Tour de Pologne, etap II. Etap górski

Wojciech Nowicki
10.12.2010 , aktualizacja: 06.02.2011 17:36
A A A Drukuj
Taaa, trzeba sobie powiedzieć, że doszliśmy do etapu prawdy, etapu wysokiego ryzyka; tu śmierć zbiera obfite żniwo, tu trup ściele się gęsto. Całe życie zawodowe człowiek się przygotowuje do takich chwil, żyje w kulinarnej rozpuście, pożera wszystko, co na swej drodze napotka - żeby na takim etapie móc powiedzieć "jadę dalej". Żeby nie zsiąść tchórzliwie z siodełka.

Bo jeśli mowa o polskiej kuchni restauracyjnej w ostatnich latach, to jest jedna nazwa, której zapomnieć nie wolno. Chłopskie Jadło. Kupione przez wielką firmę, ale trochę takie samo; tę ciągłość zresztą obecny właściciel podkreśla. Chłopskie Jadło, w tych samych miejscach (piszę tu o Krakowie, bo wiadomo - jeśli o Polskę chodzi, to bardzo rozmnożone), tak samo wyglądające, z tym samym jadłospisem. Jeśli chodzi o zawartość, sprawa wiadoma - z patosem wielkich liter firma właścicielka podaje do publicznej wiadomości, że tu jest uprawiana "Tradycyjna Polska Kuchnia". Że nie byle gdzie się jada, tylko w "autentycznych wnętrzach chłopskich izb". I przy okazji, już nieco samokrytycznie, że "każda z restauracji to rodzaj skansenu".

Udałem się więc do skansenu przy ulicy św. Jana, gdyż z tym skansenem wiążą się pewne wspomnienia. Pochodzą z lat, kiedy jadanie w Chłopskim Jadle nie było jeszcze obciachem. Było normą, rodzajem weekendowej rozrywki klasy aspirującej do średniej. Tu bywali (znów ze strony firmy przepisuję) "ludzie znaczni, Jean-Claude Van Damme i Zofia Gołubiew, Michelangelo Antonioni i Cezary Pazura, Czesław Miłosz i Nina Terentiew; oraz wielu, wielu innych". Trzeba się było naprosić o wolne miejsce, bo w niedzielę tłum przepływał prosto z kościoła - i ani jednej wolnej ławy, ani stołka wolnego. Tu, kiedy kelner wysmarował gościa smalcem (byłem raz świadkiem, bo ten gość to była moja rodzina), to ani przeprosił, ani splunął. Miał to gdzieś serdecznie, bo wiedział, że jak smalcem wysmarowany nie wróci, to przylezą inni, jak szarańcza. Tu, w sieni domu, składowane były gnijące resztki z restauracji, z nich biły odory, nad nimi ćmili papierosy pracownicy, tu latały szczury wielkie jak koty, a koty wystraszone wiały gdzie pieprz rośnie. Było to widać z ulicy, mili czytelnicy, i jakoś nikogo ten widok nie odstraszał.

Teraz z ulicy nie widać nic, więc potrójnym przeżegnawszy się krzyżem, wniknąłem do środka. Było jak za dawnych lat. Kamienica z licem z czerwonej cegły, wewnątrz "autentyczne wnętrze chłopskiej izby". Dość pełno, ale znalazło się miejsce pod łóżkiem. Przyszedł kelner bardzo grzeczny, podał kartę, przyniósł picie, potem dodał to, z czego Chłopskie Jadło od zawsze słynie: triadę chleb, smalec, twaróg. No i cóż z tego, że chleb bardzo nieświeży? Przecież można się objeść tanio.

Potem poszedłem po sałatki: o Boże, te same, co wieki temu! Ale przecież, chwileczkę, tak właśnie ma chyba być, przecież istota polskiego chłopa się nie zmienia. Skonsumowałem przerażające dzieło kuchennego kundla, czyli ogórki kiszone w sosie śmietanowo-czosnkowym (jakby kiszony sam nie smakował czosnkiem); a do pary coś, czego nigdy nie mogłem zrozumieć: tarkowaną marchewkę, dosłodzoną tak, jakby była indyjskim deserem. To ulepkowate coś nie zmieniło się od kiedy pamiętam, od czasu, kiedy po raz pierwszy przekroczyłem progi Chłopskiego. Nikt nie narzeka? Wszyscy uważają, że taka powinna być marchewka? Ech, narodzie...

Ponieważ byłem sam jak palec - znikąd pomocy, znikąd konwersacji - obserwowałem salę. Dwie damy w wieku balzakowskim okrawały wielką golonkę pieczoną, która stała pomiędzy nimi jak bomba. Raz jedna, raz druga. Jadły, nic nie mówiły, oszczędzały siły. Pozostali goście przychodzili jak po własne: siadali, zamawiali, opychali się chlebem ze smalcem - i wcale im nie przeszkadzało, że ten chleb nieświeży, że smalec, cóż, jadało się lepszy. Potem jeszcze micha pierogów (tu wszystko jest michą albo niecką; czy ktoś słyszał kiedyś o jedzeniu z niecki?), potem jeszcze piwo, i do domu, z radością: bo się było w restauracji, bo brzuch jak balon, a pieniędzy ubyło stosunkowo niewiele.

Ja zaś dostałem flaki. Bo byłem sam i nic nie stało na przeszkodzie, żebym te flaki jadł. Bo ja flaki, drogie panie, bardzo lubię. Na tym właśnie mój urok niedzisiejszy polega, że flaki z wódką to jest zestaw, który nie brzmi dla mnie obco. Te flaki z Jadła wcale nie wyglądały źle, były gęste, rzekłbym nawet, że dziwnie gęste. Smakowały nieźle; za to śmierdziały setnie. I za to właśnie ludzie nie znoszą flaków - za samo podejrzenie, że mogłyby śmierdzieć (ale one zwykle nie śmierdzą, bo się je obgotowuje, bo się kolejne wody odlewa, aż się stają mięsne i bezzapachowe. A tu: wionący smród flaka, i coś ściągającego usta, coś ukrytego w płynie. Ale co, nie mam pojęcia. Prawdziwie górski etap w życiu bywalca restauracji. Wyjść? Nie wyjść? Krzyczeć pomocy? Zwyciężył we mnie mężczyzna.

Na drugie miałem danie proste, klasyczne, no i na szczęście takie, którego zepsuć nie sposób: schab pieczony ze śliwkami; jako dodatek wziąłem kopytka. Kopytka, cóż, desperacko słone, o konsystencji gipsu, który zastyga w gardle mordowanego mafiosa. Nie zwróciłem nawet uwagi, bo uszczknąłem właśnie schabu, schabu jak tektura, wypełnionego szarą mazią. Jak wyglądała, tak smakowała: chorobliwie. Bo spróbowałem. Nie po to trenuję, żeby potem tchórzyć na górzystym etapie. Ta maź pokryta została z wierzchu konfiturą jakąś, przesłodzoną, idiotyczną, i tylko po to użytą, żeby ukryć straszną prawdę, co się kryła pod spodem.

To jest zaledwie suchy opis kulinarnej strony. A dodajcie sobie do tego wyroby sznurkopodobne wszędzie porozwieszane, dodajcie italo songi i naszą pop góralszczyznę. Weźcie pod uwagę, że to tandeta, taniocha, i że tak jest w każdym większym mieście. Wyć się chce, wyć i płakać.

Chłopskie Jadło, ul. św. Jana 3

Wyprawa solo 55 zł plus dolegliwości przez dłuższy czas

Tour de Pologne, etap I. Jak w telewizji >>



Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu