Media Aetas. Czarna dziura
25.02.2011
, aktualizacja: 26.02.2011 08:42
To się stało samo z siebie. Zostałem sam, był mroźny wieczór, nieprzyjemnie. Wracałem do pustego domu, zobaczyłem faceta w sukience. Wyglądał jak ksiądz po kolędzie - wiecie, gość w skafandrze, a spod skafandra wystaje sutanna.
ZOBACZ TAKŻE
- Wielkie żarcie Nowickiego. Wzorzec sklepu (01-04-11, 06:00)
- Alarm w sprawie Kleparza (25-03-11, 06:00)
- Restauracja Srebrna Góra. Buda przy drodze (18-03-11, 06:00)
- Wino Garage. Wino, coraz więcej wina (11-03-11, 06:00)
- O polskiej kuchni. Wileńska broszura (04-03-11, 06:00)
- Grappolo d'Oro. Piekło-niebo (18-02-11, 06:00)
- Sicilia. Świetnie i po swojemu (11-02-11, 06:00)
- Trattoria Soprano. Coś o wchodzeniu dwa razy (04-02-11, 06:00)
SERWISY
Podchodzę bliżej - widzę, że nie ksiądz. Pali papierosa, gada z jakimiś ludźmi, używa słów zgoła nieksiężowskich. Wtedy mi się przypomniało: na rogu Rynku i Wiślnej, tam, gdzie niegdyś sfajczyła się restauracja Sphinx, powstał lokal o tematyce średniowiecznej. Obywatel w sutannie i skafandrze jest żywą reklamą tego lokalu. Bez dłuższych namysłów wszedłem.
Co ja tu będę gadał, zacytuję może.
"W grudniu 2010 roku rozpoczęła działalność Restauracja Media Aetas pod Świętym Janem Kapistranem - autorski projekt firmy Ester. Nasze wyzwanie to stworzenie niespotykanej atmosfery miejsca. Mroki średniowiecza z kuchnią XI, XII, XIII wieczną, połączenie teatru z restauracją na powierzchni ponad 500 m2".
Pominę uroczą polszczyznę tego elaboratu, choć warto zwrócić na nią uwagę. Firma Ester to ta sama, która prowadzi hotel i restaurację Ester na Szerokiej. A więc doświadczony gracz, nie żaden restauracyjny gołowąs. "Niespotykaną atmosferę miejsca" rzeczywiście udało się stworzyć, odczułem to na własnej skórze: ciemno, choć oko wykol, a kartę kelnerzy tłumaczą gościom na nasze - chyba że goście znają angielski, wtedy szybciej idzie, bo po angielsku normalnie wszystko napisane, bez sztucznych wygibasów. "Przez zrębacza golonko z rurą zgrabnie sprawione, na kielemce zdrowo ociągnięte, dla ukontentowania biesiadników podane na chrztanie i kremie weźmiętym z czarnej gorczycy", to jeden z moich ulubionych przykładów. Jeśli zaś chodzi o śmiałe twierdzenie, że to kuchnia XI-XIII-wieczna, to jest to, niestety, wierutna bzdura: źródła pisane dla tej epoki nie istnieją, po prostu; pierwsze zachowane książki kucharskie pochodzą z początku XIV wieku. No i owszem, wymienione są w nich składniki i kolejność działań, ale nie proporcje. Więc co najwyżej można sobie wyobrażać, jak ta kuchnia wyglądała, ale odtworzyć przepisów się nie da.
Teraz dalszy ciąg cytatu: "Dla gości odwiedzających naszą restaurację zapewnimy niepowtarzalny wystrój (meble oraz dodatki wykonane według własnego projektu), niepowtarzalne dania (przepisy kulinarne z epoki), niepowtarzalny klimat (miejsce gdzie sztuka i kulinaria poprzez personel przenikają się nawzajem). Nasi goście przeniosą się w czasy średniowiecza a atmosfera restauracji będzie odczuwalna każdym zmysłem".
Wystrój jest rzeczywiście niepowtarzalny. Wóz drabiniasty w wejściu, stoły-ławy, świeczki zatknięte w butelki po (zdaje się) mineralnej, malunki na ścianach - w większości dzieła przypominające uroczą twórczość naszych milusińskich, uczniów liceów plastycznych. No, znów są te przepisy kulinarne z epoki, brawo, więc to nie była pomyłka w druku. Proszę mnie natomiast nie pytać, o co chodzi w ciągu myślowym "miejsce gdzie sztuka i kulinaria poprzez personel przenikają się nawzajem", bo ja za cholerę nie rozumiem.
Do stolika podszedł wyluzowany młodzian w jakiejś kapocie - jak się domyślam, mniej więcej średniowiecznej; od pasa w górę wyglądał jak postać z "Historii żółtej ciżemki", tego filmu sprzed półwiecza, z 11-letnim Markiem Kondratem w roli głównej. Od pasa w dół wyglądał zaś jak student, żołnierz na przepustce, kanar, no, jak my wszyscy: zdobiły go dżinsy i czarne buty błyszczące.
Podał mi kartę, spytał, czy przetłumaczyć, "bo ona tak śmiesznie napisana"; ale się obyło bez pomocy. Wziąłem "szczawiową polewkę z tretowanym kapłonem i ryżem czerwonym", czyli przecieraną zupę szczawiową z kawałeczkami kurczaka i czerwonym ryżem. Została podana w brązowej miseczce, wiecie, takiej dość chropawej, w zetknięciu z nią łyżka wydawała niemiłe zgrzyty - i miseczkę postawiono na modłę chłopską, wprost na stole, bez talerza (ale łyżka miała już moderne, eleganckie kształty, zgoła niedopasowane). No dobra, rzekło to moje lepsze ja, w którego istnienie sam nieraz wątpię, sameś tego chciał, sameś się prosił o mroki średniowiecza. Zupa miała smak dość słodki, dość mdławy; ale była gorąca i to uznałem za jej największą zaletę. Dziobałem w miseczce, nadsłuchiwałem, co się dzieje dookoła. Towarzystwo przy długim stole kłóciło się właśnie w najlepsze: "Jakie nachos?! Co ty chcesz, to są wieki średnie, nasze, polskie wieki średnie, tu nie ma żadnych nachos!", pouczała jedna dama drugą damę. Z czego wywnioskowałem, że świadomość kulinarna rośnie. I zrobiło mi się trochę lepiej.
"Sztufada z wieprza na pajdzie rżanego chleba, saporem mocno okraszona", co znaczy mniej więcej pieczeń wieprzowa na pajdzie razowca, mocno podlana sosem: to właśnie dostałem na drugie (oraz pikle rozmaite, buraczki, ogórki, dla urozmaicenia). Cóż rzec? Jadało się takie dania, takie mdłe sosy (bo łatwiej zrobić taki sos niż prawdziwy sos-koncentrat spod pieczeni, bo taki sos prawdziwy to jest prawdziwa sztuka) i takie wieprzowiny bez serca też się jadało nieraz, na tony pieczone; i jadało się takie chleby niezbyt świeże. Nie było to danie średniowieczne, było za to dość niesmaczne. I chciało mi się wyć, że znów w Rynku ktoś sobie postawił stodołę i wyczynia w niej brewerie. Na pocieszenie zjadłem sernik, jakoś tam dziwnie nazwany, ale nie wiem, jak smakował, bo wszystko przeniknęła kwaśna żurawina.
Ten "autorski projekt" jest fantazją, oczywiście, i ja nikomu prawa do fantazji nie bronię. Niech sobie fantazjuje, ile wlezie. Ale to jest fantazja w miejscu publicznym, za pieniądze, to są kulinarne banialuki, a nie średnie wieki. Mnie do jedzenia nie trzeba tego całego anturażu, żelaza kutego, desek, mam awersję do posiłków w całkowitej ciemności. Niezrozumiała karta to całkowita aberracja; a kuchnia, cóż, są w tym mieście lepsze kuchnie.
Media Aetas, Rynek Główny 26
Jednoosobowa wyprawa kosztowała 61 zł
Co ja tu będę gadał, zacytuję może.
"W grudniu 2010 roku rozpoczęła działalność Restauracja Media Aetas pod Świętym Janem Kapistranem - autorski projekt firmy Ester. Nasze wyzwanie to stworzenie niespotykanej atmosfery miejsca. Mroki średniowiecza z kuchnią XI, XII, XIII wieczną, połączenie teatru z restauracją na powierzchni ponad 500 m2".
Pominę uroczą polszczyznę tego elaboratu, choć warto zwrócić na nią uwagę. Firma Ester to ta sama, która prowadzi hotel i restaurację Ester na Szerokiej. A więc doświadczony gracz, nie żaden restauracyjny gołowąs. "Niespotykaną atmosferę miejsca" rzeczywiście udało się stworzyć, odczułem to na własnej skórze: ciemno, choć oko wykol, a kartę kelnerzy tłumaczą gościom na nasze - chyba że goście znają angielski, wtedy szybciej idzie, bo po angielsku normalnie wszystko napisane, bez sztucznych wygibasów. "Przez zrębacza golonko z rurą zgrabnie sprawione, na kielemce zdrowo ociągnięte, dla ukontentowania biesiadników podane na chrztanie i kremie weźmiętym z czarnej gorczycy", to jeden z moich ulubionych przykładów. Jeśli zaś chodzi o śmiałe twierdzenie, że to kuchnia XI-XIII-wieczna, to jest to, niestety, wierutna bzdura: źródła pisane dla tej epoki nie istnieją, po prostu; pierwsze zachowane książki kucharskie pochodzą z początku XIV wieku. No i owszem, wymienione są w nich składniki i kolejność działań, ale nie proporcje. Więc co najwyżej można sobie wyobrażać, jak ta kuchnia wyglądała, ale odtworzyć przepisów się nie da.
Teraz dalszy ciąg cytatu: "Dla gości odwiedzających naszą restaurację zapewnimy niepowtarzalny wystrój (meble oraz dodatki wykonane według własnego projektu), niepowtarzalne dania (przepisy kulinarne z epoki), niepowtarzalny klimat (miejsce gdzie sztuka i kulinaria poprzez personel przenikają się nawzajem). Nasi goście przeniosą się w czasy średniowiecza a atmosfera restauracji będzie odczuwalna każdym zmysłem".
Wystrój jest rzeczywiście niepowtarzalny. Wóz drabiniasty w wejściu, stoły-ławy, świeczki zatknięte w butelki po (zdaje się) mineralnej, malunki na ścianach - w większości dzieła przypominające uroczą twórczość naszych milusińskich, uczniów liceów plastycznych. No, znów są te przepisy kulinarne z epoki, brawo, więc to nie była pomyłka w druku. Proszę mnie natomiast nie pytać, o co chodzi w ciągu myślowym "miejsce gdzie sztuka i kulinaria poprzez personel przenikają się nawzajem", bo ja za cholerę nie rozumiem.
Do stolika podszedł wyluzowany młodzian w jakiejś kapocie - jak się domyślam, mniej więcej średniowiecznej; od pasa w górę wyglądał jak postać z "Historii żółtej ciżemki", tego filmu sprzed półwiecza, z 11-letnim Markiem Kondratem w roli głównej. Od pasa w dół wyglądał zaś jak student, żołnierz na przepustce, kanar, no, jak my wszyscy: zdobiły go dżinsy i czarne buty błyszczące.
Podał mi kartę, spytał, czy przetłumaczyć, "bo ona tak śmiesznie napisana"; ale się obyło bez pomocy. Wziąłem "szczawiową polewkę z tretowanym kapłonem i ryżem czerwonym", czyli przecieraną zupę szczawiową z kawałeczkami kurczaka i czerwonym ryżem. Została podana w brązowej miseczce, wiecie, takiej dość chropawej, w zetknięciu z nią łyżka wydawała niemiłe zgrzyty - i miseczkę postawiono na modłę chłopską, wprost na stole, bez talerza (ale łyżka miała już moderne, eleganckie kształty, zgoła niedopasowane). No dobra, rzekło to moje lepsze ja, w którego istnienie sam nieraz wątpię, sameś tego chciał, sameś się prosił o mroki średniowiecza. Zupa miała smak dość słodki, dość mdławy; ale była gorąca i to uznałem za jej największą zaletę. Dziobałem w miseczce, nadsłuchiwałem, co się dzieje dookoła. Towarzystwo przy długim stole kłóciło się właśnie w najlepsze: "Jakie nachos?! Co ty chcesz, to są wieki średnie, nasze, polskie wieki średnie, tu nie ma żadnych nachos!", pouczała jedna dama drugą damę. Z czego wywnioskowałem, że świadomość kulinarna rośnie. I zrobiło mi się trochę lepiej.
"Sztufada z wieprza na pajdzie rżanego chleba, saporem mocno okraszona", co znaczy mniej więcej pieczeń wieprzowa na pajdzie razowca, mocno podlana sosem: to właśnie dostałem na drugie (oraz pikle rozmaite, buraczki, ogórki, dla urozmaicenia). Cóż rzec? Jadało się takie dania, takie mdłe sosy (bo łatwiej zrobić taki sos niż prawdziwy sos-koncentrat spod pieczeni, bo taki sos prawdziwy to jest prawdziwa sztuka) i takie wieprzowiny bez serca też się jadało nieraz, na tony pieczone; i jadało się takie chleby niezbyt świeże. Nie było to danie średniowieczne, było za to dość niesmaczne. I chciało mi się wyć, że znów w Rynku ktoś sobie postawił stodołę i wyczynia w niej brewerie. Na pocieszenie zjadłem sernik, jakoś tam dziwnie nazwany, ale nie wiem, jak smakował, bo wszystko przeniknęła kwaśna żurawina.
Ten "autorski projekt" jest fantazją, oczywiście, i ja nikomu prawa do fantazji nie bronię. Niech sobie fantazjuje, ile wlezie. Ale to jest fantazja w miejscu publicznym, za pieniądze, to są kulinarne banialuki, a nie średnie wieki. Mnie do jedzenia nie trzeba tego całego anturażu, żelaza kutego, desek, mam awersję do posiłków w całkowitej ciemności. Niezrozumiała karta to całkowita aberracja; a kuchnia, cóż, są w tym mieście lepsze kuchnie.
Media Aetas, Rynek Główny 26
Jednoosobowa wyprawa kosztowała 61 zł
Grappolo d'Oro. Piekło-niebo >>
- 124 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
21 głosów
-
znowu fałszywa pseudo-stylizacja
aarvedui
27.02.11, 15:49
znowu silenie się na pseudo-historyzm, który kończy się żenującym kiczem.zasada profesjonalizmu jest jedna - jeśli nie ma się o czymś zielonego pojęcia, to się tego nie robi. less is more - »
-
To już stara moda.
jeriomina
28.02.11, 21:07
www.youtube.com/watch?v=z-aDJG-WDh0&feature=related»
-
Wielkie żarcie Nowickiego. Czarna dziura
ddd-3
01.03.11, 10:52
Drogi Panie Wiem czemu Pan został sam i wraca Pan do pustego domu. Przypuszczam że nie ma Pan przyjaciół. Dla mnie w miejscu gdzie "sfajczył się Sphinx" powstało cudowne i klimatyczne »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Policja i straż miejska usunęła ...
- Kierowca potrącił dwulatka przy Kleparzu. ...
- Naukowcy przebadali Berlinkę. Odkryli ...
- Test rowerowy - sprawdź swoją wiedzę [CZĘŚĆ 1]
- Dziewczynka zmarła przygnieciona przez drzewo
- Okiem kierowcy. Rowerzyści i motocykliści ...
- Test rowerowy - sprawdź swoją wiedzę [CZĘŚĆ 2]





