Wielkie żarcie Nowickiego. Ambasada Śledzia

Wojciech Nowicki
21.04.2011 , aktualizacja: 21.04.2011 22:28
A A A Drukuj
W słuchawce zatrzeszczało, zachrypiało, a następnie rozległ się głos niby słodki - a jednak twardości pełen. Głos się przedstawił grzecznie, po czym rzekł tym tonem nieznoszącym sprzeciwu...
Wielkie Żarcie Wojciecha Nowickiego
Wielkie Żarcie Wojciecha Nowickiego
"Pan mi odda moją płytę, w Ambasadzie Śledzia, niezwłocznie, najlepiej w sobotę o dwunastej godzinie". Głos mi się z czymś kojarzył, myśli się splątały ze strachu, bo gdzie jest płyta cholerna, czemu jej dotąd nie oddałem, skoro znam na pamięć, i przede wszystkim: co to jest ta Ambasada Śledzia?

Aż się wszystko złożyło w całość: płyta jest koło łóżka, pamiętam, na półce, szara okładka; a o Ambasadzie Śledzia już mi donosili ze dwa razy. Jest to lokal całkiem nowy, na ulicy Stolarskiej - ulicy, którą znam jak zły szeląg. Więc dobrze, że się tam rozpanoszyło coś nowego. Bowiem Stolarska to ulica dość nudna i powtarzalna, niestety. Przedstawicielstwa obcych mocarstw nie robią tej ulicy zbyt dobrze. Kolejki do Amerykanów, zapyziała oferta Francuzów - jest się czym chwalić? Jest tęsknić do czego? Raczej nie, odpowiadam w waszym imieniu, czytelniczki i czytelnicy, raczej na pewno nie. No a powtarzalność Stolarskiej - przypominam, jeśli sami nie pamiętacie - to są tłumy rozbuchane w niedzielę, wypływające od dominikanów co godzina, od rana do nocy. Można sobie na Stolarskiej siedzieć w lecie, pić szprycera na chodniku (ten błogosławiony okres już niedługo) i patrzeć jak naród spacerem idzie z kościoła do domu, na obiad, myśląc o rosole. Albo jak wrzeszczą dzieci, umęczone religijnym życiem. No, w ogóle latem dobrze się siedzi ze szprycerem na stoliku, w towarzystwie szprycerolubnej żony, gadając o niczym.

Nadszedł dzień wyznaczony, owa sobota, zjawiłem się w Ambasadzie. Czekał właściciel płyty. Było wcześnie, ale ja zawsze, przezawsze jestem w pracy - więc rozglądnąłem się odrobinę w waszym imieniu. Lokal jest całkiem spory i na dodatek ma duży ogródek, pod daszkiem. Więc latem cień błogosławiony, przewiewność, i możliwe jest papierosów palenie. Więc w dni burzowe gwizdać można na deszcze, bo sucho. No i sporo miejsca, więc jakaś szansa, że się człowiek pomieści. Wnętrze ozdobione wizerunkami tytułowej ryby, a także fragmentami poezji, dokładnie to już nie pamiętam jakiej, zapamiętałem tylko jeden wiersz o słodkich ciastkach, gorzkiej czekoladzie i pięknych pogrzebach - chyba świadczący o nieszczęśliwej miłości właścicieli do Adama Zagajewskiego. Ale to szczegół, ważniejsze, że w środku jest biało i szaro, dość ascetycznie; i że knajpa ma swoje zasady.

Są to zasady, które szczęśliwi wybrańcy już poznali w śp. Akademii Zakąsek i innych stołecznych lokalach: picie kosztuje czwórkę, jedzenie ósemkę. Chyba że jedzenie jest małe to wtedy też czwórkę. No, chyba że wyjątkowo piątkę. Nieważne. Jest tanio, to jest podstawowa reguła. Spróbowałem moskalików - bardzo dobre moskaliki, kwaśne, pod wódkę poszłyby idealnie (a moskaliki, maleńkie śledziki, są jednymi z moich ulubionych polskich przetworów). Spróbowałem śledzia - porcja duża, śledź doprawiony jak należy, z pieprzem, z goździkiem, z mnóstwem cebuli, zalany olejem; do tego chleb. Na niewielki posiłek starczy. (I jedząc tego śledzia, myślałem, że dobrze wybrany, że tłusty jak należy, że smakuje świeżo). Wypiłem jeszcze kawę, zastrzeżeń nie miałem, i pomyślałem, że jeszcze tu wrócę.

Co się stało niebawem. Siedzieliśmy w ogródku wieczorową porą z pewnym katolickim publicystą, a na nasz widok ożywił się poeta Świetlicki - który tak zagustował w tym lokalu, że nawet cytat z konkurencji wypisany na ścianie go nie zniechęcił. Poeta monologował, starając się usilnie wywrzeć wpływ na mnie, waszego wysłannika. "Panie - mówił - nie pisz pan o tym lokalu. Nie warto. Ten lokal nie jest jeszcze gotowy. Pan ten lokal zabijesz. To przecież nie ma najmniejszego sensu, niech się pan nie wygłupia. Sam pan słyszał, jak właścicielka mówi, że nie są jeszcze gotowi" (tu słówko wyjaśnienia: owszem, słyszałem, co mówi właścicielka na temat braku gotowości, ale się z nią nie zgadzam). "A poza tym - ciągnął poeta, próbując po raz pierwszy w życiu golonki - zaczną tu przychodzić ludzie przecież. Po co nam ludzie. Ja myślałem - odezwał się jakby bez związku - że w niej włosów jakichś, szczeciny pełno, tak mi zawsze mówili, a ona naprawdę niezła". Tu muszę przerwać na chwilę: tak, golonka w piwie marynowana pyszna była. Sprzedają na wagę, dodają chrzanu, musztardy, kiszonego ogórka, dają chleba, wszystko jest jak należy; jest czerwonawa, soczysta, poruszająca - jak poruszająca bywa golonka, kiedy udana.

Poeta próbował jeszcze wielokrotnie namówić mnie na odstąpienie od pracy, co miało wpłynąć na nasz większy komfort w przyszłości oraz szczęśliwsze życie właścicieli lokalu, którzy, jak przypominał, mają dziecko, i nie powinni spędzać zbyt wiele czasu w pracy. Ja zaś podczas tej gadaniny konsumowałem pospołu z katolickim publicystą różne potrawy. Tatar ze śledzia jest właściwie tylko nawiązaniem do tatara prawdziwego (którego wprowadzenia do menu niniejszym żądam), ale całkiem udanym: ryba szatkowana, z licznymi dodatkami, nawet z odrobiną chrzanu - który robi śledziowi zaskakująco dobrze, bo dodaje wigoru i nieco komplikuje potrawę. Publicysta jadł kwaśnicę, dziwną, bo ze śmietaną - tak się na wschodzie robiło kapuśniak, a o kwaśnicy ze śmietaną dotąd nie słyszałem. Dobra, kwaśna, formę buduje, rzekł publicysta, i jak zwykle utrafił w sedno. Nawet smalec, nawet najzwyklejszy smalec dobry był, około północy.

Teraz uwaga czy też prośba raczej. Proszę o wino. Bo to, które jest, sensu raczej nie ma. No bo jak mam tu siedzieć, jak mam patrzeć na Stolarską bez białego wina za dnia, bez czerwonego wieczorem? Co będą pić moi koledzy, co będzie piła rodzina? A poza tym chyba sami widzicie: mnie się tam bardzo podoba. Trzeba tam iść i jeść, i pić, i życiem się cieszyć.

Ambasada Śledzia, ul. Stolarska 8/10

Podziel się

  • 22 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów

  • Wielkie żarcie Nowickiego. Ambasada Śledzia krak102 24.04.11, 10:58

    Kolejny artykuł sponsorowany i obiektywny to on z pewnością nie jest.. Miejsce i owszem sympatyczne, choć wewnątrz surowe , szczególnie w słoneczne dni, bo ogródek duży, ale jedzenie »

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu