Carlito. Było mi niebywale

Wojciech Nowicki
24.09.2010 , aktualizacja: 26.09.2010 13:16
A A A Drukuj
Na włoszczyznę nie jestem obrażony; uważam wręcz, że bardzo wiele jej zawdzięczamy. Przypomnijcie sobie, drogie i drodzy, jeszcze całkiem niedawno temu, w środku lata, sama myśl o tym, żeby bigos zjeść gorący... Przecież wiadomo, że polskie klasyki to nie jest jedzenie na cały rok.

ZOBACZ TAKŻE
No więc gorący dzień, pełnia lata, nie chcemy bigosu i kotleta? Wybór prosty. Makaron. Lekki, z sosem bezmięsnym, z bakłażanem, z pomidorem, z czosnkiem i pietruszką. Albo dla bardziej wygłodniałych pizza. Tak: włoszczyzna może człowieka uratować. (A w zimie po makaronie można sobie zjeść mięso albo dowolne inne danie, można sobie napchać brzuszysko wbrew pogodzie, wbrew chłodom, które już się czają gdzieś niedaleko).

Z drugiej jednak strony z pewną taką dezorientacją patrzę na to, jak się nam namnożyły włoskie knajpy. Bo chwilami to wygląda odrobinę jakbyśmy nie mieli żadnego wyboru: albo nowa włoska powstanie, albo nic. Nie chcecie włoskiej? Głodujcie! Zdaje się, umiem rozwikłać tę zagadkę: włoskie dania, te podstawowe, niezwykle łatwo na nasze gusta przekabacić. Łatwo o sukces, po prostu (bo nie wyobrażam sobie, żebyśmy byli tacy znowu gotowi do jedzenia niektórych dań włoskich: surowych krewetek z chili i oliwą, żebyśmy się rzucali na rujnujące trufle, żebyśmy się doktoryzowali w dziedzinie serów włoskich i włoskich mortadeli. Za dziwne, za drogie, zbyt rzadko spotykane). Jemy makarony ciapowate, bo twarde nam nie podchodzą. (Mama dawała ciapowate i smakowało - to czemu raptem mielibyśmy jeść zdrewniałe?). Pizzę lubimy różną, ale głównie na cieście pulchniutkim, żeby się dokładniej najeść. (Ja wiem, oczywiście, że pizza to wędrowniczka, że najpierw do Ameryki popłynęła za Włochami, a potem dopiero wracała przez ocean. Ale - wydaje się - we wszystkim są jakieś granice). My tę makaroniarską kuchnię chętnie robimy i jemy na słowiańską nutę; nawet nie walczę z tym jakoś szczególnie usilnie, bo wiem, niestety, że przegram.

O jedno walczę jednak bez pardonu: o jakość. Niech już nawet, ku mej złości, będzie po naszemu, byle smacznie. (Tu oczywiście kryje się nie haczyk nawet, ale wielki hak, który rozmyślnie zastawiam: bo nie bardzo da się zrobić tak, żeby było nieoryginalnie, słowiańsko i piastowsko, i świetnie jednocześnie). Na to patrzę. No to popatrzcie sobie ze mną.

Poszedłem pewnego dnia do obleganej restauracji włoskiej Carlito, ulica Floriańska. Dawniej, w latach przedwojennych, mieścił się w tym budyneczku na rogu ul. św. Marka sklep firmy Bata: elegancki, nowoczesny - jeśli tylko możecie, znajdźcie sobie gdzieś zdjęcia. Po wojnie, jak dobrze wiadomo, znalazł tu przytulisko sklep obuwniczy z innej zupełnie bajki; i dobrze, że go wicher historii wywiał na śmietnik. Przyszły czasy knajpiane, budyneczek zajęła knajpa. Włoska.

Najpierw opowiem o wnętrzu, bo wnętrze jest niezwykle ważne. To ono właśnie sprawia, że mamy wielką ochotę zjeść, wejść, nacieszyć się, albo nie mamy jej wcale. Wnętrze Carlita jest, by tak rzec, baśniowe. Z myślą o dużych dzieciach zrobione - pełno tu ścianek nierównych, jakby powygryzanych, jakieś zagrody z bejcowanych belek, jakaś kolumna - coś między korzenioplastyką a dworkiem polskim; do tego pajęcze żyrandole, wielkie, kute, pobielane. Tu człowiek się nie nudzi, bo oko ma ciągle czymś zajęte. (Na stronie Carlita piszą: "Goście doceniają niebywałą przestrzeń". Właśnie tego słowa mi brakowało: przestrzeń jest rzeczywiście niebywała), No, dość o wnętrzarstwie. Pora o jedzeniu.

To restauracja, która wcale nie jest jednolicie włoska. Choć nacisk jest położony na Włochy, to karta jest śródziemnomorska. To pozwoliło nam zamówić małą zupę prowansalską, bo zupę prowansalską całkiem lubimy - czyli te wszystkie zupy z (uwaga) dodatkiem pomidorów, z owocami morza. Dostaliśmy porcję czegoś w rodzaju zawiesistego sosu pomidorowego, dość ostrego (co lubię), z rozciapanym warzywem w środku. Tu się zatrzymam na chwilę. Warzywa rozciapane są dopuszczalne w domu. Do restauracji wstępu nie mają. Taką zupę gotuje się na dwa takty - jeśli robi się bulion warzywny (albo na przykład rybny z warzywami), to warzywa idą precz, i dodaje się nowe, które powinny mieć właściwą, jędrną konsystencję. Do tych warzyw ciapiastych dorzucono owoce morza, najmniejsze krewetki, jakie widziałem od lat, i wielki kawał ośmiornicy, parę macek w jednym odcinku; i wszystko, co trzeba. Żadnych wspomnień nie mam po tej zupie.

Wzięliśmy jeszcze przystawkę, grillowany kozi ser z boczkiem i grzankami. Są to, mówiąc ściśle, trzy paczki sera koziego owiniętego w boczek. Jeśli się ten boczek z serem kroi, to ser wyłazi na boki; no i ser smakuje głównie boczkiem (tu uwaga: we Włoszech używają innego boczku, pancetty, i tamten byłby bardziej odpowiedni, bo delikatny). Ser, kiedy już wyciśnięty, miesza się z kremem z octu balsamicznego, który nie wiedzieć czemu rozlany na talerzu. Najbardziej jednak zwraca uwagę to, co obok sera: są mianowicie potężnych rozmiarów piramidy - tak, dwa ostrosłupy wykonane z chleba, zapieczone, pochlapane pesto, też nie wiedzieć czemu. Całości dopełnia wielka ilość sałaty, po prostu mokrej - ale to może i dobrze, bo znaczy, że umytej. A jeśli się nadal nie rozumiemy, to powiem po prostu, że ta przystawka kupy się nie trzyma.

Na koniec zamówiliśmy kociołek sycylijski, bo do Sycylii mamy ostatnio stosunek więcej niż ciepły; a że kociołka na wyspie nie widzieliśmy, to postanowiliśmy spróbować, co to takiego. Mogę to streścić w paru słowach: jest to gulasz mięsny, z sosem bliźniaczo podobnym do prowansalskiej zupy, tyle że z dodatkiem rozmarynu. Wkład mięsny, cukinia, papryka, trochę cebuli. Ani cukinii, ani papryki się do takich dań nie dodaje, bo żadna z nich pociecha. W sumie - pusty przebieg, jak to wtedy, kiedy się przed sobą ma wiaderko zagęszczonego sosu. Nie ma co ciągnąć tematu: już chyba wolałem, kiedy tu sprzedawali buty.

Carlito, ul. Floriańska 28

Dwie osoby uiściły stówkę.

Widać, że w Carlito nie lubią pośpiechu: na stronie internetowej wiadomości sprzed roku i sprzed dwóch lat.

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu