Trattoria Rialto. Perła na blokowisku
24.10.2009
, aktualizacja: 24.10.2009 13:30
Historia zaczyna się ciepłego popołudnia, parę miesięcy temu. W pewnej knajpie spotkałem niewielkiego czarnego faceta, restauratora; poznała nas wspólna znajoma.
Połykał espresso, parząc sobie wargi, łypał na zegarek i zapraszał do siebie. Wszystko biegiem, bo jechał na Balice po włoskie sery - właśnie przyleciała nowa dostawa. Ech, włoskie sery, ech, prywatną pocztą dostarczone: marzenie każdego, kto sery jada. Niebyć zależym od sklepów, nie musieć kupować niedojrzałych albo rozlazłych jak stara szmata. No, nie będę tu kłamał: bardzo mi się to spodobało.
Chciałem od razu jechać do jego knajpy, ale jakoś się odwlekało. Do dnia, kiedy przemiła Czytelniczka napisała liścik mniej więcej następującej treści: żebym się wreszcie ruszył z centrum, bo poza centrum też mieszkają ludzie, na przykład ona, i też są knajpy, i czasem nawet dobre - jako przykład podała knajpę bruneta od serów, Trattorię Rialto na Ruczaju. I żebym nie skamlał, że to limes zachodniego świata, wymieniła mi autobusy spod domu i przystanki, na których wysiadać - szkoda, że to mejlem napisała, bo gdyby przysłała list w kopercie, to pewnie dołączyłaby bilety. Co było robić? Odpisałem, że pojadę.
Od razu rzuciłem się do internetu, żeby sprawdzić, co brunet u siebie daje, w tym Rialto. Czytałem, czytałem, ślina mi leciała jak psu na widok świeżej wątroby: o Boże, gęsie wątróbki z białą fasolką! Panini z pastą jajeczną i chrupiącym bekonem! Homar z pieca, muszle św. Jakuba! No i risotto nero di seppia, zabarwione kalmarowym atramentem (ci, co byli w Chorwacji, znają być może: Chorwaci nazywają to danie crni rižot). Cóż, przyznaję: to mi się od dawna nie zdarzyło, żeby tak pożądać żarcia przed komputerem. Nie było na co czekać. Zabrałem towarzystwo i pojechaliśmy bez zwłoki, ciekawi, czy się spełnią zapowiedzi.
Pół godziny później zapadał zmierzch, było szaro, przystanek był na skraju - z jednej strony chaszcze, mgły, a gdzieś w dali domyślne wrzosowiska i wilkołaki; z drugiej normalniej, coś jakby miasto, bloki, ale całkiem przyjemne, jak to na Ruczaju. Wdaliśmy się między te bloki drogą krętą i krótką, aż do (tfu, te nazwy nowomodne!) Pasażu Ruczaj, czyli po naszemu domu towarowego, tyle że teraz wszystko galerią albo pasażem jest zwane. W tym pasażu na rogu jest Trattoria. Do knajp w centrach handlowych nie mam zaufania, ale - jako się rzekło - były znaki, zachęty omeny. Więc weszliśmy.
Przez wielkie szyby widać było to zmierzchanie nad osiedlem, a w środku ciepłe światło, sala w kwadrat i kuchnia otwarta, wszystko na widoku. Tak właśnie, moi drodzy obojga płci, tworzy się atmosfera w miejscu, które zwykle jest atmosfery zaprzeczeniem. Poza tym prosto i schludnie - ot, drewniane stoliki, krzesła, kwiatek, świeczka, nic wymyślnego. Ale to działa, bo cała sala obsiedziana przez ludzi, wszystko zajęte, wszyscy jedzą. Przyszli z dziatwą, z dziadkami, przyszli całymi rodzinami - więc to znak, że mają zaufanie, że Rialto to ich miejsce.
Nadi Misimi, szef tego miejsca, prowadził kiedyś kuchnię w Del Papa; do swojego Rialto przeflancował stamtąd część pomysłów. Jest karta makaronów i karta sosów, można sobie dowolnie kombinować. Jest zupa adriatycka, którą też znam ze św. Tomasza. Wiecie, w innych krajach, w innych miastach to się zdarza, ale tu, w mieście Kraka, człowiek jednak doznaje porażenia, kiedy na odległym osiedlu, gdzie nie dojeżdża tramwaj, niedaleko krzaków i chaszczy, spotyka knajpę pełną gębą, knajpę z kartą przemyślaną i elegancką. Wytężyłem pamięć i doszedłem do wniosku, że zdarza mi się to po raz pierwszy.
A potem, cóż, potem było jedzenie. Carpaccio z piersi kaczki było tak kolorowe, że bardziej kwiat przypominało niż jedzenie. No bo wyobraźcie sobie: zielona rukola, na niej cieniuśkie, półprzezroczyste plasterki kaczego filetu, obwiedzione białą smugą tłuszczu, smugi malinowego przecieru i pośrodku figa. Smaki - a pozazdrośćcie mi trochę! - też szaleńczo barwne, też różnorodne: leciutko pikantna rukola, zielona i pieprzna, lekko przydymiona podsuszona kaczka, słodki przecier i figa jak to figa, boska. Eksplozja, nie przystawka. Na drugim talerzu była tuszka kalmara, nadziana, wypchana warzywami, podgrillowana; jak to pięknie mówią współcześni poeci kulinarni, spoczywała na łożu z sosu rybnego, a jego kolor był szafranowy. Ech, pozazdrośćcie mi raz jeszcze: ten kalmar był sprężysty, sos rybny boski, bo proporcje między rybnym a warzywnym utrzymane idealnie - danie do zjedzenia we dwoje, do sięgania we dwa widelce. Danie, przy którym się rodzą zapalczywe dyskusje o jedzeniu.
Ech, jak mi dobrze w takich miejscach nieoczekiwanych. Dbał o nas stary znajomy, kelner jeszcze z Del Papa, szef szalał w kuchni, sala była pełna, wino dobre. A jedzenie... Pieczony dorsz (świetna to ryba, tylko o tym nie wiemy, bo fatalnie u nas przyrządzana) w sosie pomidorowym ze słodką nutą, z jabłkiem, z rodzynkami, z selerem naciowym; to był sos bogaty, skomplikowany. Tak się nad nim nadąłem, że przestałem mówić, wyłączyłem się, przepadłem na długie minuty. Nieczęsto mi się to zdarza. No i jeszcze jedno - stek. Wzięliśmy z sosem z gorgonzoli. Krwisty kawał mięsa i łagodny sos, ale przecież lekko pleśniowy: takie zestawienia sprawiają, że mięso nadal jadam i nieprędko przestanę.
Zjedliśmy desery (pana cotta i deser z mascarpone z malinowym wnętrzem - świetne), napiliśmy się kawy, uścisnęliśmy dłoń Nadiemu. To jest bardzo włoska knajpa, a w karcie są jakieś polskie dania, jakieś pierogi, barszcze, jest schabowy. Po co, pytam? A Nadi na to, że to jest knajpa dzielnicowa, dla ludzi, i że trzeba pokornym być. Chcą pierogów? Bardzo proszę. On się nie będzie sprzeciwiał. Sam tu mieszka, więc rozumie.
Niech w Krakowie będą nam dane jeszcze inne takie osiedlowe knajpy, to znów będziemy kulinarnym mocarstwem. I dlaczego, do cholery, ten Nadi nie mieszka koło mnie?
Trattoria Rialto, ul. Raciborska 17 (Pasaż Ruczaj)
Dwie osoby za bardzo pełny obiad - 160 zł. Ale makaron (każdy) kosztuje 19 zł, więc sporo taniej. Na Ruczaju pizze i makarony dowożą przez całą dobę.
Chciałem od razu jechać do jego knajpy, ale jakoś się odwlekało. Do dnia, kiedy przemiła Czytelniczka napisała liścik mniej więcej następującej treści: żebym się wreszcie ruszył z centrum, bo poza centrum też mieszkają ludzie, na przykład ona, i też są knajpy, i czasem nawet dobre - jako przykład podała knajpę bruneta od serów, Trattorię Rialto na Ruczaju. I żebym nie skamlał, że to limes zachodniego świata, wymieniła mi autobusy spod domu i przystanki, na których wysiadać - szkoda, że to mejlem napisała, bo gdyby przysłała list w kopercie, to pewnie dołączyłaby bilety. Co było robić? Odpisałem, że pojadę.
Od razu rzuciłem się do internetu, żeby sprawdzić, co brunet u siebie daje, w tym Rialto. Czytałem, czytałem, ślina mi leciała jak psu na widok świeżej wątroby: o Boże, gęsie wątróbki z białą fasolką! Panini z pastą jajeczną i chrupiącym bekonem! Homar z pieca, muszle św. Jakuba! No i risotto nero di seppia, zabarwione kalmarowym atramentem (ci, co byli w Chorwacji, znają być może: Chorwaci nazywają to danie crni rižot). Cóż, przyznaję: to mi się od dawna nie zdarzyło, żeby tak pożądać żarcia przed komputerem. Nie było na co czekać. Zabrałem towarzystwo i pojechaliśmy bez zwłoki, ciekawi, czy się spełnią zapowiedzi.
Pół godziny później zapadał zmierzch, było szaro, przystanek był na skraju - z jednej strony chaszcze, mgły, a gdzieś w dali domyślne wrzosowiska i wilkołaki; z drugiej normalniej, coś jakby miasto, bloki, ale całkiem przyjemne, jak to na Ruczaju. Wdaliśmy się między te bloki drogą krętą i krótką, aż do (tfu, te nazwy nowomodne!) Pasażu Ruczaj, czyli po naszemu domu towarowego, tyle że teraz wszystko galerią albo pasażem jest zwane. W tym pasażu na rogu jest Trattoria. Do knajp w centrach handlowych nie mam zaufania, ale - jako się rzekło - były znaki, zachęty omeny. Więc weszliśmy.
Przez wielkie szyby widać było to zmierzchanie nad osiedlem, a w środku ciepłe światło, sala w kwadrat i kuchnia otwarta, wszystko na widoku. Tak właśnie, moi drodzy obojga płci, tworzy się atmosfera w miejscu, które zwykle jest atmosfery zaprzeczeniem. Poza tym prosto i schludnie - ot, drewniane stoliki, krzesła, kwiatek, świeczka, nic wymyślnego. Ale to działa, bo cała sala obsiedziana przez ludzi, wszystko zajęte, wszyscy jedzą. Przyszli z dziatwą, z dziadkami, przyszli całymi rodzinami - więc to znak, że mają zaufanie, że Rialto to ich miejsce.
Nadi Misimi, szef tego miejsca, prowadził kiedyś kuchnię w Del Papa; do swojego Rialto przeflancował stamtąd część pomysłów. Jest karta makaronów i karta sosów, można sobie dowolnie kombinować. Jest zupa adriatycka, którą też znam ze św. Tomasza. Wiecie, w innych krajach, w innych miastach to się zdarza, ale tu, w mieście Kraka, człowiek jednak doznaje porażenia, kiedy na odległym osiedlu, gdzie nie dojeżdża tramwaj, niedaleko krzaków i chaszczy, spotyka knajpę pełną gębą, knajpę z kartą przemyślaną i elegancką. Wytężyłem pamięć i doszedłem do wniosku, że zdarza mi się to po raz pierwszy.
A potem, cóż, potem było jedzenie. Carpaccio z piersi kaczki było tak kolorowe, że bardziej kwiat przypominało niż jedzenie. No bo wyobraźcie sobie: zielona rukola, na niej cieniuśkie, półprzezroczyste plasterki kaczego filetu, obwiedzione białą smugą tłuszczu, smugi malinowego przecieru i pośrodku figa. Smaki - a pozazdrośćcie mi trochę! - też szaleńczo barwne, też różnorodne: leciutko pikantna rukola, zielona i pieprzna, lekko przydymiona podsuszona kaczka, słodki przecier i figa jak to figa, boska. Eksplozja, nie przystawka. Na drugim talerzu była tuszka kalmara, nadziana, wypchana warzywami, podgrillowana; jak to pięknie mówią współcześni poeci kulinarni, spoczywała na łożu z sosu rybnego, a jego kolor był szafranowy. Ech, pozazdrośćcie mi raz jeszcze: ten kalmar był sprężysty, sos rybny boski, bo proporcje między rybnym a warzywnym utrzymane idealnie - danie do zjedzenia we dwoje, do sięgania we dwa widelce. Danie, przy którym się rodzą zapalczywe dyskusje o jedzeniu.
Ech, jak mi dobrze w takich miejscach nieoczekiwanych. Dbał o nas stary znajomy, kelner jeszcze z Del Papa, szef szalał w kuchni, sala była pełna, wino dobre. A jedzenie... Pieczony dorsz (świetna to ryba, tylko o tym nie wiemy, bo fatalnie u nas przyrządzana) w sosie pomidorowym ze słodką nutą, z jabłkiem, z rodzynkami, z selerem naciowym; to był sos bogaty, skomplikowany. Tak się nad nim nadąłem, że przestałem mówić, wyłączyłem się, przepadłem na długie minuty. Nieczęsto mi się to zdarza. No i jeszcze jedno - stek. Wzięliśmy z sosem z gorgonzoli. Krwisty kawał mięsa i łagodny sos, ale przecież lekko pleśniowy: takie zestawienia sprawiają, że mięso nadal jadam i nieprędko przestanę.
Zjedliśmy desery (pana cotta i deser z mascarpone z malinowym wnętrzem - świetne), napiliśmy się kawy, uścisnęliśmy dłoń Nadiemu. To jest bardzo włoska knajpa, a w karcie są jakieś polskie dania, jakieś pierogi, barszcze, jest schabowy. Po co, pytam? A Nadi na to, że to jest knajpa dzielnicowa, dla ludzi, i że trzeba pokornym być. Chcą pierogów? Bardzo proszę. On się nie będzie sprzeciwiał. Sam tu mieszka, więc rozumie.
Niech w Krakowie będą nam dane jeszcze inne takie osiedlowe knajpy, to znów będziemy kulinarnym mocarstwem. I dlaczego, do cholery, ten Nadi nie mieszka koło mnie?
Trattoria Rialto, ul. Raciborska 17 (Pasaż Ruczaj)
Dwie osoby za bardzo pełny obiad - 160 zł. Ale makaron (każdy) kosztuje 19 zł, więc sporo taniej. Na Ruczaju pizze i makarony dowożą przez całą dobę.
- 20 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Trattoria Rialto. Perła na blokowisku
maximus_t2
25.10.09, 12:40
tak, panie Wojciechu ja sam nosilem sie z napisaniem maila o Trattori Rialto.Ciesze sie ze ktos mnie ubiegl. Po poczatkowym szoku (dlugo nie moglemuwierzyc sam sobie ze jest tak dobrze), »
-
Re: Trattoria Rialto. Perła na blokowisku
misself
09.11.09, 17:39
Ruczaj faktycznie wydaje się pustynią gastronomiczną - ale są jeszcze ludzie,którzy tę pustynię chcą zniwelować.»
-
Trattoria Rialto. Perła na blokowisku
gastroteam0000
27.01.12, 23:25
Pierwszą zasadą do prowadzenia kuchni należy być wykształconym kucharzem i znać się na gotowaniu, a Pan Nadir Misimi nie posiada żadnych z tych umiejętności! Właściciele restauracji dzielą »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Policja i straż miejska usunęła ...
- Kierowca potrącił dwulatka przy Kleparzu. ...
- Naukowcy przebadali Berlinkę. Odkryli ...
- Test rowerowy - sprawdź swoją wiedzę [CZĘŚĆ 1]
- Dziewczynka zmarła przygnieciona przez drzewo
- Okiem kierowcy. Rowerzyści i motocykliści ...
- Test rowerowy - sprawdź swoją wiedzę [CZĘŚĆ 2]



