Wars. Podróż w sensie szerokim

Wojciech Nowicki
18.06.2009 , aktualizacja: 18.06.2009 23:03
A A A Drukuj
Zacznijmy od jajek na twardo gotowanych, od ogórka, i od tej odrobiny soli zawiniętej w gazetę. Do tego ma się rozumieć pomidory, które same z siebie się rozłaziły, i ser podsychający; a jak ktoś miał więcej fantazji, to i kotleta zabrał ze sobą w podróż albo pieczoną kurę.
Tak wyglądały nasze podróże przez kraj, tymi aromatami były wypełnione wagony osobowe i dalekobieżne autobusy. Patrzył człowiek na pasażera po przeciwnej stronie; patrzył, jak tamten się robi nerwowy, jak sięga do swojego nesesera: po ten kotlet dawno usmażony, po te pomidory, co mu zaczną cieknąć po brodzie, po jajka, które delikatnie potoczy po stoliczku, a potem będzie obierał delikatniuśko, a potem się będzie nimi napawał. A wszędzie wokół będą się unosiły zapachy gnilno-jajczane i kuchenne na przemian - a tu korytarz pełny i nie ma gdzie uciec; no i jak powiedzieć żarłokowi z jajem w dłoni, że takie jajo nie najpiękniej pachnie? Cudnie pachnie przecież! Wszyscy od wieków podróżowali w ten sam sposób. Przyczyna była prosta: człowiek o zdrowych zmysłach nie poszedłby przecież do Warsu.

No i to się, jak wiadomo, zmieniło. Wars się zrobił trochę ludzki. Jest w nim znormalizowane menu, są kanapki sprzedawane na korytarzach, i kawa. Ale dziecko pojechało ostatnio pociągiem - i bum! Odkryło nowość! Pani rozwożąca wózkiem napoje po pociągu zachwalała takie usługi, że ja uszom własnym nie dowierzałem i kazałem sobie powtarzać jak głuchy; i na słowo wcale nie uwierzyłem, tylko cytuję z ulotki. Najpierw są okrzyki godne gazeciarza: "Nowe wnętrze! Nowa jakość obsługi! Nowe menu!" (trochę to brzmi jak zachęta do rejsu Titanikiem nowej ery). Potem słowo wyjaśnienia (odrobina tajemnego języka nie zawadzi): "Podróżują Państwo pociągiem, w którym WARS oferuje Nową Linię Obsługi (NLO)". I co, zatkało? A to dopiero niewinna przygrywka.

Bo, szanowne czytelniczki zawsze za mną stojące, i wy, równie szanowni czytelnicy, nie podróżowaliście jeszcze Nową Linią Obsługi, wam nie wiadomo jeszcze być może, że te wszystkie dobroci, te frankfurterki z parmezanem (!) na śniadanie, tego schabowego, owo - jak to pisze Wars - "Spaghetti Neapolitana" można dostać od przemiłej pani wprost do przedziału. Nie na wynos do domu (wracacie późno ze służbowej podróży, lodówka pusta, pakiet z Warsu będzie jak znalazł). Nie. To jest jedzenie przeznaczone do konsumpcji w przedziale, na oczach pozostałych podróżnych (którzy, jak pewnie Wars sobie kombinuje chytrze, zwabieni cudownym aromatem tatara ze śledzia pobiegną za panią wózkową i zaczną się domagać tego samego). Chcecie sobie schaboszczaka zjeść na oczach pozostałych, chcecie zaszpanować następcami jajka na twardo i kurczaka? Bardzo proszę. Bez oporów. Teraz jest przyzwolenie. Chcecie pokazać, że jesteście silni we wciąganiu spaghetti? I to wam wolno teraz. No, parę plamek zostanie tu i ówdzie, zapach stołówki trudny będzie do przegonienia - ale trudno. Nowa Linia Obsługi zobowiązuje (w niektórych pociągach).

A piszę o tych cudownych zmianach w warsowej mentalności (zmianach grzeszących pogardą dla niejedzących) z perspektywy podróży. Miałem napisać o cudownym jedzeniu, na jakie się po drodze natknąłem, ale było tego, co kot napłakał. Owszem, nie wypieram się, jadłem ostatnio dobrze. Bawiąc w Republice Naddniestrzańskiej (no wiecie, to państwo, które nie istnieje, oderwany od Mołdawii karzełek nieuznawany przez żadne państwo na świecie, komuna zakonserwowana w formalinie, połączona z pięknie rozwiniętą przestępczością), konkretnie w Naddniestrza stolicy, Tiraspolu, gdzie - jak trzeba - zameldowałem się na milicji. Udałem się do restauracji położonej oczywista niemal nad Dniestrem; a stamtąd rozciągał się widok panoramiczny: wielkie wizerunki fotograficzne, wysokie na jakieś trzy metry, Miedwiediewa i Che Guevary (za rogiem lśnił w słońcu Putin; bo ta restauracja dzieli lokal z młodzieżową organizacją Proryw i Wyższą Szkołą Liderów Politycznych im. Ernesto Che Guevary); gigantyczny pomnik generała Suworowa (tak nieprzyjemny polskiej pamięci), popiersie carycy Katarzyny (żeby dopełnić poniżenia); no i tradycyjne w takich wypadkach ozdóbki - ruski czołg i cmentarz z ogniem, co wiecznie bucha, Lenin - monstrum na wysokim cokole. Jest tego więcej, tylko wam szkicuję charakter miejsca (a pośród tych miejskich mebli przechadzają się panny w sukienkach tak krótkich, że sobie nie potraficie wyobrazić, o przerażających tipsach, gotowe na wiele). Restauracja się nazywa Eilenburg, ma mieszany, rosyjsko-saksoński charakter; i zjadłem tam zupę uchę porywającą. Szczupak, karp, czeczuga, do tego warzywa delikatne, żeby nie zabić rybnego charakteru, nierozgotowane, w delikatnym rybnym bulionie; a wszystko to zasypane pietruszką i koperkiem. To jest jedzenie podróżne, czyli doznanie, czytelnicy drodzy, a nie te jakieś smażone smrody w przedziale. Niech to się dzieje nawet w Naddniestrzu.

Teraz jeszcze zdradzę, czemu mi się tak wzięło na podróżne klimaty. Przed wyjazdem widziałem, jak na ulicy św. Tomasza w restauracji Polskie Jadło (grupa Kościuszko) idą zmiany: na ulicy stanął jakiś wózek, nad wejściem zawisnął piec, słowem: poszli na całość. Poszedłem sprawdzić. Jedząc flaki wołowe, podawane w garnku, zastanawiałem się, czy może być brzydsza zupa - a wiedzieć musicie, że ja flaki, niestety, lubię. Tu są flaka wielkie kawały, nieporęczne, w głęboko szarej zupie, raczej bez smaku - rzecz o pomstę wołająca. To jest flak w stanie flaka. Od kolegi z miski ściągnąłem trochę zapiekanki o wdzięcznym imieniu "kapuściok": liść kapusty surowej, na to ziemniaki tłuste jakby ze słoniny zrobione, boczek i jajko. Dużo tłuszczu, niby wiejska nuta - jeśli wiejskie gotowanie oznacza bardzo tłusto i z najtańszych produktów. Lifting w niczym nie pomógł.

Wolę pirożki na ukraińskiej ulicy, wolę okroszkę w Mołdawii, wolę pulpeciki mitiei albo gołąbki sarmale. Wolę te dania proste, tanie, niczego nieudające. Podróż wolę.

Ucha w Naddniestrzu - parę złotych.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu