Alrina. Ratunek w rzece

Wojciech Nowicki
19.11.2009 , aktualizacja: 19.11.2009 17:26
A A A Drukuj
Wiecie, wróciłem niedawno z daleka, sterany, pobrużdżony, znów starszy o wieki. Była pogoda, która wyrywa jęki z wątpi, pogoda, od której gardło boli, i zastanawiasz się przez pół nocy, droga czytelniczko, a czasem i ty, czytelniku drogi, czy to nie świńska grypa i czy dożyjesz rana.
Myśli masz jak ołów, niebo wisi jak asfalt, asfalt leży jak bazalt spękany. No, otchłań przenika przez szpary - i dlatego tak ważny, tak zasadniczy jest wybór knajpy: na tych szpar załatanie, na rozjaśnienie asfaltu nad głową, na pomoc.

Dyskutowałem niedawno o knajpach z mędrcami. I oni cmokać poczęli, z siebie kontenci, i składać zeznania pełne żaru: byli już na nowej barce - mówią - pięknie tam jest, cudownie i zajebiście, i jedzenie odurzające jak pąki róż (bo mimo zaawansowanego wieku odrobinkę są górnolotni). Ty, chłopcze - mówią - pójdź tam sobie, ale pamiętaj, żeśmy byli pierwsi. Wtedy mi się przypomniało, że na barkę poszła również jedna moja koleżanka, i wypisywała mi z tej barki takie rzeczy o jedzeniu, że aż wstyd się przyznać. No i już było wiadomo, gdzie szukać ratunku. Ruszyliśmy ulicami Kazimierza, wypatrując rzeki.

Ta barka, która stoi u wylotu ulicy Gazowej, tak jakby nie ma imienia. "Ta nowa barka", mówią o niej wszyscy, i tak jest łatwiej i rozsądniej. Po prawej most Piłsudskiego topnieje w mgiełce. Na wprost barka, za nią drugi brzeg, brzeg Podgórza, spowity w wielkie płachty koloru błękitnego (jedyna plama koloru w krajobrazie): to ślady budowy kładki pieszej - ale czasy ciężkie, mosty już nie udają się jak kiedyś. Po lewej rzeka. Ludzi mało. Błotniście.

Kiedy się na tę barkę wchodzi, kiedy się schodzi pod pokład, to jednak troszkę człowiekowi szczęka opada - bo to nie pseudorestauracja na pseudobarce, tylko pełną gębą knajpa na barce pełną gębą, liczącej niemal sześćdziesiąt metrów długości (tak przeczytałem). Obok schodów okienko do kuchni (trudno nie zauważyć, że stoi w nim maszynka do robienia makaronu, jak dobra gwiazda), bar oświetlony i kanapy ze stoliczkami do picia, potem przejście, i wielka sala, odrobinkę nieoswojona, troszeczkę niedogrzana. Ale wierzcie, zwyciężają zachwyty, zwycięża ciekawość.

Siedząc, nity podziwiałem, podziwiałem ludzi - natychmiast się okazało, że robię tu za dinozaura, że sami młodzi przychodzą, że karmią dzieci cycem, nikt nie pali, nikt nie klnie, nikt się nie upija; jest niedzielnie i rodzinnie, i tylko ja, zakurzony i niedzisiejszy, jakoś tu nie pasuję. Co robić.

Karta jest krótka, nieskomplikowana, a ja takie lubię. Pogoda była pod psem, więc cóż pozostawało innego, jak zamówić ostrygi? Aż zakłuły w oczy; pomyśleliśmy wspólnie - ja i osoba towarzysząca - że nam tych ostryg trzeba, że je pożremy, mlaśniemy i rozejdą się szare opończe nad głową. Ale nie: "podajemy wyłącznie towar najwyższej jakości", rzekła kelnerka, "pójdę spytać, czy ostrygi są wystarczająco świeże". Mówcie, co chcecie, to brzmi ciut pretensjonalnie. No i jak się słyszy podobne zapewnienia, to wiadomo, jaka będzie odpowiedź: "niet, ostryg u nas niet, już je spławiliśmy Wisłą, bo nie zdały egzaminu świeżości". Pozostało nam jedzenie dla zwykłego ludu.

A więc zupa tom yum - taki tajski żurek, zupa w tajskiej kuchni zwykła i codzienna: bulion, galangal, bratanek imbiru, trawa cytrynowa, liście limonki, cukier, sos sojowy, papryczka chili i mleko kokosowe w jedno zmieszane, do tego zielenina - anyżowa, tajska bazylia albo kolendra; do tego wkładka - krewetki albo kurczak. Jak taka zupa ląduje na stole, to świat wiruje, chili wdziera się do nosa, bazylia kusi, kokos wabi, no, dziwne się rzeczy dzieją. Na barce podają wersję z kurczakiem, ale - co warte podkreślenia - wcale nie jest to pierś, wersję łagodną, wełnistą jak baranek. Tylko zieleniny nie sypią, i bardzo szkoda. Ale uwaga - żeby była jasność - to jest bardzo smaczna zupa, tyle że raczej pastisz niż oryginał. (Literaturoznawca-hedonista prof. Markowski wysłuchał mojej oceny i wypowiedział z głębin swojej brody jedną z mądrości, za które studentki tak wielbią go tu i za oceanem: "dobry pastisz nie jest zły" - co w przełożeniu na język nienaukowy znaczy, że on też na barce był, też zeżarł zupę i też mu smakowało).

Skusiła nas "sałata dla Doroty" - pięknie dobrane sałaty, dramatycznie rozrzucone na talerzu, odrobina pieczonej papryki i fenkuł pieczony, a także małe trójkąciki chrupiącego, złotego jak trzeba francuskiego ciasta, a w nim ser kozi, rozpływający się, świdrujący. Fenkuł znakomity, te niby-samosy (też pastiszowe, a nie prawdziwe), sałata sprężysta, kolorowa, zróżnicowana, wszystko sprawia, że taką sałatę pochwalam i rekomenduję. Chrupiąca, skrzypiąca, kozia, z owocową nutą.

Po tym znakomitym wstępie przyszła pora na tuńczyka z patelni, podanego z cykorią duszoną z pomarańczą i sosem sojowo-imbirowym (a kiedy przepisuję tę nazwę, głód mną telepie i zaraz coś pochłonę): to jest potężny plaster tuńczyka, krwisty jak trzeba, i pływa w sosie, który tej rybie nadaje nieco świeżości. Wiadomo, imbir i sos sojowy tworzą podstawę smakową, bazę lekko słoną i kwaskowatą; wraz z pomarańczą (przerobioną ze skórką) i cykorią tworzą całość, jakby razem występowały w przyrodzie.

A potem rzuciłem się na confit z kaczego uda (rzeczywiście to jest udo, nie udko), podane z fasolą w pomidorach i z sosem z morelami. Confit to kacza noga pieczona długo i przechowywana we własnym tłuszczu, często podawana potem z ziemniakami na tym tłuszczu smażonymi - ale kucharz z barki poszedł dalej: zamiast ziemniaków jest fasola w pomidorach, nieco twardawa, ale ożywiona sosem. Tu łapię byka za rogi: tutejsza kuchnia jest kompletna, bo wie, do czego służą sosy i dodatki. Bo dania spójne są i tworzą całość. W tym właśnie rzecz. A kaczka, swoją drogą, znakomita.

Do tego espresso, do tego torcik z gorzką czekoladą, opływający w lśniącą czerń, do tego pokład, rzeka, Podgórze w ciemnościach, do tego ciepło w brzuchu i poczucie, że dobrze jest. Nareszcie chce się pisać o jedzeniu.

Alrina (ale czytałem, że ma zmienić nazwę), na Wiśle u wylotu ul. Gazowej

Dwie osoby zjadły nadobficie za niecałe 130 zł. Stosunek jakości do ceny zachwycający.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu