Restauracja Srebrna Góra. Buda przy drodze

Wojciech Nowicki
18.03.2011 , aktualizacja: 20.03.2011 14:58
A A A Drukuj
To zostało postanowione bez mojego udziału. Dwie znajome kobiety powiedziały, że trzeba jechać, a to z przyczyn następujących: restauracja, którą chcą mi pokazać, ma długą tradycję; jest do tego specyficzna; no i daleko od centrum. (Ani chwili się nie opierałem, wycieczka zapowiadała się wspaniale).

Więc pojechaliśmy, a był to pierwszy z dni bardzo ciepłych. Kraków wyłaniał się powoli, cały pokryty sadzą, brudny, ostrym światłem oświetlony, widoczny w najdrobniejszym detalu. (Tak tu jest przecież na przedwiośnie, przypomnijcie sobie: nie w złocistej pozłocie, a w kurzu, w błotnej skorupie tarza się miasto). Ale - sądźcie, co chcecie o takim paradoksie, paradoksie środkowoeuropejskim - nam wystarczało i to, miasto bure, trochę wyższa temperatura. W powietrzu coś jak wiosna, wyczuwalna na milę. W nas - chęć przygody. Jechaliśmy do knajpy Srebrna Góra.

Tłumaczyła nasza cicerone: tu jeździli w latach osiemdziesiątych ludzie bogaci, bo żeby dojechać, trzeba było mieć samochód. Samochód był przywilejem bogatych, mówiła do nas przewodniczka, jakbyśmy się urodzili wczoraj, mówiła do nas, jakbyśmy byli dziećmi. W tamtych czasach Srebrną Górę nawiedzali właściciele warsztatów samochodowych, ówczesna szlachta, i szlachty owej rozpuszczone dzieci; a także hodowcy kwiatów i warzyw, a także cinkciarze, a także zapewne inni, zupełnie zwykli ludzie, lecz w to już trudno uwierzyć. Musiało to być na początku lat osiemdziesiątych (uwielbiam dodawać: dwudziestego wieku), zupełnie nie wiem, jak tam wtedy wyglądało.

Mogę za to powiedzieć, jak wygląda teraz. Jedzie się od miasta, trzeba na zakręcie zjechać z drogi: przed nami budynek, za budynkiem schowana Wisła. Po lewej jakieś autoserwisy w wioskowym wydaniu, jakieś napisy zachęcające do kupowania taniego gazu LPG, słowem - te wszystkie elementy pejzażu, do których powinienem od lat przywyknąć, a jakoś nie mogę. Ale pejzaż zostawmy zwierzętom: my weszliśmy do środka, rozglądając się na boki. Po lewej - sale na weseliska, na konferencje, na pierwsze komunie. Pusto. Po prawej - sale na wszystko, pełne. Siedzą mieszczanie krakowscy i jedzą. No właśnie, co jedzą? Otóż oni jedzą głównie placki ziemniaczane i mięsa, a porcje są wielkie.

Przed knajpą stoją samochody, bo inaczej niż samochodem nie da się tu dostać. Więc założyć trzeba wolę mieszczaństwa do jedzenia ziemniaczanych placków, warkoczy wieprzowych, do zup dnia. Do oglądania instrumentów dętych zawieszonych w przestrzeni; a już szczególnie - niech to zostanie właściwie zrozumiane - do gapienia się na krzyż, doprawdy niemały, zawieszony nad drzwiami. Bo wiadomo, że jesteśmy narodem katolickim, i choć może nasze pierwsze komunie i wesela wymiar mają nieco, hm, pogański, to krzyż się zawsze przyda; jeśli nie dla nas samych, to przynajmniej dla księdza dobrodzieja. (Niemniej zastanawiam się, tak już serio zupełnie, co po tym krzyżu w restauracji).

Kobiety zup nie chciały, bo mają już odrobineczkę dość barszczu, rosołu i flaków. Ja się nie dałem tak łatwo zbyć, wziąłem flaki z parmezanem, parmezan na wszelki wypadek kazałem sobie okazać osobno. Flaki jak flaki, suszyło mnie po nich cały dzień; ale ten parmezan, Jezu, to dopiero było coś. Ser liofilizowany, jak trociny, tu, na przedmieściach, dostąpił awansu; jaka knajpa, rzec chciałoby się, taki parmezan.

W oczekiwaniu na drugie oglądaliśmy kelnerów. Jacy oni są właściwie, chodziło mi po głowie? Czarne spodnie, białe koszule; biła z nich pewność siebie. O, mam już: to są tacy kelnerzy, którzy wiedzą, że to klienci zawdzięczają im wszystko - więc się do klientów nie mizdrzą, nie uśmiechają, nawet nie odzywają. To nie znaczy, że ich nie ma. Są. Z buta otwierają sobie drzwi do kuchni, rechoczą z kucharzem (a przy okazji widać tę kuchenną biedę); a potem wychodzą znów z talerzami, nagle znów niechętni do wszelkich form komunikacji, nagle przemienieni w mur. Tacy są tu kelnerzy. Przynoszą śliczności dania - jak ten pstrąg na przykład (w dawnych latach finansowa elita przyjeżdżała na pstrąga), podany w migdałach. Jest tak: ryba usmażona, na głowie ma ciapnięte chrzanem. Za chrzanem ósemka cytryny. Ciało pstrąga migdałem usiane i zieleniną. Teraz smaki: najpierw żadnego, potem lekki tran, potem coś zgoła nierybnego. Ryba o stu smakach, chciałoby się rzec, ale to nieprawda. Ryba przeważnie bez smaku, a miejscami lekko odrażająca.

Albo goloneczka z pieca, o lekko wędzonym zapachu - nic złego nie powiem, ale i nic dobrego. Jakoś w latach ostatnich takich golonek jadłem na kopy, wszędzie takie same. Były jeszcze płatki kurczaka w curry, z ryżem. Przyprawa curry to jest delikatna sprawa, nie należy z nią przedobrzyć, bo wtedy kaplica. No za dużo jej było, po prostu. Kurczak, wiadomo, bez smaku, na to nałożona maska curry, koniec; lepiej wyjadać curry z torebki. Jedliśmy jeszcze surówki, takie zestawy jak przed laty, jedliśmy kapustę zasmażaną, i biło od niej silne podejrzenie o stosowanie wzmacniaczy smaku; wszystko zresztą tu słone i powoduje pragnienie.

Cóż, legenda to kiedyś była, za lat Peerelu, i razem z nim umarła. Podobne jedzenie dają teraz w różnych gospodach przy drodze. (No i komu przychodzi do głowy urządzać tu wesela?).

Na pocieszenie powiem, że w Naturalnym Sklepiku (ul. Krupnicza) pojawiły się matiasy niewiarygodnej wprost dobroci. Spotykam się tam ze znajomymi, jak w klubie, matiasy raz są, a za chwilę już nie ma. Są tłuste, oczywiście, ale taką tłustością nienachalną; są lekko korzenne, są wielowarstwowe. Dyskutować o nich możemy godzinami. Jeden znany mi człowiek zjada ich około kilograma dziennie, tak mi wypada z wyliczeń, i wciąż zamawia więcej. Wiecie, czasem - ale rzadko - pojawi się jakiś towar, po który warto biec przez miasto, i jeszcze stać w kolejce. To jest właśnie ten przypadek. Takie pocieszenie ode mnie za smutną knajpę na przedmieściach.

Restauracja Srebrna Góra, ul. Księcia Józefa 120

Trzy osoby zjadły weekendowy obiad za 100 zł.

Wino, coraz więcej wina. Wino Garage >>



Podziel się

  • 20 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu