Sicilia. ¦wietnie i po swojemu
11.02.2011
, aktualizacja: 12.02.2011 14:15
Pierwsze wie¶ci nadesz³y na dwóch nogach. To by³o na skwerku u wylotu Meiselsa, ko³o kiosku. "D¿en dobre" - powiedzia³y - "zapraszam do w³oska restauracja".
Pogadali¶my chwilê, bo rzuci³o mi siê w oczy, ¿e to - mówi±c ¶ci¶lej - restauracja nie w³oska z nazwy, a sycylijska. Nazywa siê bowiem Sycylia; na dodatek na reklamie wyra¼nie jest napisane "Vincenzo & Francesco zapraszaj± na w³oskie dania" (a ci panowie to bracia). I ¿e jest w dziwnym miejscu - przy ulicy Dietla. A jeszcze ¶ci¶lej - przy Augustiañskiej. No, wiecie, szanowne czytelniczki zaprawione w spacerach, i wy, ich towarzysze, Augustiañska to nie jest centrum ¶wiata. Tu dot±d wielkich restauracji nie bywa³o. By³, owszem, bar rybny na rogu Meiselsa. Jest, owszem, Pasibrzuch, w tym samym miejscu, do którego lepiej siê przebraæ w specjalny kostium, bo cz³owiek przesi±ka kuchennymi miazmatami. Ale ¿eby W³osi? Sycylijczycy? No i ¿eby na Kazimierzu by³y dwa sycylijskie punkty ¿ywieniowe? Jako¶ mi siê wierzyæ nie chcia³o.
Ale w kilka dni pó¼niej przysz³a do mnie wiadomo¶æ: sto³owa³a siê córka, poleca. Nastêpnego dnia przyszed³ esemes od kole¿anki ze szkolnej ³awy: "a by³e¶ w tej sycylijskiej, na Augustiañskiej?". G³upio siê robi cz³owiekowi, kiedy wszyscy chodz±. Przysz³a wiêc chwila w niedzielê niezbyt ciekaw±, na deszcz id±c±, ¿e siê sam wybra³em dla unikniêcia wstydu. No i, co tu ukrywaæ, z wielkiej ciekawo¶ci, z wielkiej mi³o¶ci do sycylijskiej kuchni.
Wnêtrze jak wnêtrze, nie nastraja bardzo optymistycznie. (Ale nie takie wnêtrza we W³oszech siê widywa³o, bo tam wnêtrza bywaj± doprawdy takie sobie, czêsto wrêcz obskurne. Wiêc czyste, nowe, ale bez wielkiego wdziêku wnêtrze, z oknami wychodz±cymi na sklep "sprzeda¿ dywanów", na ulicê id±c± od Wis³y, mokr± od deszczu, to jest doprawdy nic wielkiego. Gorsze rzeczy siê widywa³o). Facet spotkany niedawno pod kioskiem, ten sam, który wetkn±³ mi ulotkê, wita w wej¶ciu. Usadza grzecznie. ¦wieczkê zapala. Obok jacy¶ pañstwo, tacy miejscowi raczej, ju¿ zaznajomieni z knajpiarzem, choæ knajpa dzia³a ledwie od miesi±ca. Do tego jacy¶ m³odzi, anglojêzyczni, z walizkami, w drodze na Balice, pewnie z jednego z okolicznych hosteli.
Karta jak karta. W³oska raczej ni¿ sycylijska. Talerz przystawek, piatto salume e formaggi, do tego placek pizzowy, czyli focaccia. Nic wielkiego, ale przyjemnie siê je, dobra szynka, niezgorsza kie³basa, i ta ciep³a focaccia. £adnie podane, mo¿na zamówiæ na spó³kê, czytaæ przewodnik po W³oszech - le¿y na pó³ce. Potem zupa, zuppa di pomodoro, gêsty krem z pomidorów. Wiadomo, zima, wiêc wiadomo, pomidory z puszki s± podstaw± tego dania. Ale zupa gêsta, tre¶ciwa taka, z grzaneczkami obok, i w sensie ¶cis³ym pomidorowa. Ona ducha pomidorowo¶ci, tê s³odycz niezbyt natrêtn±, lekko podbit± kwaskiem, wyra¿a genialnie; i mo¿na sobie poogl±daæ to wnêtrze pozbawione niemal w³a¶ciwo¶ci i prowadziæ wewnêtrzny dyskurs: ¿e jak to mo¿liwe, czytelnicy p³ci obojga, ¿e takie nic, taka dzielnicowa knajpa w³oska, z wystrojem, ¿e po¿al siê bo¿e, jest przy tym knajp± prawdziw±, od serca, i karmi tak dobrze? To jest w³oski paradoks. Niejeden sobie na nim zêby po³ama³.
Spogl±damy na choineczki ju¿ zdech³e, na pojedyncze butelki wina poprzyczepiane do ¶ciany, na zdjêcia jakie¶ takie... Ale nadchodz± dania, jedno po drugim, i przestaje nam siê chcieæ rozgl±daæ. Ka¿de dziobie w swoim talerzu, dziobie ¿wawo, bo ka¿demu smakuje. Pizza sparaciono, ze szparagami, ca³kiem, ca³kiem, choæ pewnie jada³o siê lepsze, kiedy pora na szparagi (ale ponoæ vita z karczochami, pomidorami i oliwkami jest ¶wietna, zjem innym razem); pizza Palermo znakomita, z krewetkami i pietruszk±, pro¶ciutka taka, nieprzesadna, ¶wiec±ca kolorami, a do tego przyjazna, aromatyczna. Podobnie makaron, spaghetti gamberi e prezzemolo, czyli z krewetkami, pietruszk± i czosnkiem - ech, nie ma to jak makaron dobrze ugotowany, jak krewetki chrupi±ce pod zêbem, jak aromaty pietruchy i czosnku. No i daj± sosu nie za du¿o, po w³osku, makaron siê nie topi w brei.
A ja sobie zamówi³em takie klasyczne danie drugie - grigliata di carne, czyli mieszanka miês z grilla, z kie³bask± jagniêc±, z kotlecikiem wieprzowym, z kawa³kami kurczaka. A to wszystko przyrz±dzone po ichniemu, czyli bez panierowania, tylko z czosnkiem i cytryn±. Te miêsa siê p³awi± w czosnku, nabieraj± wyrazu od cytrynowego soku. Pewnie nasze to miêso, nie ichnie, pewnie kie³baska u nas zrobiona, i kurczak te¿ Polak. Ale - rzek³ mi jeden ze wspó³w³a¶cicieli, ten odpowiedzialny za kuchniê - "wszystko robiê, jak mnie mama uczy³a". W tym zdaniu siê kryje w³oska tajemnica, czyli przechodzenie z pokolenia na pokolenie, w³oska mama, W³ochy. Sycylia, powiedzia³ mi jeszcze, bêdzie coraz bardziej obecna w Sycylii, bêdzie wiêcej dañ lokalnych, ale trzeba na to poczekaæ. Po¿yjemy, zobaczymy. Ale wrócê tu. Zamówiê sobie pizzê Serafina, na cienkim cie¶cie, z sosem pomidorowym i anchois - takie uliczne pizze s± zwykle ¶wietne. Zamówiê sobie pasty.
Co mnie najbardziej cieszy w ostatnich miesi±cach, to te miejsca, nie zawsze najbardziej wypasione, nie zawsze docenione, takie dzielnicowe raczej, gdzie gotuj± ludzie z innych stron, którzy przyjechali do nas zbudowaæ (a mo¿e odbudowaæ) ¿ycie. Robi± po swojemu, robi± czêsto ¶wietnie. Mo¿e epoka w³oskiej kuchni po polsku koñczy siê powoli, mo¿e nam wyro¶nie kiedy¶ pokolenie ludzi odpornych na urok makaronu z nadmiarem sosu, na pizzê przemoczon± albo przesuszon±? Taka Sicilia, po³o¿ona - licz±c krakowskimi standardami - ma³o centralnie, bo jakie¶ 50 metrów od g³ównej ulicy, ma mo¿e szanse na prze¿ycie, na swój fanklub. Czego jej z ca³ego serca ¿yczê. (Tylko ¿eby Sycylia by³a bardziej obecna, tylko ¿eby by³o odrobinkê taniej).
Sicilia, ul. Dietla 33 (ale wej¶cie od Augustiañskiej)
Cztery osoby zap³aci³y (bezalkoholowo) 170 z³, ku w³asnemu zadowoleniu.
Nie mogê nie donie¶æ, ¿e bar kie³basiany Felek, o którym pisa³em ostatnio, zamkn±³ ju¿ podwoje.
Ale w kilka dni pó¼niej przysz³a do mnie wiadomo¶æ: sto³owa³a siê córka, poleca. Nastêpnego dnia przyszed³ esemes od kole¿anki ze szkolnej ³awy: "a by³e¶ w tej sycylijskiej, na Augustiañskiej?". G³upio siê robi cz³owiekowi, kiedy wszyscy chodz±. Przysz³a wiêc chwila w niedzielê niezbyt ciekaw±, na deszcz id±c±, ¿e siê sam wybra³em dla unikniêcia wstydu. No i, co tu ukrywaæ, z wielkiej ciekawo¶ci, z wielkiej mi³o¶ci do sycylijskiej kuchni.
Wnêtrze jak wnêtrze, nie nastraja bardzo optymistycznie. (Ale nie takie wnêtrza we W³oszech siê widywa³o, bo tam wnêtrza bywaj± doprawdy takie sobie, czêsto wrêcz obskurne. Wiêc czyste, nowe, ale bez wielkiego wdziêku wnêtrze, z oknami wychodz±cymi na sklep "sprzeda¿ dywanów", na ulicê id±c± od Wis³y, mokr± od deszczu, to jest doprawdy nic wielkiego. Gorsze rzeczy siê widywa³o). Facet spotkany niedawno pod kioskiem, ten sam, który wetkn±³ mi ulotkê, wita w wej¶ciu. Usadza grzecznie. ¦wieczkê zapala. Obok jacy¶ pañstwo, tacy miejscowi raczej, ju¿ zaznajomieni z knajpiarzem, choæ knajpa dzia³a ledwie od miesi±ca. Do tego jacy¶ m³odzi, anglojêzyczni, z walizkami, w drodze na Balice, pewnie z jednego z okolicznych hosteli.
Karta jak karta. W³oska raczej ni¿ sycylijska. Talerz przystawek, piatto salume e formaggi, do tego placek pizzowy, czyli focaccia. Nic wielkiego, ale przyjemnie siê je, dobra szynka, niezgorsza kie³basa, i ta ciep³a focaccia. £adnie podane, mo¿na zamówiæ na spó³kê, czytaæ przewodnik po W³oszech - le¿y na pó³ce. Potem zupa, zuppa di pomodoro, gêsty krem z pomidorów. Wiadomo, zima, wiêc wiadomo, pomidory z puszki s± podstaw± tego dania. Ale zupa gêsta, tre¶ciwa taka, z grzaneczkami obok, i w sensie ¶cis³ym pomidorowa. Ona ducha pomidorowo¶ci, tê s³odycz niezbyt natrêtn±, lekko podbit± kwaskiem, wyra¿a genialnie; i mo¿na sobie poogl±daæ to wnêtrze pozbawione niemal w³a¶ciwo¶ci i prowadziæ wewnêtrzny dyskurs: ¿e jak to mo¿liwe, czytelnicy p³ci obojga, ¿e takie nic, taka dzielnicowa knajpa w³oska, z wystrojem, ¿e po¿al siê bo¿e, jest przy tym knajp± prawdziw±, od serca, i karmi tak dobrze? To jest w³oski paradoks. Niejeden sobie na nim zêby po³ama³.
Spogl±damy na choineczki ju¿ zdech³e, na pojedyncze butelki wina poprzyczepiane do ¶ciany, na zdjêcia jakie¶ takie... Ale nadchodz± dania, jedno po drugim, i przestaje nam siê chcieæ rozgl±daæ. Ka¿de dziobie w swoim talerzu, dziobie ¿wawo, bo ka¿demu smakuje. Pizza sparaciono, ze szparagami, ca³kiem, ca³kiem, choæ pewnie jada³o siê lepsze, kiedy pora na szparagi (ale ponoæ vita z karczochami, pomidorami i oliwkami jest ¶wietna, zjem innym razem); pizza Palermo znakomita, z krewetkami i pietruszk±, pro¶ciutka taka, nieprzesadna, ¶wiec±ca kolorami, a do tego przyjazna, aromatyczna. Podobnie makaron, spaghetti gamberi e prezzemolo, czyli z krewetkami, pietruszk± i czosnkiem - ech, nie ma to jak makaron dobrze ugotowany, jak krewetki chrupi±ce pod zêbem, jak aromaty pietruchy i czosnku. No i daj± sosu nie za du¿o, po w³osku, makaron siê nie topi w brei.
A ja sobie zamówi³em takie klasyczne danie drugie - grigliata di carne, czyli mieszanka miês z grilla, z kie³bask± jagniêc±, z kotlecikiem wieprzowym, z kawa³kami kurczaka. A to wszystko przyrz±dzone po ichniemu, czyli bez panierowania, tylko z czosnkiem i cytryn±. Te miêsa siê p³awi± w czosnku, nabieraj± wyrazu od cytrynowego soku. Pewnie nasze to miêso, nie ichnie, pewnie kie³baska u nas zrobiona, i kurczak te¿ Polak. Ale - rzek³ mi jeden ze wspó³w³a¶cicieli, ten odpowiedzialny za kuchniê - "wszystko robiê, jak mnie mama uczy³a". W tym zdaniu siê kryje w³oska tajemnica, czyli przechodzenie z pokolenia na pokolenie, w³oska mama, W³ochy. Sycylia, powiedzia³ mi jeszcze, bêdzie coraz bardziej obecna w Sycylii, bêdzie wiêcej dañ lokalnych, ale trzeba na to poczekaæ. Po¿yjemy, zobaczymy. Ale wrócê tu. Zamówiê sobie pizzê Serafina, na cienkim cie¶cie, z sosem pomidorowym i anchois - takie uliczne pizze s± zwykle ¶wietne. Zamówiê sobie pasty.
Co mnie najbardziej cieszy w ostatnich miesi±cach, to te miejsca, nie zawsze najbardziej wypasione, nie zawsze docenione, takie dzielnicowe raczej, gdzie gotuj± ludzie z innych stron, którzy przyjechali do nas zbudowaæ (a mo¿e odbudowaæ) ¿ycie. Robi± po swojemu, robi± czêsto ¶wietnie. Mo¿e epoka w³oskiej kuchni po polsku koñczy siê powoli, mo¿e nam wyro¶nie kiedy¶ pokolenie ludzi odpornych na urok makaronu z nadmiarem sosu, na pizzê przemoczon± albo przesuszon±? Taka Sicilia, po³o¿ona - licz±c krakowskimi standardami - ma³o centralnie, bo jakie¶ 50 metrów od g³ównej ulicy, ma mo¿e szanse na prze¿ycie, na swój fanklub. Czego jej z ca³ego serca ¿yczê. (Tylko ¿eby Sycylia by³a bardziej obecna, tylko ¿eby by³o odrobinkê taniej).
Sicilia, ul. Dietla 33 (ale wej¶cie od Augustiañskiej)
Cztery osoby zap³aci³y (bezalkoholowo) 170 z³, ku w³asnemu zadowoleniu.
Nie mogê nie donie¶æ, ¿e bar kie³basiany Felek, o którym pisa³em ostatnio, zamkn±³ ju¿ podwoje.
Trattoria Soprano. Co¶ o wchodzeniu dwa razy >>
- 33 komentarze
-
Ocena:
- s³abe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
14 g³osów
-
Moje 2 grosze
tom.son
22.04.11, 23:50
Zgodze siê w 90 % z zamieszczonymi opiniamizastrzezenie mam do wina, wzielismy domowe, nigdy wiecej.Pesto wysmieniteTiramisu genialne, mimo ostrzezn ze jeszcze sie nie zmrozilo tak jak »
Najczê¶ciej czytane24 htydzieñ
- Policja i stra¿ miejska usunê³a ...
- Kierowca potr±ci³ dwulatka przy Kleparzu. ...
- Naukowcy przebadali Berlinkê. Odkryli ...
- Test rowerowy - sprawd¼ swoj± wiedzê [CZÊ¦Æ 1]
- Dziewczynka zmar³a przygnieciona przez drzewo
- Okiem kierowcy. Rowerzy¶ci i motocykli¶ci ...
- Test rowerowy - sprawd¼ swoj± wiedzê [CZÊ¦Æ 2]





