnie, to nie jest ziemia dla debiutantów. Tu walą się po ryjach stare rekiny.

Poszedłem więc do Karmeli w męskim towarzystwie, żeby nie wyjść na takiego strasznego hetero, bo hetero teraz nie jest w modzie. Weszliśmy na podwórko i fajki nam z gąb wypadły, i zbladły lica, i straciliśmy mowę. Bo wyobraźcie sobie, czytelnicy drodzy, że jesteście pośrodku niezbyt wielkiego, ale dość jednak dużego europejskiego miasta o wielkich niespełnionych ambicjach. Że słychać dzwonek tramwajowy z ulicy, że jeżdżą po niej drogie samochody, że - słowem - odbywa się w zasięgu ręki pandemonium nowoczesności ze wszystkimi jej atrybutami. Że chodzą efebowaci mężczyźni i groźne kobiety. Jest światowo.

A tu wystarczy wejść na podwórko, wystarczy oddalić się o kilka metrów od zgiełku, żeby się znaleźć w - czy ja wiem? Biurze tartaku gdzieś na wsi? W szałasie wypalaczy węgla w Bieszczadach? W jakiejś budzie-karczmie? Bowiem ktoś plastycznie wrażliwy obił część podwórka przy jednej z większych ulic Krakowa resztkami tarcicy, takimi odrzutami z przewagą kory. Pod tarcicą stoją stoły i ławy wprost od znanego producenta piwa, które - choć nie są piękne - to mają niezaprzeczalną zaletę: są darmowe. A na drewnie są jeszcze ogrodowe kandelabry, i tylko brakuje wypchanych dzięciołów, poroża i może plakatu z babą z wielkimi cycami.

Żeby na to nie patrzeć, przeszliśmy żwawo do konsumpcji. Będzie po żołniersku, bo nie ma się nad czym użalać. Był kotlet schabowy (w tłumaczeniu na angielski: "wiener schintzel") z ziemniakami zapiekanymi i mizerią. Ziemniaki jak ziemniaki, zupełnie bez smaku, ale jeszcze nie rozpacz. Kotlet jak kotlet - ani dobry, ani zły, ani duży, ani mały, tak jak ziemniaki pozbawiony smaku. Mizeria była za to ciekawa: plastry ogórka posypano koperkiem i zalano wiaderkiem słodkiej śmietany, która - ale tego pewnie nie uczą - do mizerii się nie nadaje. Mój towarzysz wziął gicz cielęcą duszoną w warzywach z delikatną nutką rozmarynu (szef kuchni poleca); do tego zażądał zwykłych ziemniaków. Ziemniaki były wodniste i niejadalne. Gicz za to udana, soczysta, mięso nie było przesuszone. Tylko te warzywa... Purée wielowarzywne, ścierkowaty wynalazek, jak jeden z tych przecierów dla niemowląt. Ot co.

Więc tak to było z podróżą. Kiedy bardzo chciałem uciec - złapały mnie klopsiki w Balicach. Kiedy chciałem zaznać czegoś nowego - znów mnie ktoś wpędził w poronione klimaty fałszywej swojskości zakupione w sklepie ogrodniczym i wyżebrane w tartaku. O jedzeniu nie wspomnę, bo nie ma o czym. Ludzie, uciekajcie na obiad za granicę.

Bułka i kawa na lotnisku w Balicach - 10 zł. W cenie widok na rybki i reklamę the best of polskiej kuchni.

Restauracja Karmela - tarcica i byle jaka kuchnia za 101 zł na dwie osoby.

Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu