Satori. Rozmyślania przy oknie

Wojciech Nowicki
27.08.2010 , aktualizacja: 29.08.2010 14:24
A A A Drukuj
Miało być o czym innym; ale cóż, prześladuje mnie pech, i na temat restauracji, do której się wybrałem w ostatnią niedzielę, na razie nie napiszę ani słowa. (Wiadomo, kończą się wakacje, zapewne jesteście źli, że wam przyszło wracać do domów, nie chcę wam dokładać zmartwień. Podziwiajcie, jaki jestem delikatny). Napiszę, kiedy będę daleko, kiedy zapuszczę korzenie na jakiejś wyspie, i z większym luzem będę mógł podejść do sprawy.

Mogę was oszczędzać, od czasu do czasu mogę wam darować skutki fatalnych wyborów (bo uważam, że seriale godnych potępienia restauracji nikomu nie służą), ale napisać o czymś trzeba. Wybrałem inną knajpę, młodziutką, ledwie co otwartą, położoną przy ulicy watahami uczęszczanej przez młodzież żądną rozrywek - i rozkwasiłem sobie nos o szybę. Zamknięte. Byłem w tym miejscu dwa dni wcześniej, przechodziłem przed otwartymi drzwiami, do wejścia zachęcała tablica, personel stał i czekał. Czterdzieści osiem godzin później wszystko posprzątane, w środku nikogo, na zewnątrz nikogo, najmniejszej nawet kartki na szybie. Brzydko tak robić; ale cóż, dokoła żywej duszy, nie ma się komu wyłkać do rękawa, trzeba było odejść. (Człowiek wtedy rozumie w nagłym błysku, czemu chadza do marnych spelun. Nawet ich nie lubi jakoś szczególnie, ale ceni sobie ich rzetelność, ceni sobie to, że kiedy przyjdzie, one - choć trochę jakby nieświeże i odrobinkę przaśne - będą na niego czekały z otwartymi drzwiami wraz z wiekową fauną, która je zaludnia).

Miałem więc - sami to widzicie, rozumiecie sami - do wyboru: albo szukać dalej, albo złamać słowo sobie samemu w cichości dane i napisać o knajpie, na której się zawiodłem w niedzielę. Pewnie, że miałem ochotę wiać do domu, pewnie, że mi się nie chciało. Ale nie, polazłem dalej, sam nie wiem czemu. Znalazłem się na ulicy Józefa, znalazłem drzwi, w których progu moja noga jeszcze nie postała, i oto zaczęła się nowa przygoda. Lokal się nazywa Satori Cafe-Bistro, za motyw przewodni ma koło; taki lokalik w dwóch pomieszczeniach - między nimi ściana, w ścianie okrągła dziura. Światło (bo ściany głównie białe), asceza (złamana starym detalem, rozsianym tu i ówdzie), spokój. Żeby nie było niedomówień: w tej części miasta to nie jest rzecz z góry dana. Tędy prowadzi główna droga z placu Nowego do Old Synagogue, tędy chadzają tabunami wycieczki żądne wrażeń, geje za rękę, młode małżeństwa z dziećmi; tu się zawsze coś dzieje.

Podeszliśmy do baru, bo samoobsługa. Jęliśmy zamawiać (dodam, że wybór nie jest duży, bo to nie restauracja, tylko właściwie kawiarnia z funkcją bistro): "Ale dziś jest poniedziałek" - powiedziała barmanka - "i kucharza nie ma. Jest tylko jagnięcina". I ja tę jagnięcinę zamówiłem, i ja ją zjadłem (za oknem jakiś pan młody nosił na rękach swoją pannę, wirował z nią na ulicy Józefa w ramach tradycyjnych zachowań godowych zwanych sesją fotograficzną). Danie - o tym karta już nie uprzedza - jest mięsem mielonym z dodatkiem pomidora, bakłażana i cebuli, a z boku leży sobie ryż, też chyba poprzedniego dnia gotowany. Czyste składniki, szlachetne, ale efekt, cóż, mikrofalówkowy: ciepławe, bezpieczne, bez ducha. Lepiej pić kawę (dobra) i jeść tartę cytrynową (choć jej mikrofalówka też nie pomaga). Lepiej pić lassi (nieszczególne), czytać gazetę, puszczać żurawia w okno i wyławiać szczegóły: idzie panna w bardzo krótkich porciętach, ma chudą pupę, ciągnie ją na smyczy bydlę o czarnej sierści i szczeka. Gdyby się wychylić, można by nawet dojrzeć, jak na rogu ulicy przy innej knajpie grasują dwie damy w ciuchach tak pięknych, że bez wstydu mogłyby w nich wyjść na ulice Kijowa: tam dużo takich dam w kreacjach różowo-czarno-złotych, tam lubią dziewoje o bardzo tlenionych włosach. Albo - jeśli już chce nam się jeść - można jeść tę baraninę, i tak jak ja wysłuchiwać streszczenia artykułu o Adamie Małyszu, naszym narodowym czempionie. (Ręce miałem zajęte, a żona była taka miła). Adam jest zmęczony, usłyszałem, dziobiąc bez przekonania w jagnięcej mielonce (nawiasem mówiąc, to jagnię zdecydowanie ciążyło w stronę barana): ciągle trening i odchudzanie, a on lubi kaczkę i golonkę, i szczęśliwy jest dopiero, kiedy sobie walnie piwo wieczorem. Jak ja go dobrze rozumiem!

Satori jest tu tylko pretekstem do rozważań na inny temat. Znacie te kawiarnie i bistra w innych miastach niezbyt dalekich? W takim Berlinie, Londynie, w takim Wiedniu na przykład. Weźmy na warsztat Wiedeń, bo Kraków to jak wiedeńskie przedmieście. W Wiedniu, jak powszechnie wiadomo, jest zatrzęsienie kawiarń wszelkiej maści. Dodam: nie zawsze szczególnie pięknych, nie zawsze wymuskanych. To są instytucje trochę z innej epoki, gdzie wiszą gazety i siedzą ludzie, którzy przyszli je czytać. Mają czas, to czytają. Rano żurnale brytyjskie, do tego cyk - skonsumują sobie śniadanie, bo pora jest śniadaniowa. Potem żurnale amerykańskie, i cyk - pochłoną lunch, bo zrobiło się południe albo i gorzej. Wieczorem czytają książki albo nie robią nic, i jedzą sobie kolację.

I wiecie co? I kucharz jest, choćby to był poniedziałek. I w Wiedniu nie trzeba przez cały dzień jeść tarty cytrynowej, bo kucharz ma zapisane w kontrakcie tylko makarony i jagnięcinę. I może nie jest najśliczniej, ale można jeść do woli. Ja osobiście bardzo ten model lubię. W Satori poczułem tęsknotę za tymi knajpami Wiednia i Berlina, wyłożonymi niezwykle niegustowną wykładziną, z kanapami w strasznym stylu lat siedemdziesiątych, z żyrandolami, które budzą uśmiech zażenowania. Ale są w nich kelnerzy, którzy biegają jak z piórem. Model z barmanką, zapodającą tekst, że "dziś jest poniedziałek, kucharz ma wolne" sprawdza się tam słabo.

Żebyście nie myśleli: takie miejsca jak Satori sprawiają mi wielką przyjemność. Siedzę sobie przy oknie i zapadam się w sobie. Czytam artykuły, których nigdy bym nie przeczytał. Jest mi z tym świetnie. Tylko, na Boga, trochę więcej jedzenia, trzy pasty i mięso to trochę za mało na częste powroty.

Satori, ul. Józefa 25

Przejedliśmy 56 zł.

Podziel się

  • 16 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu