Mała Macedonia. Znikający przyczółek

Wojciech Nowicki
15.10.2010 , aktualizacja: 17.10.2010 12:29
A A A Drukuj
Dziś opis nas samych, naszych zachowań, gustów, w ich postaci najczystszej.

ZOBACZ TAKŻE
Wystarczy pojechać sobie między bloki - w tym wypadku osiedle 2. Pułku Lotniczego. Stoi tam domek, biały, ot, domek normalny, bez wielkich właściwości. Parking, droga, ludzie chodzą, w środku dość pusto. I ciemno (bo wieczór już był), wali muzyka - taka muzyka, jaką się słyszy na całych Bałkanach; nieszczególnie mądra, tylko waląca po uszach inną skocznością; gdyby w naszych czasach czystości, zgodności, wzajemnego przyklasku było wolno powiedzieć jakieś słóweczko prawdy, tobym powiedział, że to muzyka zdecydowanie nie nasza. Trochę orientalna, kiczowata, no i głośna, zawsze głośna, bo słuchać takiej muzyki cicho to jest przestępstwo.

Wnętrze (bo dziś będzie kilka słów na temat okoliczności, sami zobaczycie na końcu, że to ważne) przystrojone odrobinkę jakąś ogólnobałkańską cepelią, na przykład na barze (a bar w kształcie wielkiej beczki wina, od podłogi po sufit) stoi sobie maleńka flaga macedońska, obok tej flagi godło bardziej znanej firmy, Coca-Cola; jakaś makata na ścianie, jakieś fotki, żeby pokazać z dumą, jak piękna jest Macedonia (rzeczywiście, jest miejscami, ja ją tam lubię, nawet kiedy piękna nie jest wcale).

Wśród tego wszystkiego usiedliśmy, wczytaliśmy się w ogólnobałkańką kartę; a mnie naszły myśli wstępne. Byłem przekonany (nie taję, co ważne; a czemu ważne - okaże się na końcu), że to jest sposób na tzw. lokalsa. Że taki człowiek z osiedla chętnie przyjdzie do domku - niby na uboczu, więc żona nie zobaczy, że pije więcej piwa, niż mu lekarz przepisał, że zżera mięsa o ten kilogramik więcej, niż powinien. No i to mięso, proszę Czytelnictwa, ono jest po prostu w każdym niemal daniu. Jak to na Bałkanach. I przecież to jest tak, jak my lubimy. Widzicie sami: taka Mała Macedonia, taki domek pośród bloków, to jest okazja, żeby podciągnąć się w temacie mięs bałkańskich, żeby się osłuchać z bałkańskim turbodisco (od naszego turbodisco tak przecież odmiennym, jak sami zapewne wiecie).

Ale, ale, cóż widzą me oczy? (a wraz z nimi oczy mych towarzyszek). Widzą mianowicie społeczność tzw. karków, panów silnej budowy ciała, o słabo ukształtowanej szyi; głowa (moda każe nosić ją łysą) zlewa się z seksownym obłym ramieniem; wybulenie brzuchowe jest zwykle dość znaczne. Karki piją piwo; nawet w półcieniu Małej Macedonii to widać, bo się jarzy bursztynowo; ich kobiety też piwo piją, ale nie jakieś tam chłopskie, tylko eleganckie, z sokiem. I choć to restauracja - nie je nikt. Zwykle, Szanowne, Szanowni, jest to powód do wycofania się rakiem, do ucieczki natychmiastowej w kierunku najbliższych osad ludzkich; ale nie z nami te numery, nie z naszym wytrenowanym, zaprawionym w bojach zespołem. Myśmy zostali. Myśmy na miejscową ludność patrzyli z rozdziawioną gębą, zachwyceni, i zamawialiśmy kolejne pozycje.

Na początek taratur - albo zupa (chłodnik), albo dip, na bazie jogurtu, z czosnkiem surowym i świeżymi orzechami. Wiecie, jedzenie czosnku surowego solo, bez kogoś do pary, nie ma sensu, na to Was uczulam; uwierzcie, wiem coś o tym z mojego przebogatego doświadczenia (w żarciu dań czosnkowych, ma się rozumieć). Pyszny ten taratur, choć nieskomplikowany, o smaku silnie orzechowym (i mimo czosnku czujemy przecież, że to świeże tegoroczne orzechy), z trzeszczącym ogórkiem. Wzięliśmy burek: ja do burka mam stosunek ambiwalentny, bo był taki czas, kiedy z pewnym kolegą przez długie, długie tygodnie uwięzienia na Bałkanach i na burka byliśmy skazani. To ciasto francuskie z farszem rozmaitym: szpinakowym, szpinakowo-serowym, mięsnym; zwykle jada się burka z jogurtem. Na śniadanie, na obiad, na kolację i na wszystkie posiłki pomiędzy. Jadłem burki wspaniałe, lekko chrupiące, cudownie delikatne, krojone w piekarni na jednokęsowe kawałeczki; i jadłem burki ociekające tłuszczem i nadpalone. Ten z Małej Macedonii, z szynką i serem, nie należał do najwybitniejszych, ale też nie był wcale zły. No i był wzruszający (nazwijcie jak chcecie te moje płaczliwe tony), bo przypominał, bo przenosił etc., etc.

Potem nadeszły mięsa: uviae, czyli zawijane mięso (w tym wypadku kurze), wypełniony szynką z serem i pieczarkami; brzmi tak sobie, przyznaję, ale to niezłe danie, bo na grillu smażone, jak wszystkie bałkańskie mięsa - bez żadnej panierki, na czysto. W końcu kebapcina, czyli mielone mięso z grilla (a podejrzenie, że słowo się bierze od kebabu, jest oczywiście słuszne, bo danie od Turków pochodzi); ta potrawa jest znana na całych Bałkanach: w Serbii jest zwana ćevapeići, w Rumunii mititei. Wszędzie to robią i wszędzie jedzą zachwytem: z serem, z ajvarem, bez niczego, do chleba, bez chleba, z frytkami. I oto siedzę sobie na osiedlu 2. Pułku Lotniczego, ląduje przede mną wspaniała kebapcina, prawdziwie grillowana, o lekko dymnym aromacie. No cóż. Ja wobec takich wydarzeń pozostaję bezsilny. Nie rozumiem. Zachwycony jestem.

Okazuje się, że zachwycony jestem ja i moja grupa wsparcia. Miejscowi, mówi współwłaściciel, przychodzą na piwo tylko, czasem na wódkę. Potem na piwo znów i znów na piwo (sam widziałem, więc to żadna tajemnica). Mimo że mięso zupełnie jak u mamy, mimo że ziemniaczki odrobinkę tylko inaczej podane. Nie. Nie ma jedzenia. To nie nasze, nie nasze, skanduje okoliczna ludność i hurtem lokal omija. Przyjeżdżają, owszem, ludzie z tak zwanego miasta; okazuje się, że bliżej im do Macedonii niż miejscowym.

Taka historia o nas. Po pierwsze: że udawać możemy, ile chcemy, puszymy się w japońskich barach, kochamy niby wszystko co włoskie, ale lubimy tylko swoje jedzenie, szczególnie kiedy blisko domu. Po drugie: nasz rynek restauracyjny jest płytki jak kałuża w słońcu. Ot co. Centrum i Kazimierz, a dokoła pustynia.

Mała Macedonia, os. 2. Pułku Lotniczego 51

Trzy osoby - 72 złote. Bez piwa.

Podziel się

  • 7 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu