Indianie w Beskidzie
24.10.2008
, aktualizacja: 24.10.2008 18:15
Czy aby zobaczyć wioskę indiańską, trzeba jechać aż za ocean? Niekoniecznie! Taką wioskę można zwiedzić dużo, dużo bliżej. I - być może - zobaczyć więcej, niż zostało po pierwotnych mieszkańcach Ameryki Północnej w ich ojczyźnie...
Kiedy Lidia i Maciej Włodarczykowie przywdzieją indiańskie stroje, łatwo ich pomylić z prawdziwymi potomkami Apaczów czy Siuksów. Oboje mają śniadą cerę i długie ciemne włosy. No po prostu - młody wojownik i jego squaw. Tylko czysta polszczyzna i polskie nazwiska zdradzają, że w ich żyłach nie płynie indiańska krew.
- Indiańskich imion sobie nie nadaliśmy, to już by była przesada - wyjaśnia Maciej.
Ale resztę swojego życia podporządkowali Indianom.
- Staramy się przedstawić, jak potrafimy najlepiej, życie pierwotnych mieszkańców Ameryki Północnej - wyjaśnia Lidia. - Ich ubiór, zwyczaje plemienne, muzykę - wylicza.
- Naszym celem nie jest odstawianie żadnych przedstawień z dziko wyjącymi Indianami, jak w książkach Karola Maya, ale pokazanie, jak kiedyś żyli w swoich wioskach. Niestety, współcześni Indianie w Ameryce Północnej, mieszkający w rezerwatach, sami często nie kultywują tej tradycji - dodaje Maciej.
Swoją wioskę indiańską założyli nieopodal opactwa Cystersów w Szczyrzycu, w powiecie limanowskim.
Na ich posiadłości wyróżnia się siedmiometrowe tio-tipi, w którym może pomieścić się nawet 50 osób.
Obok stoją inne konstrukcje: szałas pary (czyli tradycyjna indiańska sauna) i namiot wojenny warlodge. Jest tu wszystko to, co mieli prawdziwi Indianie. Czyli łuki, tomahawki, święta fajka, wierne repliki strojów sprzed dwóch wieków.
Lidia i Maciej sami rekonstruują indiańskie przedmioty, opierając się na wskazówkach ludzi działających w ruchu indianistycznym i fachowej literaturze. Tipi uszył im Krzysztof Kolba z Limanowej, który należy do Stowarzyszenia Lisa, zajmującego się propagowaniem kultury plemienia Wron.
- Prowadzę firmę szyjącą tipi, które są kupowane przez miłośników Indian w całej Polsce. Jestem też menedżerem ośmioosobowej grupy artystycznej organizującej wyjazdowe inscenizacje obyczajów indiańskich - mówi Krzysztof.
Właśnie u niego można zamówić sobie wizytę Indian w domu, miejscu pracy czy na imprezie integracyjnej.
Lidia i Maciej zapraszają do siebie, by zwiedzić wioskę indiańską, po której oprowadzą gości. Trudno tam się nudzić. Gospodarze odziani w indiańskie stroje pokażą wnętrza namiotów, przedstawią scenki z życia Indian, zdradzą, jak wytwarza się indiańskie przedmioty, nauczą grać na bębnie i śpiewać indiańskie pieśni, poczęstują plackiem z syropem klonowym (na słodko lub ostro), dadzą przejechać się konno, pozwolą postrzelać z łuku, zorganizują gry zręcznościowe, rozpalą ognisko, wyświetlą na dużym ekranie film o tematyce indiańskiej.
- W naszej wiosce można spędzić kilka godzin albo całe tygodnie, nocując w tipi. Przyjechać może każdy, od najmłodszych po emerytów - zaprasza Maciej.
Kiedy Lidia i Maciej rozłożyli swoje tipi w Muzeum Narodowym w Krakowie podczas salonu turystycznego, wielu odwiedzających pytało, z którego stanu Ameryki Północnej przyjechali...
- Ale my jesteśmy spod Limanowej. Z okolic Szczyrzyca, znanego z opactwa Cystersów - tłumaczyli zdumionym amatorom przygód na Dzikim Zachodzie.
Tak się spodobali, że w 2004 roku zdobyli drugie miejsce na Krakowskim Salonie Turystycznym, a rok później pierwsze - organizując wspólną ekspozycję... z cystersami.
Dlaczego indiańską wioskę ustawili właśnie w sąsiedztwie klasztoru Cystersów w Szczyrzycu?
- Część mojej krakowskiej rodziny często tu spędzała wakacje w domku letniskowym. W młodości więc świetnie poznałem te okolice. Przed sześcioma laty szukaliśmy nowego miejsca zamieszkania i przejeżdżając przez Szczyrzyc, dowiedzieliśmy się o domu do kupienia. I tak tu trafiliśmy - opowiada Maciej.
37-metrowe mieszkanie w Olkuszu zamienili na 1,5-hektarowe podupadające gospodarstwo pod Limanową.
- Początki były ciężkie. Drewniany dom do remontu, zarośnięta łąka i sad. Ale cieszyliśmy się, że w końcu mamy taką przestrzeń do życia, a nie jedynie ciasne mieszkanko. I powoli wszystko porządkowaliśmy - wspomina Lidia. - Zawsze interesowaliśmy się muzyką i folkiem. Nawiązaliśmy kontakt z ludźmi z ruchu indianistycznego w Polsce. Podobało nam się życie Indian i postanowiliśmy je odtworzyć wokół naszego domu...
I tak Małopolska dorobiła się swojej indiańskiej wioski.
Umów się z Indianinem
Przyjmuje grupy zorganizowane przez cały rok (poza miesiącami zimowymi), po wcześniejszej rezerwacji terminu, od poniedziałku do piątku w godz. 8-19, a w soboty w godz. 10-16. Program dla rodziny i gości indywidualnych odbywa się w sobotę o godz. 16, także po potwierdzeniu rezerwacji. Więcej: www.wioskaindianska.pl
- Indiańskich imion sobie nie nadaliśmy, to już by była przesada - wyjaśnia Maciej.
Ale resztę swojego życia podporządkowali Indianom.
- Staramy się przedstawić, jak potrafimy najlepiej, życie pierwotnych mieszkańców Ameryki Północnej - wyjaśnia Lidia. - Ich ubiór, zwyczaje plemienne, muzykę - wylicza.
- Naszym celem nie jest odstawianie żadnych przedstawień z dziko wyjącymi Indianami, jak w książkach Karola Maya, ale pokazanie, jak kiedyś żyli w swoich wioskach. Niestety, współcześni Indianie w Ameryce Północnej, mieszkający w rezerwatach, sami często nie kultywują tej tradycji - dodaje Maciej.
Swoją wioskę indiańską założyli nieopodal opactwa Cystersów w Szczyrzycu, w powiecie limanowskim.
Na ich posiadłości wyróżnia się siedmiometrowe tio-tipi, w którym może pomieścić się nawet 50 osób.
Obok stoją inne konstrukcje: szałas pary (czyli tradycyjna indiańska sauna) i namiot wojenny warlodge. Jest tu wszystko to, co mieli prawdziwi Indianie. Czyli łuki, tomahawki, święta fajka, wierne repliki strojów sprzed dwóch wieków.
Lidia i Maciej sami rekonstruują indiańskie przedmioty, opierając się na wskazówkach ludzi działających w ruchu indianistycznym i fachowej literaturze. Tipi uszył im Krzysztof Kolba z Limanowej, który należy do Stowarzyszenia Lisa, zajmującego się propagowaniem kultury plemienia Wron.
- Prowadzę firmę szyjącą tipi, które są kupowane przez miłośników Indian w całej Polsce. Jestem też menedżerem ośmioosobowej grupy artystycznej organizującej wyjazdowe inscenizacje obyczajów indiańskich - mówi Krzysztof.
Właśnie u niego można zamówić sobie wizytę Indian w domu, miejscu pracy czy na imprezie integracyjnej.
Lidia i Maciej zapraszają do siebie, by zwiedzić wioskę indiańską, po której oprowadzą gości. Trudno tam się nudzić. Gospodarze odziani w indiańskie stroje pokażą wnętrza namiotów, przedstawią scenki z życia Indian, zdradzą, jak wytwarza się indiańskie przedmioty, nauczą grać na bębnie i śpiewać indiańskie pieśni, poczęstują plackiem z syropem klonowym (na słodko lub ostro), dadzą przejechać się konno, pozwolą postrzelać z łuku, zorganizują gry zręcznościowe, rozpalą ognisko, wyświetlą na dużym ekranie film o tematyce indiańskiej.
- W naszej wiosce można spędzić kilka godzin albo całe tygodnie, nocując w tipi. Przyjechać może każdy, od najmłodszych po emerytów - zaprasza Maciej.
Kiedy Lidia i Maciej rozłożyli swoje tipi w Muzeum Narodowym w Krakowie podczas salonu turystycznego, wielu odwiedzających pytało, z którego stanu Ameryki Północnej przyjechali...
- Ale my jesteśmy spod Limanowej. Z okolic Szczyrzyca, znanego z opactwa Cystersów - tłumaczyli zdumionym amatorom przygód na Dzikim Zachodzie.
Tak się spodobali, że w 2004 roku zdobyli drugie miejsce na Krakowskim Salonie Turystycznym, a rok później pierwsze - organizując wspólną ekspozycję... z cystersami.
Dlaczego indiańską wioskę ustawili właśnie w sąsiedztwie klasztoru Cystersów w Szczyrzycu?
- Część mojej krakowskiej rodziny często tu spędzała wakacje w domku letniskowym. W młodości więc świetnie poznałem te okolice. Przed sześcioma laty szukaliśmy nowego miejsca zamieszkania i przejeżdżając przez Szczyrzyc, dowiedzieliśmy się o domu do kupienia. I tak tu trafiliśmy - opowiada Maciej.
37-metrowe mieszkanie w Olkuszu zamienili na 1,5-hektarowe podupadające gospodarstwo pod Limanową.
- Początki były ciężkie. Drewniany dom do remontu, zarośnięta łąka i sad. Ale cieszyliśmy się, że w końcu mamy taką przestrzeń do życia, a nie jedynie ciasne mieszkanko. I powoli wszystko porządkowaliśmy - wspomina Lidia. - Zawsze interesowaliśmy się muzyką i folkiem. Nawiązaliśmy kontakt z ludźmi z ruchu indianistycznego w Polsce. Podobało nam się życie Indian i postanowiliśmy je odtworzyć wokół naszego domu...
I tak Małopolska dorobiła się swojej indiańskiej wioski.
Umów się z Indianinem
Przyjmuje grupy zorganizowane przez cały rok (poza miesiącami zimowymi), po wcześniejszej rezerwacji terminu, od poniedziałku do piątku w godz. 8-19, a w soboty w godz. 10-16. Program dla rodziny i gości indywidualnych odbywa się w sobotę o godz. 16, także po potwierdzeniu rezerwacji. Więcej: www.wioskaindianska.pl
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień






