Alarm w sprawie Kleparza

Wojciech Nowicki
25.03.2011 , aktualizacja: 25.03.2011 10:57
A A A Drukuj
Na Kleparzu ciągle się coś dzieje i, jak dobrze wiadomo, dzieje się tak dla naszego dobra, dla szczęścia naszego i portfeli ratowania.
Wielkie Żarcie Wojciecha Nowickiego
Wielkie Żarcie Wojciecha Nowickiego
Stary Kleparz: stoisko z prawdziwkami (sierpień)
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Stary Kleparz: stoisko z prawdziwkami (sierpień)
Stary Kleparz: stoisko z pomidorami (sierpień)
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Stary Kleparz: stoisko z pomidorami (sierpień)
Po pierwsze, jest Kleparz (Kleparz, ma się rozumieć, Stary) wielkim placem handlowym, położonym w samiuśkim centrum miasta. Z Rynku Głównego oddalony jest zaledwie o parę minut niespiesznym krokiem. To oznacza wielką wygodę. Na dodatek ma Stary Kleparz znakomitą komunikację, na zakupy można dojechać tramwajem, autobusem, samochodem, rowerem - albo, jak ja to robię, dojść Plantami. Po drugie, jest Stary Kleparz placem stosunkowo dużym: każdy towar, jaki się na Kleparzu znajduje, można kupić u kilku sprzedawców. A to z kolei oznacza, że - to już punkt trzeci - panuje tu zaciekła konkurencja cenowa, a w rezultacie taniość.

Na dodatek Kleparz jest placem barwnym. Sprzedają baby lekko tylko muśnięte cywilizacją, obok sprzedają rzutcy biznesmeni z wyższym wykształceniem. Sprzedają tu ohydnej barwy mydło domowej roboty (nie znam skutków działania tego specyfiku); sprzedają garnki dobre i niedobre, słodycze wszelkiej maści, owoce z każdej strony świata, ryby, grzyby, króliki; sprzedają fatałaszki i sadzonki; handlują badziewiem i towarem znakomitym. (Dobry towar, jasno to trzeba powiedzieć, znacznie przeważa). Tu sprzedaje się grzybów na tony, a całe wycieczki Japońców, Amerykanów, Izraelczyków przyjeżdżają owe grzyby fotografować, jakby u siebie grzybów nie mieli; a poczuć wyższość nad nacjami obcymi, to przecież jest bezcenne. No, Kleparz na jesień to jest wszechświatowa stolica grzyba. A wiosna na Kleparzu? Słów brakuje. A Kleparz w porze truskawek? A w porze pierwszych ogórków małosolnych? A w porze bundzu pierwszego? A w porze pierwszej jagnięciny? Takich pór różnych są na Kleparzu tysiące. Za to właśnie Kleparz podziwiam, za to właśnie za Kleparz dam się posiekać.

Jednak ostatnio dochodzą mnie z placu niepokojące sygnały. Nie, nie zbudują hotelu na miejscu Kleparza, ani nie postawią pomnika papieża. Chodzi o sprawy, mogłoby się wydawać, drobne. Jednak to właśnie one świadczą, że nie najlepiej się na Kleparzu dzieje.

Jest mianowicie na Starym Kleparzu wiadomy wszystkim porządek: handel w budkach, na których budowę ich właściciele wyłożyli pieniądze - to jest handel taki jak w galeriach handlowych, wysokonakładowy. Tu sprzedają przedsiębiorcy, i handlują świetnie. Za budkami, wiadomo, stoją stoły. To są pauprzy Kleparza: zwani przez budkowych Chamburgiem (żeby nie było wątpliwości - chodzi o połączenie chama i niemieckiego miasta portowego), i z różnych powodów przez budkowiczów nielubiani. Ani ja, ani wy, drodzy płci obojga, nie mamy jednak żadnego powodu, żeby żywić do nich urazę. Przeciwnie. To oni są solą Kleparza, to oni zaopatrują nas najczęściej. I w każdym mieście na świecie u takich właśnie ludzi najchętniej się kupuje.

Budkowi płacą wysoką cenę, mają za to większą wygodę i własne miejsce pod dachem, ogrzewane, do końca świata. Mają dach nad uliczkami, żeby na klientów nie padało, i żeby klienci przychodzili do nich chętniej. Chamburg stoi, owszem, pod daszkiem, ale już - nie wiem, czy o tym wiecie - ani rynny na daszku nie wolno im założyć, ani daszka przedłużyć, żeby nie padało na nas, kupujących. Zagadka: ma ten pomysł zachęcić czy też zniechęcić do korzystania z handlu na stołach? Chamburg stoi i zimą marznie, to jest cena, jaką płaci. Chamburg przyjmuje swoich klientów śniegiem i deszczem, Chamburg nie ma prawa się podłączyć do elektryczności.

Usłyszałem ostatnio - jakby powyższe nie wystarczało - że ma dojść do małego przewrotu. Najlepsze stoły, których wynajem najwięcej kosztuje - czyli te tuż za budkami, licząc od ulicy Basztowej - mają się wynieść, jak mi powiedział kierownik placu, "na jakieś cztery tygodnie, a potem pewnie wrócą". W tym czasie sprzedawcy mają dostać inne stoły, wiadomo, najgorsze, z tyłu, przydzielone drogą losowania. Wszystko dlatego, że doroczny kiermasz (impreza w sumie nijaka), który się dotąd odbywał na chodnikach, w tym roku ma mieć przyznane miejsce najlepsze. Miejsce czyjeś, przez kogoś zajęte. Dlaczego ma się to dziać kosztem tych, którzy za swoje stoły płacą (i to wcale niemało, wbrew sądom kolegów z budek)? Ano dlatego: "Spółka widzi potencjał w tych stołach", rzekł mi kierownik placu, niewzruszony; "To po co stać na chodnikach z kiermaszem jak tu potencjał taki". Czy wrócą na pewno? "No, pewnie tak"

To ja może przetłumaczę. Wedle tej filozofii mógłbym wynająć komuś mieszkanie, ale od czasu do czasu mu je odbierać, bo przecież w nim mieszkać lubię (innymi słowy, ma ono dla mnie wielki potencjał). Należy wywalać na zbity pysk ludzi, którzy prowadzą biznesy z potencjałem, a potem im miejsce oddawać albo i nie oddawać, wedle własnego uznania. Spółka "Stary Kleparz" wykazuje się, w moim mniemaniu, wielkim wyczuciem: wie, co jej wolno. A przy okazji nas łupi. Bo koniec końców my za to wszystko zapłacimy.

Trzy metry kwadratowe stołu w zimie wychodzą za jakieś 57 złotych za dzień. W lecie już gruuuubo drożej: jakieś dwie stówy. Do tego dochodzą dostawki. Znacie przecież, czytelniczki, mijaliście przecież, czytelnicy, owe skrzynki i wiaderka obok stolików? To posłuchajcie: za wiaderko kapusty kiszonej życzą sobie teraz 14 złotych za dzień, za grzyby 80. Sens jest taki: przenajświętsza Spółka woli, żeby tych dostawek nie było, bo wtedy przejść łatwiej i jest europejsko, wygodnie. A że ja zakupów zrobić nie mogę, to już przecież nie Spółki sprawa.

Moja skromna rada: niech się Spółka raz na zawsze odczepi od stołów, za które pobiera pieniądze. Bo ja, Wojciech Nowicki, a także tysiące innych mnie podobnych, mamy ochotę na tych stołach znaleźć to co zwykle, a nie to, co sobie wymyśli Dyrekcja. Skoro kupcy płacą, to mają prawo handlować na swoich miejscach. Amen.

PS

A na wypadek, gdybyście władze zapomniały, taki cytacik ze strony internetowej: "Spółka Kupiecka posiada własny sztandar. (...) Sztandar jednoczy wszystkich handlujących na Starym Kleparzu. Na awersie wyhaftowany jest kupiecki stragan zwieńczony koroną, a na rewersie Matka Boska Niepokalanego Poczęcia z dzieciątkiem na ręku, patronka kupców, oraz herb Kleparza".

Podziel się

  • 15 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu