Samui. Biesiada literacka

Wojciech Nowicki
15.10.2009 , aktualizacja: 15.10.2009 23:10
A A A Drukuj
Będzie jak na spowiedzi, czytelniczki kochane, i wy, czytelnicy: po kolei, ze szczegółami. Była sobota, zostałem sam i na dodatek lało. Poszedłem więc do Świątyni Szatana obok dworca głównego, żeby sobie kupić patelnię na pociechę.
Taki miałem pomysł na doła - a proszę bardzo, śmiejcie się, ile wlezie. Ale po drodze był Kleparz, gorgonzola w jednym, fenkuł w drugim kiosku, ser od baby ze stołu kupiony, lepiej mi się zrobiło od razu. A jeszcze na rogu św. Filipa i Warszawskiej stała dziewczyna i rozdawała ulotki Samui - jedyna w mieście tajska restauracja! - krzyczał druk. I napis wielki wisiał w bramie: U nas gotują znani kucharze!

Na takie rzeczy słuch mam wyczulony. Nazajutrz, w godzinie krakowskiego obiadu, od strony Kleparza nadszedł pod Samui Poeta, zwany czasem Pisarzem, razem z Narzeczoną; od strony placu Matejki nadeszła Literatka ze swym Mężczyzną. Teraz to sobie wyobraźcie dokładnie: Narzeczona Poety w prochowczyku jak z Powstania Warszawskiego, Poeta dość zarośnięty i od zawsze na czarno odziany, wilkiem patrzący, choć wesoły, Literatka (chwilowo zatrudniona w handlu prywatnym) na blond-różowo, zaś towarzyszący jej Mężczyzna z zupełnie innej bajki. Do tego ja, dziejopis.

Parę chwil później wbiliśmy wzrok w menu i zapadła cisza. Narzeczona Poety, kobieta uczona, raptem jakby miała kłopoty z sylabizowaniem. Poeta zafrasował się czemuś, takoż Mężczyzna i zatrudniona w handlu Literatka. Ja popadłem w niestosowne otępienie, ale cóż czynić: karta - ja nie kłamię - zawierała 227 pozycji. Pisarz chrząkał, było widać jak na dłoni, że się zastanawia nad zażyciem rozluźniających soft-drinków (ale zwyciężył duch niedzielnej walki z grzechem), ja chrząkałem, wszyscy nerwowo pochrząkiwali, a boleść czarnym kłębem zawisła nad stołem - bo jak tu w pięć minut wybrać coś z karty obszernej jak powieść Dukaja? Dopiero kiedy każdy coś wskazał na chybił trafił, Pisarze, wreszcie rozluźnieni, z czułością i polotem opowiadali o innych literatach, mówili, że tamtym innym brakuje piątej klepki (przy czym Pisarz, wilkiem patrzący, z dziwnym tikiem, co rusz pytał o godzinę); a tak czarownie opowiadali, że dopiero po jakiejś półgodzinie zaczęły nas niepokoić pustki na stole. I wtedy jak czarny anioł (bo na czarno był odziany) pojawił się kelner z kawą: "troszkę to trwało - wyjaśnił cały w uśmiechach - bo kawę nosimy z pubu" (a pub, musicie wiedzieć, to jest pomieszczenie za drzwiami).

Więc piliśmy tę lurowatą kawę z pubu i mieliśmy czas, żeby przedyskutować nasze kulinarne fobie: ktoś nie tknie zupy, komuś nie podchodzi jogurt, komuś marchewka z rosołu, ktoś inny znowu za nią przepada, ale nie podchodzą mu tacy, co gardzą marchewką. A ponieważ było to - zdążyliście chyba zauważyć - grono ludzi z kulturalnego świecznika, to nie doszło do mordobicia o rosołową marchewkę, tylko do jeremiady: płakaliśmy, że nas pokancerowały stołówki, moi drodzy, że nas wszystkich dobiło jedzenie w zakładach uspołecznionych, że wszyscyśmy pokrzywdzeni. Tak jęczeliśmy w restauracji tajskiej, pełnej ludzi, choć przy pustym stole. Kuchnia azjatycka nie zajmowała nas wcale, bo póki co nie było o czym mówić.

Zanim o tajskim jedzeniu, mały nawias. W niektórych mądrych książkach kulinarnych piszą, żeby do gotowania brać najlepsze składniki, na jakie możemy sobie pozwolić. W przełożeniu na tajską kuchnię brzmi to następująco: musi być świeżutka zielona kolendra, tajska bazylia o anyżowym zapachu (jeśli nie hodujesz samemu, to niech będzie prosto z samolotu), tajskie bakłażany, maleńkie i jędrne, kwaśna limonka i jej liście, odurzająca trawa cytrynowa, mleko kokosowe, mnóstwo najostrzejszego chili, różne pasty do smażenia mięsa - najlepiej, jeśli będą te z górnej półki. Taka jest cena tajskiej kuchni w Polsce, kraju cenionym za ziemniaki, buraki i kiszoną kapustę: trzeba się nachodzić, naszukać i słono zapłacić. A jeśli składników nie ma, to lepiej zostać przy ćwikle.

Wracajmy do Samui: kiedy na talerzu zamiast tajskiej znajduję naszą bazylię (ma się do niej jak piernik do wiatraka), kiedy zamiast kolendry jest zielona pietruszka, kiedy trawa cytrynowa w niektórych daniach jest, a w innych już nie, to wiem, że ta knajpa nie kupiła tego, na co ją było stać. Kupiła byle co, i byle co podaje, bo nie ma dla mnie, dla nas szacunku.

Z żalem informuję, że w Samui wszystkie zupy są zimne, niezbyt ostre i w smaku do siebie podobne. Nieważne, czy to rybna, czy z owoców morza, czy z kurczaka z dodatkiem chili - wszystko smakuje na jedno, niedoprawione kopyto. Drugie dania równie zimne i bez temperamentu. Kaczka w sosie czosnkowym smakuje i pachnie głównie rybnym sosem, kaczka z pieprzem przypomina początki wietnamsko-chińskiej kuchni na naszych blokowiskach: chłodne plastry mięsa obłożone trójkolorową papryką - Pisarz się co prawda upierał, że mięso mu smakuje, ale on jest uparty jak muł i cały zbudowany z przekory. Jego Narzeczona, jak na waleczną kobietę przystało, nie była już taka wyrozumiała, ani Literatka, mimo różowej powłoki. Zaś ja swoim smażonym makaronem z krewetkami - czyli narodowym daniem Tajlandii, pad thai - najchętniej bym trzasnął o ścianę: żadnej ostrości, ani listka kolendry, czysta ściema.

Siedzieliśmy zatopieni w piwnicy przez trzy godziny - trzy długie godziny spędzone na czekaniu i odkrywaniu zaraz potem, że każde danie jest jak od sztancy; bez wahania można polecić tylko wodę, colę i wódkę (ale naturalnie przeczytacie na stronie internetowej te wszystkie restauratorskie zaklęcia: "najlepsze składniki, oryginalne przepisy, wyjątkowy sposób podania potraw, tajscy kucharze" - to nie pastisz, tylko cytat). Kiedy wreszcie wyszliśmy gęsiego - Narzeczona, różowa Literatka, tradycyjnie czarny Poeta, Mężczyzna zwyczajnie ubrany i ja na gębie czerwony - było mokro i cicho. A i tak miałem ochotę rozebrać się do gołego, biegać po placu Matejki i wrzeszczeć z radości. Wolność! Wolność od Tajów nareszcie!

Samui, ul. św. Filipa 5

Na osobę trzeba liczyć 60 zł.

Grupie wsparcia dziękuję za poświęcenie.

Podziel się

  • 9 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu