Edo Fusion. Nowe otwarcie

Wojciech Nowicki
07.01.2011 , aktualizacja: 06.02.2011 17:34
A A A Drukuj
Te wspomnienia są jak zgaga. Wspomnienia noworocznych peregrynacji - w rodzinnym gronie, z dziećmi uczepionymi maminych spódnic - żeby znaleźć jakąś restaurację otwartą; a kiedy jest już otwarta, to ktoś powiedział, że owszem, drzwi działają, ale jedzenie podają od osiemnastej. Tak nieraz bywało. Łaziliśmy po mieście skutym lodem, po mieście szarym - i przez lata to samo. To samo, czyli nic: zjeść się nigdzie nie dało.

ZOBACZ TAKŻE
Wiem, wiem, sylwester, wiem, każdy ma prawo do szaleństw itd. Mnie to wyjaśnienie jakoś za bardzo nie bierze. Bo są zawody gorsze od zawodu strażaka, gorsze od zawodu doktora: jednym z nich jest zawód restauratora. On musi za mordy trzymać, on musi padniętą ekipę kopać w czułe miejsca, on musi cucić swoich ludzi i udawać, że o sylwestrowych obyczajach nigdy nie słyszał. Knajpa to knajpa, musi chodzić jak naoliwiona. Nawet w Nowy Rok. Może nie od siódmej rano, nie od jedenastej, ale przynajmniej od obiadu...

Piszę, bo pamiętam, jakeśmy zawędrowali kiedyś do Casa Susana (tak się nazywał lokal w Rynku, w piwnicy), a tam jakby magmą nalane. Czas zwolnił i wciąż się wydłużał. Przychodziła zupka chłodna na chwiejnych kelnerskich nogach, potem długo nic i nic, trzeba było krzyczeć w czeluść, aż przychodziła zupka druga. Niczego z karty zamówić się nie dało, wszystko wyszło i jakoś wrócić nie chciało; dyskusja przy stoliku też nie była szaleńczo ożywiona, bo kac, ten grzech młodości, spowijał nas od stóp do głów i wbijał w mózg metrowej długości kolce; trudno wtedy o fontanny dowcipu. Obraz tego noworocznego obiadu w jedynym otwartym lokalu (ale na ćwierć gwizdka tylko) utrzymuje się w pamięci i nadal ma żywe barwy.

Teraz knajpy w Nowy Rok bywają otwarte. Teraz wolny rynek, nasze ulubione bóstwo, zmusza do kroków wcześniej niespotykanych. Ot, w Nowy Rok, parę dni temu, po spacerze (nad Wisłą wiało strasznie, rzeka była barwy ołowiu), wychłodzeni, wygłodzeni, znaleźliśmy się na Kazimierzu. Poszliśmy do jednego lokalu - nie powiem którego, bo rok nowy i trzeba okazać odrobinę dobroci - nieczynny, bez słowa wyjaśnienia. No to wkurzeni (nie na to, że zamknięty, ale na brak informacji) poszliśmy w kierunku Edo. Bingo. Edo otwarło nareszcie nowe podwoje pod marką Edo Fusion z wejściem nie od Bożego Ciała, ale od Miodowej.

Przestronny lokal, dwuczłonowy, w różnych odmianach szarości i akcentami zieleni - na stołach zielone obrusy, zieleń roślinna na szarej ścianie; a za tło, za radość zmysłową dodaną służy szemranie wody, która ciurka po ścianie. W dwóch słowach - chce się. Ma się ochotę wejść, zasiąść, spróbować. To wrażenie wzmaga się w kontakcie z kartą - kartą ze wszech miar nieortodoksyjną, mieszającą Azję z Europą, ale w sposób budzący zaufanie.

Zanim zaczęliśmy zamawiać, dostaliśmy ostrzeżenie: jeszcze nie wszystko jest, karta dopiero się kształtuje. Bo to, wyobraźcie sobie, czytające, i wy, ich podczytujące połowy znacznie brzydsze, to był pierwszy dzień działalności owej części Edo. To są dla mnie szczęśliwe chwile, kiedy wchodzę do knajpy - a tu dzień pierwszy na liczniku. Można wtedy jej losy śledzić od samego początku, można się domyślać, co dalej, no i związek z knajpą jest wtedy dużo bardziej intymny.

Zaczęliśmy od przystawki maguro tataki - lekko opiekanych plastrów tuńczyka obłożonych delikatnymi anchois, z kaparem i cząstką szczypioru, z czosnkiem i sosem sojowym zrównoważonym kropelką octu; to danie zaskakująco delikatne, lekko surowe, to mieszanina smaków z różnych kontynentów - a jednak spójne, smaczne, zachęcające do dalszego jedzenia. Sięgaliśmy po tuńczyka, pilnując bacznie, żeby wypadło po równo. Minęła chwilka i było po sprawie.

Wzięliśmy dwie zupy na antypodach smaku. Klasyczna zupa z Kioto, bulion dobin mushi, podawany w czajniczku, to mieszanina bardzo delikatnych smaków suszonego tuńczyka, glonów, a do tego kilka cząstek do przegryzienia: grzyby shimeji, krewetka, kurczak, wszystko ledwie ugotowane, bardzo jeszcze kruche. Tę zupę pije się z maleńkiej czarki, więc się wydaje na początku, że to porcja dla małego dziecka. Ale kiedy już się wychyli ostatnią czarkę, to człowiek jest rozgrzany, czuje się wypoczęty i niezbyt głodny. Świetny bulion, minimalistyczny, na dni chłodne doskonały.

Na drugim biegunie była zupa tajska, którą sobie zaordynowałem - tom kha gai, czyli galangalowa: bo te tajskie zupy są zwykle pełne jedzenia, takie prawdziwe eintopfy. Moja miseczka w Edo tez była pełna groszku cukrowego, pasków kurczaka, papryki; a smak - jak to często bywa w wypadku tajskiego jedzenia - oparty na nutach cytrusowych, galangalowych, słonych, słodkawych i ostrych; a wszystko w łagodnym roztworze mleka kokosowego. Najmniej było ostrości. Dla mnie za mało. Zupie przydałoby się kilka plasterków chili, no i kolendra, bo kolendra niemal zawsze wieńczy tajskie dzieło. To było dobre jedzenie, ale raczej wariacja na temat niż oryginał (co oznacza mniej więcej tyle, że bardziej do polskiego smaku dopasowane).

Wreszcie przyszedł czas na dania drugie - żeberka yaki buta, tłuściutkie, ugotowane w słodkawej zalewie, podane na podściółce z kapusty pekińskiej, podlane sosem yakiniku, również o zdecydowanie słodkiej nucie. To jest jedzenie dla miłośników wieprzowiny w jej stanie najczystszym - mięsa miękkiego i obrośniętego warstwą sadła; niby japoński przepis, ale w Czechach by się też spodobał, i w Niemczech, i u nas. Wreszcie zjedliśmy kairui yaki udon - gruby makaron z owocami morza. Udon nie robi wrażenia, bo go można kupić tu i ówdzie. Owoce morza też przestały być wielką podnietą. A jednak razem stworzyły danie pamiętne, wsysane do ostatniej kropli, gryzione z zapałem. Bo - pomijając składniki - kucharz nadał im wartość dodaną, sprawił, że zapomniałem, jak nam daleko do najbliższych owoców morza. Były takie, jak trzeba - sprężyste, mocne, niemal chrzęszczące. No, radosne były.

Takie to było przywitanie: nowa knajpa pod starym szyldem, dobry omen na najbliższe miesiące.

Edo, wejście od Miodowej

Świetna kolacja we dwoje za 132 zł.

Szara. Baśń zimowa >>



Podziel się

  • 53 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu