Karma. Lunch za rogiem

Wojciech Nowicki
21.01.2011 , aktualizacja: 06.02.2011 17:33
A A A Drukuj
Ja tę ulicę milion razy schodziłem. Tędy chodziłem studiować, a jak akurat nie studiowałem, to tędy chodziłem do miasta. Ulica do tego stopnia wydeptana, że się aż stała niewidoczna; a jak były gorsze dni, to była znienawidzona. Bo brzydka jest i szara, myślałem, i choć w centrum położona, to jakby w oddali. Ulica ścieżka, ulica skrót, prowadząca od punktu A do punktu B, a sama nic niewarta. Krupnicza.

ZOBACZ TAKŻE
Na tej ulicy jedyny punkt wart kulinarnej uwagi to była od zawsze budka cukiernicza Michałka. Potem zaczęło przyrastać. Już nawet nie pamiętam w jakiej kolejności, ale też nie ma się czego wstydzić, bo zmiany były szybkie i było ich dużo. Licząc od Bagateli: budka piekarniczo-cukiernicza, świadectwo rynkowej wolnej amerykanki, bo o kilkanaście metrów od cukierenki Michałka powstała Trattoria da Cesare, a naprzeciw niej (też niezły numer w sumie) knajpka taka niby włoska, cała na pomarańczowo; i jeszcze Dynia ze świetnym ogródkiem, i Vega, dla tych biedaków, którzy mięsa nie jedzą, i pozostaje im tylko to; i kawiarnia Ważka w Domu Mehoffera; polską knajpę w typie karczmianym na rogu Garncarskiej na szczęście zmiótł okrutny wiatr. Inny wiatr przywiał za to bar w Collegium Maximum. No i są dwa sklepy warte szczególnej uwagi - Naturalny Sklepik i Żywność Naturalna. Nieźle się rozwinęło, co? Właściwie od zera. To jest przedmiot mojej małej dumy jako mieszkańca tej okolicy.

A dodam do tego - od siebie, prywatnie - że nie ma tu żadnych banków, aptek też nie ma ponad miarę, że jest w najbliższej okolicy jeden szpital, jeden teatr, że są budynki uniwersyteckie, czyli wszystko wygląda mniej więcej tak, jak wyglądać powinno. Jeszcze trochę złazi farba z elewacji, jeszcze wiszą idiotyczne reklamy na domu handlowym Elefant, ale to minie, mam nadzieję, bardzo szybko. Krupnicza ze ścieżki na skróty zrobiła się prawdziwą ulicą z własnym życiem. Stało się tak w wielkiej mierze dzięki biznesowi gastronomicznemu, dzięki handlowi spożywczemu. Kolejni ludzie zaczęli sobie zdawać sprawę, że to przecież centrum miasta, że przechodzą tędy hordy tak zwanej młodzieży uczącej się, a każdy z tych ludzi ma parę złotych na jedzenie; większość wyda je co prawda na piwo, ale liczy się reszta.

No i tak się stało, że przechodząc ostatnio ulicą Krupniczą, dojrzałem nowy szyld. Karma, głosi napis, i spodobało mi się od razu, że można ten szyld czytać dwojako. Dobra albo zła, albo karma, czyli jedzenie. Napis duży, ale delikatny, lokal ze wszech miar skromny, utrzymany w odcieniach szarości, zdominowany kątem prostym. Żadnych tam upiększeń w krakowskim stylu, żadnych krzeseł połamanych. Beton, cegła, metal, drewno, proste ławy i przede wszystkim - pełno. Była akurat pora lunchowa, godzina między drugą a trzecią. Rozglądałem się po lokalu, ktoś na mnie zamachał - a to była właścicielka Naturalnego Sklepiku, która w dobrotliwości swojej użyczyła miejsca. I zanim zjadłem cokolwiek, wiedziałem już wiele: że Karma jest czynna od grudnia, że za ladą stoją właściciele, że ona sama, Sklepiku właścicielka, przychodzi, bo jej smakuje i jest blisko (dwa warunki, które oby zawsze były i w waszym przypadku spełnione, czytelniczki i czytelnicy).

Zamówiłem sobie jedzenie, zupę i tarty. Przyniesiono mi sztućce i płachtę papieru jako obrusik. I od tej pory jadłem w Karmie zupy przeróżne, z których najbardziej chyba smakowała mi cebulowa, bo była ciemna i słodka, i w dzień zimny rozgrzewająca; trochę mniej polubiłem fasolową i krem z marchewki - ale były porządne, doprawione, nie można powiedzieć, żeby im coś dolegało. Po prostu cebulowa smakowała mi bardziej. Zdecydowanie najsłabiej wypadł barszcz, któremu zabrakło podkładu, ciała. Tak to bywa z wegetariańskim jedzeniem - bo, jeśli nie zauważyliście jeszcze, nie używają tu mięsa.

Przychodzę tu od czasu do czasu, zabieram znajomych, na nich testuję lokal. Wiecie, że oni w większości w ogóle (!) nie zwracają uwagi na to, że to wegetariański przybytek. To daje Karmie najlepsze świadectwo; jedzenie jest na tyle atrakcyjne, żeby konkurować z tym, co jedzą na co dzień. Siedzą sobie przy ławach, gazety czytają, gadają ze mną o jedzeniu, mówią, że smakuje; rozmawiamy o miejscu, że takie nie nasze, że raczej londyńskie czy berlińskie, bez blichtru, wstążeczek, świeczek; no i światła dużo.

Jemy potem pizzette, no wiecie, te maleńkie pizze na parę kęsów, obłożone odrobiną tego i owego, kontrastowe, ładne. Ja lubię, uwielbiam wprost, kiedy na talerzu mam rzeczy przemyślane - a tu właśnie z takimi daniami mamy do czynienia. Pogryzam sobie pizzetę, spoglądam na tarty czekające w odwodzie, i doczekać się nie mogę. Jest słodkawa z karmelizowanymi porami, bywa z serami, z bakłażanem i papryką, jakieś jeszcze inne, których nie próbowałem. Zmieniają się na tyle często, żeby nie jeść ciągle tych samych. Mają dobrze poskładane smaki, dopasowane, miękkie - bez wielkich zaskoczeń, za to na wysokim poziomie. Wszystko tu można zamówić solo albo z sałatką. Jest najprostsza z prostych - po prostu kawałki sałaty lodowej z kiełkami, i świetnie się sprawdza. To samo co w przypadku wnętrza: bez zadęcia.

To mieliście powyżej beczkę miodu, do której dorzucam hojną ręką znakomitą atmosferę, świetne słodkie wypieki, bardzo dobrą kawę (jeśli jesteście kawoszami moralistami, to niech was uspokoi, że to kawa fair trade; kupiłem tę kawę do domu - świetnie się sprawdza, tyle że nie jest tania). Do zalet dorzucę również ludzkie traktowanie dzieci, choć ten problem już jest nie mój i chętnie bym o nim zapomniał. Nie mogę jednak nie dodać łyżeczki dziegciu. Dają tu małe porcje. Problem nawet nie w tym, że ceny są za wysokie, tylko porcyjki dziecięce, po prostu. To tylko mnie w Karmie lekko uwiera.

Mam nadzieję, że Karma da wycisk Vedze, bo Vega to jest obraza dla kuchni wegetariańskiej. Mam nadzieję, się Karma rozwinie, że się ustatkuje i najtrudniejszy okres przetrzyma. Już jej dobrze idzie.

Karma, ul. Krupnicza 8

Zupa, tarta z sałatką, kawa - nieco ponad dwadzieścia złotych.

Pod Słońcem. Zimowa depresja >>



Podziel się

  • 27 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy

  • Karma. Lunch za rogiem bleku666 11.02.11, 12:40

    Tarty rewelacyjne, przy nich inne, szczególnie te z zazie, mogą się chować. Ciasta także smaczne, kawa w porządku, obsługa bez zarzutu. Szkoda tylko, że nie ma piwa lub wina... »

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu