Cheder i inne. Piękna prawie kawiarnia

Wojciech Nowicki
19.03.2009 , aktualizacja: 19.03.2009 18:44
A A A Drukuj
Powiem lepiej od razu, o co mi chodzi: o dziwne zamysły, które towarzyszą powstawaniu knajpianych biznesów. Założenie wydaje się proste, oczywiście - jesteśmy mianowicie świetni w jakiejś dziedzinie; powiedzmy, że bosko lepimy pierogi.
Chociaż nie, to byłoby zbyt łatwe. Raczej kochamy, tak właśnie, kochamy śródziemnomorską kuchnię, albo jesteśmy niezrównani (niezrównane) w wypiekach; albo żadnej wiedzy tajemnej nawet nie posiadamy, tylko chodzimy po knajpach nieustannie, a nasz mąż czy żona nasza posiada hałdy pieniędzy i nie wiemy, którym oknem je wyrzucać. Wtedy rodzi się ten pomysł, trochę nienowy: knajpę przecież można założyć, bo wszyscy zakładają! Zróbmy restaurację; bo jak do nas przychodzą znajomi i żona stanie za garami, to wszyscy są zachwyceni. Albo: no patrzcie, ten Zdzisław (znalazłoby się paru takich Zdzisławów) założył knajpę i jak ma fajnie. Przychodzą do niego ludzie i jeszcze mu płacą. Tylko drożyzna u niego, paskarza jednego, niech mu się noga powinie, niech mu padnie interes.

No i niestety, od czczego gadania przechodzą niektórzy do akcji. To jest etap nie na żarty.

Teraz będzie ustęp nawiasowy, żebyście zrozumieli, skąd mi się to wzięło. Z tego mianowicie, że ostatnie dni spędzam w mieście Sofia i jego okolicach. Sofia jak Sofia, stolica, tutaj o wszystko łatwiej, tu są wielkie firmy, można zjeść na dowolną nutę. Ale wyjedź, człowieku, za Sofii granice! Do wioski wjedź, zatrzymaj się w sklepie, pójdź do restauracji. Nie ma restauracji. Knajpka jest. Kasa fiskalna brudna, czajnik brudny, na środku pomieszczenia piecyk koza, z długaśną rurą, która wychodzi przez dziurę w ścianie. Knajpka pełna, ale całe towarzystwo spożywa to samo: kiełbasę smażoną w morzu sosu, z piramidą chleba w koszyku. Dookoła szyldy innych knajp, ale został tylko szyld i napis "otwarte", choć wisi łańcuch i kłódka. Zamknięte jest, i to po wsze czasy. Upadłość. Siedzisz nad kiełbasą, bo nie ma wyboru, rozmarzony patrzysz po szyldach, myśląc jak to dobrze mieli przyjezdni i mieszkańcy jeszcze rok-dwa temu. A teraz ta kiełbasa tylko została, no bo - na ludzki rozum - po co w wiosce długiej może na pięćset metrów cztery knajpy w jednym miejscu. I jeszcze jedna trochę z boku? Ktoś, czytelnicy drodzy, zobaczył, jak dobrze idzie miejscowemu Zdzisławowi, ktoś mu pozazdrościł, ktoś miał za dużo pieniędzy w skarpecie - i dawaj, zakładać interes. Aż mu któregoś dnia padło.

Nie myślcie, że to jest nawias darmowy. Ten nawias zrodził mi się w głowie, bo przed wyjazdem poszedłem do Chederu, kawiarni, która jest centrum kulturalnym, albo centrum kulturalnego, które trochę udaje kawiarnię. Przykro to pisać, bo mi się tam niesłychanie podoba - choć ja raczej wszelkie perwersje lubię, a ten pomysł jest zupełnie nieperwersyjny, politycznie niezwykle poprawny, dokładnie z Kazimierza duchem zespolony. To kawiarnia (?) na izraelską nutę. Wystarczy wejść, żeby zrozumieć: biblioteka zajmuje jedną ścianę, meble rzadko rozstawione, więc przestrzeń się wydaje olbrzymia, ściany usunięte, więc kiedy się siedzi na końcu, to wygląda, jakby się otwierały kolejne kurtyny. I nowo jest, a to plus największy: wszystko odrestaurowane, a nie postarzone, zrobione z pomysłem, dla wygody są poduchy, i widok z okien rozpościera się niezgorszy. Za oknami, które wychodzą na ulicę Józefa (ten placyk z parkingiem, pod koniec), widać strzelistą ścianę szkoły przy Wąskiej, całą ceglaną, z godłem miasta na wysokościach. Pozostałe okna wychodzą na Jakuba, ciemną, odrapaną uliczkę, i też nie jest najgorzej. Tyle tytułem wstępu.

Jeśli zaś o rozwinięcie chodzi, to ja z największą chęcią rozwijałbym i rozwijał, ale rozwijać nie mam czego: znalazłem tam dwa przyjemne napoje, przyjemne szczególnie dla osób nostalgicznie nastawionych, czyli tych, które zaznały Izraela albo krajów arabskich - herbatę ze świeżą miętą (szklanica wygląda jak małe akwarium z przerośniętą roślinką, która wypełnia niemal całe naczynie) i kawę z przyprawami (głównie kardamonem). Oba napoje lubię, więc przy okazji (kładę nacisk na te słowa: tylko przy okazji, nie - specjalnie) wstąpię sobie chętnie. Mają w Chederze drożdżowki, które wyglądają ładnie i świeżo, ale ja za drożdżówkami nie przepadam, w kawiarni chętniej dałbym się skusić na coś innego, na bardziej wymyślne produkty. Drożdżówka kojarzy mi się, niestety, z zapychaczem, który był zawsze pod ręką w baro-stołówkach i na ulicy. No i mają tam jeszcze... nic już nie mają. Mają miłą obsługę za barem. Wszystko się w Chederze dzieje powoli, więc biblioteka polsko-żydowska może się przydać.

Teraz, drodzy czytelnicy, wolta, która wymaga uwagi, wszystkie wątki wiążąca. Mamy oto przed sobą pomysł, przedłużenie festiwalu kultury żydowskiej, miejsce na spotkania, koncerty, etc. Jest jego wzorowe wykonanie - wnętrze cieszące oko i biblioteka. I ta kawiarnia-klub, miejsce ze wszech miar przyjemne, stoi puste. Stoi puste jak te podsofijskie knajpki, jak małe knajpki na całych Bałkanach, z przyczyn oczywistych: mianowicie było ich za dużo, wszystkie dawały to samo, i po prostu nie mogły się utrzymać. Popatrzcie na dzielnicę Kazimierz jako na całość, spróbujcie ogarnąć jej ogrom i małość. Tu trzeba pomysłu, miejsca, wykonania, wszystkiego jednocześnie. Ikry trzeba, reklamy, czegoś specjalnego. Idea solo nie załatwia sprawy. Więc w kilku słowach, bez dalszego krążenia wokół tematu: chciałbym, drogi Chederze, żeby w tym wnętrzu buzowało. I nie chodzi mi wcale o przedszkole czy koncerty, o zachwyt młodych matek czy trzymanie się za rękę podczas występów muzycznych. Ja knajpy chcę. Skoro jest bar, to żądam, żeby coś było za tym barem. Żądam, żeby obsługa przestała być taka nieskończenie miła i zaczęła się wreszcie spieszyć, bo jej się grunt pali pod nogami. Knajpa - a to jest knajpa - musi żyć swoim specyficznym życiem. W tej knajpie jest na razie hodowla idei, a najbardziej knajpy brakuje.

Cheder, Józefa 36 (chytry adres, bo wejście od Jakuba)

Kawa, herbata, drożdżówki w cenach zwykłych. Za darmo korzystanie z biblioteki

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos