In vino fabula. Intymne związki literatury z piciem

Wojciech Nowicki
12.11.2009 , aktualizacja: 12.11.2009 21:42
A A A Drukuj
Przechodziłem niedawno obok Bagateli - czyli miejsca, w którym pokwitający młodzieńcy mają okazję zobaczyć po raz pierwszy scenę, kurtynę i żywego aktora. Reagują wtedy jak umieją, zarżą czasem głośno, papierem cisną. Różnie bywa.
Ci młodzi ludzie, odziani na galowo, stoją zwykle pod Bagatelą w okropnym ścisku, nerwowo popalają papieroski jak przed skazaniem, i - nie ukrywajmy - wysoce są zaniepokojeni tym, co ich za chwilę spotka. (A PT Dyrekcję Bagateli proszę o wstrzymanie się od gwałtownych gestów, od wyzywania mnie na pojedynek - bo raz, że w broni jestem noga, a dwa, że wcale nie piszę, co strasznego czeka tę biedną młodzież wewnątrz teatru).

No więc stoję pod Bagatelą, patrzę na stado ubrane po galowemu, i wzrok mi się tak jakoś ślizga bokiem i znajduje oparcie dopiero na reklamowym słupie. Na afiszu ktoś czarnym flamastrem nagryzmolił co następuje: "Pan Bóg Najświętszy chce, aby ludzie skromni, mądrzy z Policji, Wojska, Straży M. zaczęli zaprowadzać wszędzie skromność i odpowiedzialność, likwidując alkohol i bezład moralny". Ze słupowego manifestu można więc wyczytać, że mundurowi powinni wyciosać świat na swoje podobieństwo; mają sprawić, żebym i ja stał się jak oni skromny, jak oni odpowiedzialny. Ale przede wszystkim zlikwidować mają alkohol (a przy okazji bezład moralny). Takie to rzeczy wypisują mi ludzie pod domem. Dlaczego pod moim?

Ja się mogę zgodzić, oczywiście, że troszkę bezładu dostrzegam, i że alkohol się leje szeroką strugą. Przykłady same się mnożą pod klawiaturą (i wypraszam sobie uwagi, że obrażam konkretne osoby, że mi się sąd - lub samosąd - od kogoś należy. Nie obrażam i się nie należy, bo nie padają nazwiska ani pomówienia): damy łażą ze zmętniałym okiem, nieco wczorajsze, łażą nad ranem i do swoich-nieswoich mężczyzn piszą długie SMS-y (i co one mogą tam pisać? że w trupa są zalane? że nie mają na bilet? zawsze mnie to ciekawi); albo nic już nie piszą, bo im paluszki zgrabiały, i siedzą smutno na progach starożytnych kamienic tego grodu, kiwając się wte i wewte; nietrzeźwi panowie oddają mocz w krzakach, panowie się czubią i zachowują się głośno. Więc owszem, jest jak w zoologu, nie przeczę. Ale żeby od razu likwidować alkohol z tego powodu? Żeby zaprowadzać porządek raz na zawsze i zakazywać przyjemności? To by już była gruba przesada. Opowiem wam, dlaczego.

Przykład literata będzie tu na miejscu. Literat, jak wiadomo, jest osobą z gruntu pijącą. Literat alkoholowo wstrzemięźliwy to już nie literat, tylko jakiś, za przeproszeniem, urzędas (ale uwaga, to nie działa w obie strony: nie każdy pijący jest literatem). Byłem ostatnio - znów psim swędem się dostałem, znów się przekradłem boczkiem - na znakomitym wieczorze, w hotelu Pod Różą. Skład był taki: my, czyli tłuszcza, i on, literat pijący naukowo (naukowo, podkreślam) przez część tłuszczy zwany mistrzem. Marek Bieńczyk, autor próz i przewodników po winie, niby-skromny, ale wytrawne oko dostrzeże, że zaprawiony w boju. Stał Bieńczyk przed stołem, stół się uginał od butelek; butelki kupił jakiś tajemniczy facet, ponoć miejscowy Janosik, prezes z zawodu, co postanowił trochę rozdać biednym z przyczyn niezrozumiałych - tylko że mu się nie udało, bo nie na biednych francuskie wino trafiło, tylko na creme de la creme tego miasta, na arystokrację ducha i kieszeni.

Trochę postaliśmy w kuluarach, żeby zobaczyć, kogo zaprosili, a kogo nie, i siedliśmy do stołu. Bieńczyk się uśmiechnął, niby to wstydliwie, ale ruszył na temat z rozmachem. Gadał o literaturze, czytał z książek różne opilskie cytaty, coś tam się śmiał pod nosem; a francuski pisarz Quignard szeptał mi do ucha w tym czasie - może nie gorączkowo, może nie szaleńczo, ale jednak z naciskiem i z bolesnym zawodem: "jak on tak może, ile się tak można patrzeć na te butelki". I po chwili znów: "jak on tak może" i "kiedy poleją?", i "a pan widzi stąd etykietki? Bo ja nic nie widzę, a chciałbym wiedzieć". Więc zgodziliśmy się, że nic nie widzimy co prawda, ale że chcemy wina, natychmiast; a pisarz znany z tego, że jest osobny i mało towarzyski, na widok wina rzucał się jak koń w boksie, na chwilę przed biegiem.

No i pewnie się już domyślacie, jak dalej poszło: wino się polało szeroką strugą, Bieńczyk łowił coraz to dziwniejsze cytaty i chlastał nimi z dezynwolturą. I prowadził niby to zygzakiem, niby to bez ładu i składu, własną drogą po francuskich winach. Nie zważał ani na kolory, ani na regiony, nie przejmował się tym, co utarte. A robiąc tak, mówił jakby: to jest proste jak jajecznica, picie wina jest oczywiste, państwo oczywiście znacie wszystko, o czym tu mówię - i diabelską sztuczką wplatał białe między czerwone, wplatał historię o powstaniu grands crus classés, wplatał inne wstawki, żeby było przyjemnie i mądrze. I pytał wszystkich: a wam smakuje? Czy wolicie co innego? Bo dopuszczał (a zwykle nikt nie dopuszcza) możliwość wiedzy innej, innego smaku, drogi własnej. Więc wszyscy słuchali, pili, wydawali się sobie jeszcze piękniejsi i mądrzejsi niż zazwyczaj; i tylko jedzenia brakowało.

Tak było, bo wina na człowieka działają ożywczo. Bo człowiek słucha kawałków z literatury i rozumie raptem, że ona cała winem przepojona, że sama z siebie jest jałowa pusta jak gąbka - trzeba ją nasycić winem i innymi życiowymi sprawami. Tak to było: piliśmy i spadało na nas zrozumienie. (A kiedy hałaśliwy młodzieniec obok charczał w komórkę dramatycznym szeptem "nic nie słyszę, nie mogę rozmawiać, jestem na zebraniu", i rozkładał ramiona w geście rozpaczy, pokazując, że komórka mu zdechła, to wyglądał jak nie z tego świata; ale nazwiska tego pana nie powiem, bo mam dzień dobroci).

Proszę więc nie żądać likwidacji napojów alkoholowych, bo likwidacja umniejszy we mnie człowieka. Ja raczej mówię: więcej wina.

In vino fabula, wykład Marka Bieńczyka w hotelu Pod Różą, w ramach Festiwalu Conrada.

Za ostrzeżenie na butelce niech posłuży (to za Bieńczykiem cytat) Wolter: "Monsieurs, trop de vin! Vous me prenez pour un Polonais".

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu