Kiermasz świąteczny. Precz z garmażerią, wiwat sery

Wojciech Nowicki
17.12.2010 , aktualizacja: 06.02.2011 17:36
A A A Drukuj
Stało się, jak się stało: spadł śnieg, na Rynku stanęły budy. Tak jak, dajmy na to, w Wiedniu Jarmark Dzieciątka Jezus, tak tu w Krakowie stanął Kiermasz, który powinien nazywać się Prezydencki.

ZOBACZ TAKŻE
Roześmiana twarz Reelekta, zwycięska, powinna górować nad tym wydarzeniem, nad szlachetną wonią Grzańca Galicyjskiego; a jego szczodra ręka z kartonu winna sypać iskry złote, krakowianom ku otusze. Ale jeśli wam się wydaje, moje podejrzliwe czytelniczki, moi czytelnicy odrobinkę politycznie spięci, że ja tu będę uprawiał zjadliwą krytykę w stylu "Gazety Wyborczej", nudnej szczekaczki, to się bardzo, ale to bardzo mylicie. Owszem, stoi o dwa kroki plac Szczepański - odstawiony jak nieboskie stworzenie, umajony Fontanną Tysiąclecia - lecz pusty przecież; owszem, miał być Rynek Główny areną eventów extra special z listy Premium; lecz nie o tym dzisiaj. Dziś o czym innym; oraz w innym duchu, duchu pojednania.

Bo są budy i ten smród cholerny, szaszłyko-kiełbasiany, bo znów kuje kowal podkowy szczęścia, absolutnie w każdym domostwie koniecznie; ale są też rzeczy warte na Rynek wyprawy. Dowiedziałem się o tym przypadkiem. Pewnego wieczoru siedziałem z kolegą, otumanialiśmy się dozwolonymi środkami; i on raptem wyciągnął z kieszeni torebkę plastikową, a z niej chleb ciemny, tatarakowy, kiełbasę jedną i drugą, a także ser; jak na szkolnej wycieczce do zoo w sąsiednim mieście. Ja mogę otumaniony być, szanowni czytelnicy płci obojga, ale dobre jedzenie nawet w otumanieniu rozpoznam. Dobre to było, nawet bardzo dobre; więc pytam: skąd? A on w śmiech szatański, gardłowy, bo to nie z delikatesów jakichś, tylko z bud na Rynku pochodziło. Spożywaliśmy tak wielkiej dobroci strawę, wieczorem, w knajpie dla publiczności już zamkniętej; i nie mogliśmy wyjść z podziwu, że już nie żelki znanej marki niemieckiej, a mięsa, sery i chleby stały się ozdobą prezydenckiego kiermaszu.

Następnego dnia poszedłem na rekonesans bardziej naukowy. Zakupiłem różnych towarów z różnych pochodzących krajów. Węgierskie coś, zwane kurtoszkalacz, niewarte zachodu, smakuje jak drożdżówka z cukrem (albo czekoladą), kosztuje dychę; o tym produkcie nie będę pisał. Owoce w czekoladzie, na patyku, są produkcji krajowej, i też je pominę. Wyroby smrodliwe, bigosopodobne, też nasze, budzą od lat najwyższą moją odrazę; niegrzecznych urzędników, którzy je na główny plac miasta wpuszczają, powinno się wytarzać w kotłach z garmażerią. Nieuprzejmie to może, ale skutecznie: na długo by zapamiętali tę naukę. I na tym, jak się wydaje, koniec ohydy, zresztą nie chodziłem dalej. Szukałem konkretnych towarów.

Od strony kwiaciarek, pod Sukiennicami, znalazłem Litwinki: sprzedają chleb czarny, słodkawy, z kminkiem albo bez kminku. Tym razem nie kupiłem, bo - złapałem się na tej myśli (i jest to myśl radosna) - w domu mam przecież na co dzień chleb, za którym przepadam; pochodzi z najbliższej piekarni. Ale jeśli ktoś szczególnie przepada za chlebem litewskim, to takie stoisko jest jak zbawienie. Obok są litewskie wędliny - kupiłem schab wędzony na gorąco, jasny, w łososiowym kolorze, i szynkę wędzoną na zimno. Schab delikatny, świetny, ale niepowalający na kolana; taka wędlina na co dzień, którą można sobie obłożyć kanapkę. Szynka zaś jak kamień twarda, czarniawa, smak dymu jest w niej ostry jak brzytwa, od razu całą kuchnię przenika. Taką szynkę trzeba pokroić najcieniej, jak to tylko możliwe, bo ona sucha jest i niełatwa w jedzeniu. Trzeba ją jeść w płateczkach, kosztować właściwie, a nie jeść, wtedy wypływa z niej aromat; no i koniecznie zaopatrzyć się w ciemny chleb, i może masło, i może nawet piwo. (Wiem, co mówię, choć nie miałem piwa). Kobieta po rusku gadająca miała rację: świetna ta szynka. U niej też kupiłem dość dziwaczny ser: klinek podpuszczkowego sera w kolorze złotym, więc się wydaje, że może wędzony. Ale nie, po stokroć: bo on smażony jest i słodki. Znakomita rzecz, niespodziewana, w sam raz przyjemność na deser.

Na koniec podszedłem pod zgrabnie ukrytą budę z austriackimi serami. Ukrytą, bo wciśnięta jest między inne budy, zagłębiona, trudno ją tak od razu dostrzec - tym bardziej że w pole widzenia raz po raz włażą osobnicy, którzy nadużyli grzańca. Buda z serami: wszędzie koła serów, ważąc od kilku do jakichś (na oko) trzydziestu kilogramów, barw różnych, od słomkowej po burgundową; sprzedaje para mówiąca po polsku, jest z Kolonii (a to nie jest, przypominam, w Austrii), jest jeszcze pan jakiś, wyraźnie bardziej niemieckojęzyczny. Opisy serów wykonane z uroczymi błędami, ceny wysokie, bo wszystkie kosztują około stówy za kilogram (więc na wszelki wypadek ceny są podane za dziesięć deko, łatwiej znieść przecież 9,49 za 100 gramów niż 94,90 za kilogram). Ale - bo jest pewne, ale - nikt nie jęczy, że macie ochotę na ledwie dziesięć deko (choć koła sera takie wielkie; u mnie w Kefirku zasmarkana sprzedawczyni miała raz pretensje, że nie chcę czterdziestu deko gorgonzoli, zamiast piętnastu). Ale - bo jest i drugie ale - te sery są w większości znakomite. Ale - bo jest i ale trzecie - wszystkie dają do spróbowania: podchodzisz, czytelniku, pełen wahań, a facet o zabawnym akcencie chwyta za nóż, kroi kawałeczek, podaje; i wiesz od razu, że tego sera pożądasz. No i, niestety, dokonujesz zakupu.

Tak to powinno wyglądać - wyjąwszy ceny, oczywiście. Salzburger emmentaler łagodnie orzechowy, do jedzenia solo doskonały; niby parmezan austriacki, daleki od oryginału, ale dojrzały, tę dojrzałość wyczuwa się w nim od pierwszej chwili; są jeszcze sery ostrzejsze, o finiszu wielogodzinnym: po obu bokach języka utrzymuje się ostra, ale i słodkawa nuta. Ech, gdyby nie te ceny, szanowni...

Myślę sobie (raczej sobie marzę, w duchu pojednania), że to może jest początek czegoś. Że ktoś wreszcie wykopie z Rynku garmażeryjną tandetę, że się skończy topienie Krakowa w bigosie; że za rok, albo i wcześniej, wrócą sery austriackie, że dołączą do nich węgierskie kiełbasy, że przyjadą tokaje etc., etc.

Tour de Pologne, etap II. Etap górski >>



Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu