Detektyw - licencja na naruszanie prywatności
20.02.2012
, aktualizacja: 19.02.2012 21:22
Zostać detektywem tylko pozornie jest łatwo. W Małopolsce działa ich pięćdziesięciu. Warto więc sprawdzić uprawnienia osoby, zanim zacznie prowadzić naszą sprawę. Policjanci nie chcą polecać konkretnych detektywów, ale ich zdaniem kluczem jest dyskrecja działania.
ZOBACZ TAKŻE
- Legalna wszechinwigilacja detektywistyczna (09-03-12, 16:00)
- Śmiejecie się z Babci H.? (23-02-12, 15:00)
- Były prezes Rafinerii żąda 13 mln zł za areszt (21-02-12, 23:17)
- Pijany "dziennikarz" sprawdzał czujność służb (20-02-12, 12:55)
- Jak policja ustala tożsamość odnalezionych osób (18-02-12, 08:00)
- Funkcjonariusze będą filmować podczas interwencji (16-02-12, 22:00)
- Prokuratura oskarża za telefoniczne nękanie (06-02-12, 13:35)
- Kradną z bankomatów w Krakowie, wydają w Ameryce (06-02-12, 07:00)
- Tłumy chętnych do pracy w krakowskiej policji (24-01-12, 06:00)
- Prywatni detektywi na tropie małżeńskich zdrad (05-11-09, 08:00)
- Nie zdecydowałbym się polecić konkretnego detektywa. Nawet prywatnie, a nie jako policjant - zaznacza podinspektor Zygmunt Tomczyk, zastępca naczelnika wydziału postępowań administracyjnych małopolskiej policji. Policjanci nie ukrywają, że do pracy prywatnych detektywów odnoszą się z rezerwą. I to nie tylko ze względu na niedawne zamieszanie związane ze śledztwem Krzysztofa Rutkowskiego w sprawie śmierci dziewczynki z Sosnowca. - Detektywi prowadzą działalność gospodarczą, która musi opierać się na przepisach prawa i zasadach etycznych, ale nie poleciłbym żadnego, bo nie wziąłbym na siebie odpowiedzialności za to, jak taka usługa zostanie wykonana - tłumaczy Tomczyk.
Nie znaczy to, że detektywi się nie przydają. - Każda informacja może się okazać cenna, żadnej nie ignorujemy. Bez względu na to, skąd pochodzi, może rozwiązać sprawę - przekonuje podinspektor Tomczyk. - Informacje od detektywów nigdy nie są jednak głównym źródłem dla policjantów. Muszą być zweryfikowane. Trzeba zawsze brać pod uwagę, że mogli wykonać swoją pracę nierzetelnie czy nawet pod kątem sukcesu medialnego - dodaje. Policjanci ze współpracy z detektywami nie korzystają jednak zbyt często, bo dla tych ostatnich głównym źródłem dochodów są sprawy wewnątrz rodzinne (sprawy rozwodowe, poszukiwania ukrywających się członków rodziny itp.) wszystkie informacje weryfikujemy.
- Wykładnią rzetelności detektywa jest m.in. jego dyskrecja. Ta zasada obowiązuje zresztą także policjantów - przyznaje Tomczyk. - Dobry detektyw potrafi pracować w sposób niezauważony. Policja musi też przestrzegać prawa podczas prowadzenia swoich czynności, ale tego samego wymagamy od detektywów. Jeśli się do tego nie stosują, możemy cofnąć im licencję.
Licencja detektywa
Brak licencji oznacza, że detektyw nie może wykonywać swojej pracy. Jak tłumaczą policjanci, usługi detektywistyczne to uzyskiwanie, gromadzenie i przetwarzanie informacji o osobach i zdarzeniach na podstawie umowy ze zleceniodawcą. - Ktoś, kto robiłby to samo bez licencji podlega odpowiedzialności karnej. Detektywowi wolno to robić, bo spełnił odpowiednie wymogi, zyskuje więc pewne uprawnienia - przypomina podinspektor Janusz Cecha. - Detektyw może np. zwrócić się do różnych instytucji o przekazanie informacji na temat jakiejś osoby poza jej wiedzą - zwraca uwagę. Dlatego tyle kontrowersji budzi Krzysztof Rutkowski, któremu nie przeszkadza, gdy nazywany jest detektywem, choć nie ma licencji - jest tylko właścicielem firmy detektywistycznej, a odpowiednie uprawnienia mają jego pracownicy.
Zdobycie licencji detektywa pozornie nie wydaje się szczególnie trudne. By móc się o nią starać, trzeba mieć polskie obywatelstwo, ukończyć 21 lat i mieć przynajmniej średnie wykształcenie. Szanse na zdobycie licencji utrudni natomiast kryminalna przeszłość (nie można być skazanym za przestępstwo umyślne). Przeciwko kandydatowi nie może być też prowadzone postępowanie sądowe. Trzeba również zdać egzamin organizowany przez komendę główną policji. Po uzyskaniu pozytywnej oceny kandydat otrzymuje zaświadczenie, które musi dołączyć do reszty niezbędnej dokumentacji: zaświadczenia o niekaralności i wystawionego przez lekarza potwierdzenia, że kandydat może pracować jako detektyw.
- Niezależnie od tego wysyłamy do komendy policji w miejscu zamieszkania kandydata prośbę o opinię na jego temat - mówi podinspektor Tomczyk.
Detektywami nie mogą zostać osoby, które w ciągu ostatnich pięciu lat zostały dyscyplinarnie zwolnione z policji, sądu, prokuratury czy innych urzędów administracji publicznej w Polsce i większości krajów Europy. - To wystarczająca bariera, aby wyeliminować z zawodu ludzi, którzy faktycznie nie powinni go wykonywać - ocenia Tomczyk.
Tym bardziej że również egzamin na detektywa wcale nie należy do łatwych. Składa się z osiemdziesięciu pytań dotyczących m.in. konstytucji, kryminalistyki, prawa karnego, cywilnego, a przede wszystkim Ustawy o usługach detektywistycznych. Oprócz części pisemnej do zaliczenia jest jeszcze część ustna. W komisji egzaminacyjnej zasiadają zawsze przedstawiciele Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, komendy głównej policji, sądu apelacyjnego, prokuratury i środowisk akademickich. Egzamin zdaje zwykle od 20 do 40 proc. kandydatów.
Sprawdź, nim wynajmiesz
Rejestr wszystkich detektywów w Polsce prowadzi MSW. Każdy może zwrócić się do resortu z pytaniem, czy interesująca go osoba jest detektywem. - Warto to sprawdzić, bo znamy wiele sytuacji, gdy ktoś podaje się za detektywa, a nie ma potrzebnego zezwolenia - podkreśla podinspektor Cecha. - Mimo to spisuje umowy z klientami, a więc wykonuje pracę niezgodnie z przepisami. Tymczasem za nieuzasadnione posługiwanie się tytułem detektywa grożą nawet dwa lata więzienia.
Licencję można też stracić. Wystarczy, że podczas wykonywania działalności detektyw przestanie spełniać jeden z warunków potrzebnych do jej uzyskania. Jak? - Może nie dostarczyć wyników niezbędnych badań lekarskich, stracić dobrą opinię swojego komendanta policji albo popełnić przestępstwo - wylicza podinspektor Tomczyk. Detektywi muszą być też ostrożni, by nie przekroczyć swoich kompetencji. Mogą zostać skazani np., jeśli nie poinformują policji o tym, że prowadzą sprawę związaną z zagrożeniem życia lub zdrowia, jak porwanie dla okupu.
W Małopolsce pracuje pięćdziesięciu detektywów, a przez ostatnie osiem lat tylko czterem detektywom wycofano licencję. - Dwóch zrezygnowało z działalności, a dwóch skazano prawomocnym wyrokiem za pozbawienie kogoś wolności. W tych przypadkach oznacza to, że ci detektywi stanęli w drzwiach i zabronili komuś wyjścia. To także pozbawienie wolności i jedna z czynności zastrzeżona wyłącznie dla policji - zaznacza podinspektor Tomczyk.
Nie znaczy to, że detektywi się nie przydają. - Każda informacja może się okazać cenna, żadnej nie ignorujemy. Bez względu na to, skąd pochodzi, może rozwiązać sprawę - przekonuje podinspektor Tomczyk. - Informacje od detektywów nigdy nie są jednak głównym źródłem dla policjantów. Muszą być zweryfikowane. Trzeba zawsze brać pod uwagę, że mogli wykonać swoją pracę nierzetelnie czy nawet pod kątem sukcesu medialnego - dodaje. Policjanci ze współpracy z detektywami nie korzystają jednak zbyt często, bo dla tych ostatnich głównym źródłem dochodów są sprawy wewnątrz rodzinne (sprawy rozwodowe, poszukiwania ukrywających się członków rodziny itp.) wszystkie informacje weryfikujemy.
- Wykładnią rzetelności detektywa jest m.in. jego dyskrecja. Ta zasada obowiązuje zresztą także policjantów - przyznaje Tomczyk. - Dobry detektyw potrafi pracować w sposób niezauważony. Policja musi też przestrzegać prawa podczas prowadzenia swoich czynności, ale tego samego wymagamy od detektywów. Jeśli się do tego nie stosują, możemy cofnąć im licencję.
Licencja detektywa
Brak licencji oznacza, że detektyw nie może wykonywać swojej pracy. Jak tłumaczą policjanci, usługi detektywistyczne to uzyskiwanie, gromadzenie i przetwarzanie informacji o osobach i zdarzeniach na podstawie umowy ze zleceniodawcą. - Ktoś, kto robiłby to samo bez licencji podlega odpowiedzialności karnej. Detektywowi wolno to robić, bo spełnił odpowiednie wymogi, zyskuje więc pewne uprawnienia - przypomina podinspektor Janusz Cecha. - Detektyw może np. zwrócić się do różnych instytucji o przekazanie informacji na temat jakiejś osoby poza jej wiedzą - zwraca uwagę. Dlatego tyle kontrowersji budzi Krzysztof Rutkowski, któremu nie przeszkadza, gdy nazywany jest detektywem, choć nie ma licencji - jest tylko właścicielem firmy detektywistycznej, a odpowiednie uprawnienia mają jego pracownicy.
Zdobycie licencji detektywa pozornie nie wydaje się szczególnie trudne. By móc się o nią starać, trzeba mieć polskie obywatelstwo, ukończyć 21 lat i mieć przynajmniej średnie wykształcenie. Szanse na zdobycie licencji utrudni natomiast kryminalna przeszłość (nie można być skazanym za przestępstwo umyślne). Przeciwko kandydatowi nie może być też prowadzone postępowanie sądowe. Trzeba również zdać egzamin organizowany przez komendę główną policji. Po uzyskaniu pozytywnej oceny kandydat otrzymuje zaświadczenie, które musi dołączyć do reszty niezbędnej dokumentacji: zaświadczenia o niekaralności i wystawionego przez lekarza potwierdzenia, że kandydat może pracować jako detektyw.
- Niezależnie od tego wysyłamy do komendy policji w miejscu zamieszkania kandydata prośbę o opinię na jego temat - mówi podinspektor Tomczyk.
Detektywami nie mogą zostać osoby, które w ciągu ostatnich pięciu lat zostały dyscyplinarnie zwolnione z policji, sądu, prokuratury czy innych urzędów administracji publicznej w Polsce i większości krajów Europy. - To wystarczająca bariera, aby wyeliminować z zawodu ludzi, którzy faktycznie nie powinni go wykonywać - ocenia Tomczyk.
Tym bardziej że również egzamin na detektywa wcale nie należy do łatwych. Składa się z osiemdziesięciu pytań dotyczących m.in. konstytucji, kryminalistyki, prawa karnego, cywilnego, a przede wszystkim Ustawy o usługach detektywistycznych. Oprócz części pisemnej do zaliczenia jest jeszcze część ustna. W komisji egzaminacyjnej zasiadają zawsze przedstawiciele Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, komendy głównej policji, sądu apelacyjnego, prokuratury i środowisk akademickich. Egzamin zdaje zwykle od 20 do 40 proc. kandydatów.
Sprawdź, nim wynajmiesz
Rejestr wszystkich detektywów w Polsce prowadzi MSW. Każdy może zwrócić się do resortu z pytaniem, czy interesująca go osoba jest detektywem. - Warto to sprawdzić, bo znamy wiele sytuacji, gdy ktoś podaje się za detektywa, a nie ma potrzebnego zezwolenia - podkreśla podinspektor Cecha. - Mimo to spisuje umowy z klientami, a więc wykonuje pracę niezgodnie z przepisami. Tymczasem za nieuzasadnione posługiwanie się tytułem detektywa grożą nawet dwa lata więzienia.
Licencję można też stracić. Wystarczy, że podczas wykonywania działalności detektyw przestanie spełniać jeden z warunków potrzebnych do jej uzyskania. Jak? - Może nie dostarczyć wyników niezbędnych badań lekarskich, stracić dobrą opinię swojego komendanta policji albo popełnić przestępstwo - wylicza podinspektor Tomczyk. Detektywi muszą być też ostrożni, by nie przekroczyć swoich kompetencji. Mogą zostać skazani np., jeśli nie poinformują policji o tym, że prowadzą sprawę związaną z zagrożeniem życia lub zdrowia, jak porwanie dla okupu.
W Małopolsce pracuje pięćdziesięciu detektywów, a przez ostatnie osiem lat tylko czterem detektywom wycofano licencję. - Dwóch zrezygnowało z działalności, a dwóch skazano prawomocnym wyrokiem za pozbawienie kogoś wolności. W tych przypadkach oznacza to, że ci detektywi stanęli w drzwiach i zabronili komuś wyjścia. To także pozbawienie wolności i jedna z czynności zastrzeżona wyłącznie dla policji - zaznacza podinspektor Tomczyk.
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Policja i straż miejska usunęła ...
- Kierowca potrącił dwulatka przy Kleparzu. ...
- Naukowcy przebadali Berlinkę. Odkryli ...
- Test rowerowy - sprawdź swoją wiedzę [CZĘŚĆ 1]
- Dziewczynka zmarła przygnieciona przez drzewo
- Okiem kierowcy. Rowerzyści i motocykliści ...
- Test rowerowy - sprawdź swoją wiedzę [CZĘŚĆ 2]






