Rooster. Kura po krakowsku

Wojciech Nowicki
16.07.2009 , aktualizacja: 16.07.2009 15:16
A A A Drukuj
Przenajdroższe czytelniczki, i wy przy okazji, czytelnicy - wyszedłem z domu ostatnio... wyszedłem na dłużej i dotąd nie wracam: jestem nad Adriatykiem, jem małże, na wodę spoglądam i Kraków jakoś wyszedł mi bokiem. Niby jest, a nie ma. Jest ideą, ochłapem pamięci - a rzeczywistość rośnie cyprysem, szeleści cykadą, ma słony smak wody. Ot co.
Więc wyszedłem, był wieczór (doceńcie, proszę, wysiłek - bo dawno wyszedłem, w innym kraju, odmiennym klimacie, inny język mnie otaczał), była ulica Szewska, weekend bodaj. Ryczało. Wrzeszczeli ludzie. Z piwnic, tych piwnic, które są chwałą naszego antycznego miasta, dobywało się basowe dudnienie, jakby w nich była ukryta nie wielka przeszłość, a jakaś wioskowa wersja Ibizy, Ibizy w niewłaściwych dekoracjach. Przechodniów nagabywały dziewczęta, proponując piwo darmowe za wizytę w lokalu. Ludzie miętolili się po bramach, inni charczeli; ktoś wyrzucił kebab. Brudno było i głośno. U wejść do klubów stali selekcjonerzy, czujnie spoglądając na tłuszczę. W lokalu McDonald's dwóch mężczyzn w mundurach moro lustrowało tłum; bardzo byli widoczni - i chyba specjalnie, bo jakiś tydzień wcześniej w tym samym miejscu widziałem damę pobitą i chlipiącą. Więc teraz w drzwiach są dwaj w moro - uwierzycie, szanowne, dacie wiarę, szanowni? Jak w koszarach albo w banku na odludziu. Szedłem miastem, moim miastem, i czułem po raz kolejny, że kolejny jego fragment został mi odebrany.

Szedłem wieczorem, a kołatało we mnie pytanie: czy można normalnie zjeść o późnej porze (dochodziła jedenasta)? Wszędzie zamknięte, a tam, gdzie otwarte, nie wysłałbym na kolację nawet wroga. Piwo, owszem, do woli, w każdym zakątku; z jedzeniem już zdecydowanie gorzej. Bo żarcie wymaga większych umiejętności niż nalanie piwa z pipy albo otwarcie butelki. Aż zatoczyłem koło, pobłądziłem trochę (i myśli moje błądziły wokół ofiar końskiego wypadku, niewinnych ofiar stratowanych w kawiarnianym ogródku) i stanąłem jak u drzwi lokalu Rooster, niegdyś Piccolo, specjalność - kura. Pod lokalem tłoczyła się grupa średnio miłych i średnio wykształconych obywateli Wielkiej Brytanii, ogarniętych tym samym syndromem co niegdyś eksprezydent Kwaśniewski w Kijowie: bełkotliwa mowa, krok chwiejny, oko pozbawione wyrazu. Oni jednak ekspresję mowną mieli większą, bowiem wrzeszczeli dookoła, co zrobią z napotkanymi kobietami, nie darując słuchaczom wszelkich - jak im się wydawało - pikantnych szczegółów. Tak na nich wpłynął pobyt w dawnym Piccolo.

Rooster to jest przybytek, który wprawia mnie nieodmiennie w zdumienie: oprócz tego, że panny w krótkich majtkach i kusych bluzkach podają do stołu, nic takiego się nie dzieje, ale jakoś zawsze więcej tu panów niż pań (a czemu właściwie nie ma tu kelnerów facetów, czemu kuse majty nie uwypuklają im tego i owego paniom na pokusę? Hę?). A - żebyście wiedzieli - te dziewczęta, niby to lekko roznegliżowane, nic z seksem nie mają wspólnego, wręcz przeciwnie: one, biedne, wyglądają, jakby odbywały zajęcia wychowania fizycznego; i z tego właśnie powodu w Roosterze nie świątynię wyuzdania widzę, ale salę gimnastyczną. Wyobraźnia podpowiada zapocenie, podpowiada nauczycielkę wuefu pokrzykującą bez ustanku: "Rusz wreszcie tyłek, ruchy-ruchy-ruchy, co jest, szybciej".

Wnętrze udaje Amerykę z mitu, jest Drogą; pełno tu gadżetów, amerykańskich cytatów; w karcie panuje podobna sieciowa prostota, same evergreeny, dania, które smakują wszystkim. A więc kurczak we wszelkich postaciach, łosoś z grilla, makarony i burrito - i frytki do wszystkiego. Jednak o jedenastej wieczorem w migotliwym świetle telewizora (szła właśnie walka bokserska) spożywano następujące zestawy: piwo i frytki, piwo i popcorn, piwo i papierosy, piwo solo. Ja wziąłem sobie Roosetr mix, danie esencjonalne dla tej kuchni - skrzydełka, udko, polędwiczki z piersi kurczaka z warzywami i sosami.

Jak wszędzie w sieciowych restauracjach dostaniecie tu różne sosy, ale jak ich spróbować, to się okaże, że wszystkie są słodkie jak ulepek. Po chwili stanął przede mną talerz i wiedziałem już, co myśleć o warzywach - marchewka, ogórek i czerwona papryka pocięte w paski; suchej jak deska marchewki było najwięcej (i domyślcie się sami dlaczego). Podawać podobny specjał jest poniżej godności kiosku Ruchu. Jeśli zaś o mięsa chodzi, to tak zwane polędwiczki wyglądały jak ze złego snu: pokryte warstwą suchej, ale miękkiej panierki, same zaś były suche i włókniste. Inaczej ze skrzydełkami - te smakowite były, panierkę miały chrupiącą, a mięso było, jak trzeba, wilgotne - takie w sam raz do maczania w sosach, trzymania w palcach, skrzydełka, które nas cofają do epoki przedsztućcowej. To samo pomyślałem sobie o udku, ale po chwili wyszła na jaw prawda: udko w środku było surowe i zimne, ledwie rozmrożone. Wiecie, jakie to uczucie, znaleźć się z kawałkiem surowego ochłapu w gębie? Kelnerka przyjęła moje zastrzeżenie, bez szemrania dostałem nogę zastępczą - ale i bez słowa przeprosin, ba, bez zdziwienia nawet. I wiecie co? Ja tu na pewno nie wrócę.

Bo jeśli sobie życzę Ameryki, prawdziwej, nie udawanej, to idę na Sławkowską do filii More Than a Cookie, ciastkarni, o której już kiedyś pisałem (firma matka jest na Syrokomli). Maleńka kajuta, tak samo sympatyczna jak pierwsza, z obsługą całą w uśmiechach; dają to samo potężne brownie owsiane na śniadanie (ale śniadanie trwa przez cały dzień), z bananem, śmietaną, z kawą do woli na dodatek. Miętowe cookies latem albo ciemne z białą czekoladą (zwane przez właścicieli Obamą), albo babeczka marchewkowa z lukrem - to pożreć wolę niż te wszystkie kurczakopotwory. To jest coś prawdziwego, niekłamanego, życzliwego po amerykańsku. Każde ciasteczko zawsze jest świeże, każde z troską wam opatulą, a rachunek wychodzi niesłony. Więc wiecie co? Alleluja! Jest dla ludzkości ratunek; nie muszę już chodzić daleko po ulubione słodycze.

Rooster, ul. Szczepańska

Mix częściowo surowy, woda, kawa 37,40 zł

More Than a Cookie, ul. Sławkowska (po lewej, idąc od Rynku, między św. Tomasza a św. Marka)

Podziel się

  • 2
  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu