Od kadetów w stronę radia

Konrad Myślik
17.06.2009 , aktualizacja: 17.06.2009 17:29
A A A Drukuj
Z ul. Królewskiej przejdźmy w Urzędniczą, ku północy. Proszę zachować ostrożność przy przekraczaniu jezdni, bo ruch jest niemały.
Znak kadetów
Znak kadetów
Spojrzenie na mapę wojskową z 1937 roku pozwoli nam wyobrazić sobie, jak częstym widokiem przed wojną były tu gospodarstwa ogrodnicze
Spojrzenie na mapę wojskową z 1937 roku pozwoli nam wyobrazić sobie, jak częstym widokiem przed wojną były tu gospodarstwa ogrodnicze
Gospodarstwo PP. Mikulskich
Fot.Tomasz Wiech / AG
Gospodarstwo PP. Mikulskich
Marian Cebulski
Marian Cebulski
Janusz Bruchnalski
Janusz Bruchnalski
ZOBACZ TAKŻE
15.

Kadeci II RP. Tu, przy ul. Urzędniczej nr 62, mieści się Izba Pamięci Kadetów. O kadetach II RP opowie nam tajemniczy gość, który zechciał przyjąć nasze zaproszenie. Dla pobudzenia Państwa ciekawości napiszę tylko, że międzywojenne Korpusy Kadetów były jedną z najlepszych szkół polskiego patriotyzmu, miłości to ojczyzny, szacunku dla państwa jako instytucji. Były, by tak rzec, znakomitą szkołą przedwojennych Polaków. Takich, których w dzisiejszych czasach ogromnie nam brakuje. Inna jakość, Proszę Państwa. Inny świat. Nie tolerowano w korpusach durnego nacjonalizmu ani wielkopańskich fum bez pokrycia w solidności. Były kuźnią nowoczesnej demokracji i nowoczesnego państwa. Podobnie jak Szkoła Rycerska epoki stanisławowskiej.

Po chwili refleksji przejdźmy z wolna na drugą stronę ul. Kazimierza Wielkiego, by podejść do ogrodzenia gospodarstwa ogrodniczego pod nr. 55.

16.

Ogrodnicy. Przed nami prawdziwy relikt-rezerwat starej kultury ogrodniczej tych okolic. Dzielnie broni się przed zabudową. Od XVIII wieku rozwijały ogrodnictwo rozgałęzione klany rodzinne, które ważyły w uprawach podkrakowskich: Worytkiewiczów, Koników, Gawędów. Gospodarstwa podobne do tego zaludniały okolicę, powoli ustępując uładzonej zabudowie mieszkaniowej. Ostatnie ogrody PP. Koników z ul. Mazowieckiej zabudowano niespełna pięć lat temu. Widok podobny do tego powszedni był w Czarnej Wsi, Nowej Wsi, Łobzowie czy na Krowodrzy.

17.

Samowola przy ul. Kazimierza Wielkiego. Naprzeciw gospodarstwa zobaczymy ponaddwudziestipięcioletni pomnik nieskuteczności władz budowlanych Polski Ludowej i postludowej. Oto jedna z najdłużej w Krakowie istniejących samowoli budowlanych. Równać się z nią może tylko buda wystawiona wprost na Błoniach, przy końcu ul. Focha, tuż nad Rudawą, która z czasem zarosła tujami, i udaje, że jej nie ma. Tu, w Nowej Wsi, inwestor przystąpił do pracy po otrzymaniu stosownych zezwoleń, po czym natychmiast zaczął je ignorować. Wspólny protest sąsiadów wstrzymał proces budowy szkarady. Do dziś nie wiadomo, czy ktokolwiek zdoła wykorzystać tę paradę bezczelności i paskudztwa. Dla poprawy nastroju podejdźmy do narożnika ul. Racławickiej, bo wspomnieć o kimś prawdziwie wesołym, i żywotnym.

Marian Cebulski

Nestor krakowskich aktorów z pewnością odżegnałby się od takiego tytułu. Sceniczny partner Ireny Kwiatkowskiej, 30 lat zabawiał nas z desek Jamy Michalika, a całe życie patrzymy nań w Teatrze Słowackiego. Jest równie ponadczasowy jak Ludwik Solski, tyle że bardziej zdaje się kocha innych, a mniej siebie, co odróżnia go od wielkiego Pana Ludwika. Mieszka tu, na sąsiedniej ulicy. Krakowianie zapamiętali go z różnych scenicznych i niescenicznych powodów. Wymienię tu jeden tylko, a mianowicie niezapomnianą, choć pewnie i nienajważniejszą rolę: starego Gzymsika w "Romansie z wodewilu" Antoniego Krzemińskiego. W nim Marian Cebulski grał po trochu siebie. Chłopaka z Krakowa (znaczy się z Krowodrzy). A grał dobrze, skoro wiele lat później ważna dama polskiego teatru, Pani Lidia Zamkow (zakląć też potrafiła), miała donośnym głosem zwracać się doń przez całą widownię Teatru im. Juliusza Słowackiego: "ty p Gzymsiku!!". Marian Cebulski to wielki następca krakowskiej tradycji scenicznej Leona Wyrwicza i Antoniego Fertnera. Mistrz pointy, groźny w zwarciu frontalnym. Żywym portretem Mariana Cebulskiego niech będzie wyimek ze "Słówek" Boya, traktujący o błędach w ocenie Krakowa: "Gość, co wpadnie doń przelotnie, Za zdarzeniem goniąc żywszem Wnet umyka stąd markotny I z wrażeniem najfałszywszem Bo choć błądząc w ulic smutku Weselszej nie spotkał twarzy Nigdzie tyle co w tym gródku Nie masz tęgich, cichych kpiarzy..."

18.

Langmanówka. Podejdźmy nieco ku górze ul. Racławicką. Za domem akademickim z lat 50. zobaczymy, pod numerem 19., następną krainę starej nowowiejskiej okolicy. To położony kiedyś daleko za miastem świat dwóch wybitnych (a nie samo-chwalących-się) krakowskich rzeźbiarzy: Zygmunta i Bogusława Langmanów. Ojca i syna. Zygmunt rzeźbił Kraków przełomu wieków XIX i XX, Bogusław (przy okazji nestor krakowskiego harcerstwa) pracował także i w Rzymie. Zygmunt Langman wyrzeźbił między innymi orła piastowskiego projektu Jana Matejki, umieszczonego na czołowej ścianie Bramy Floriańskiej. Ale i posągi Uranii oraz Ateny w bramie głównej Uniwersytetu Warszawskiego. I wiele prac tak sławnych, że weszły na stałe do polskiego dziedzictwa w kościele Mariackim, katedrze na Wawelu i kościele w Wadowicach. Bogusław Langman, wiele pracujący przed- i po wojnie dla Kościoła, utrzymywał pracownię w Rzymie. W czasach gęstej "komuny", około 1977 roku, wyrzeźbił i ofiarował popiersie Henryka Sienkiewicza dla ogrodów Villa Borghese. Zostało ono zastąpione ostatnio (w zastanawiający sposób) przez dzieło prof. Czesława Dźwigaja, ufundowane przez bractwo kurkowe. Dar Bogusława Langmana, symbol wolnej myśli twórczej na obczyźnie i ilustracja przypowieści o wdowim groszu, trafił do ogrodów polskiej ambasady przy Kwirynale.

Bogusław Langman podówczas ufundował także i doprowadził do umieszczenia w kościółku Quo vadis tablicy pamiątkowej ku czci Henryka Sienkiewicza. Był człowiekiem niespożytej energii. Mając ukończonych lat 80, podróżował swoim 10-letnim czarnym fiatem 1300 z Krakowa do Rzymu. W młodości, jako harcerz Czarnej Trzynastki Krakowskiej, zorganizował i poprowadził wyprawę kajakową Dniestrem do Morza Czarnego i Konstantynopola.

Janusz Bruchnalski

W sąsiedztwie pracowni Langmanów mieszkał i pracował znakomity grafik Wydawnictwa Literackiego (następny lwowiak!) Janusz Bruchnalski. Jego prace tak się nam zrosły z Krakowem, że nie sposób ich oddzielić od krakowianizmu. Był przez 11 lat naczelnym grafikiem WL. Dość przypomnieć, że Janusz Bruchnalski jest autorem okładek do serii Cracoviana i Biblioteki krakowskiej, znaczących serii wydawniczych, np. serii literatury światowej, ale i pojedynczych majstersztyków, jak np. wydanie poezji Rilkego. Równolegle pracował dla Polskiego Wydawnictwa Muzycznego i w Akademii Sztuk Pięknych.

Przejdźmy ku al. Grottgera, by obok szkoły nr 34 przejść ku ul. Zbrojów. Ta okolica wiąże się ściśle z osobą innej wielkiej polskiej poetki, Pani Ewy Lipskiej, związanej do 1980 roku, podobnie jak Janusz Bruchnalski, z Wydawnictwem Literackim. Pani Ewa Lipska jest od 1978 roku członkiem Polskiego Pen-Clubu. Do rozwiązania w 1983 roku była członkiem ZLP, a następnie, od 1989 roku, członkiem-założycielem Związku Pisarzy Polskich. Od 1991 roku przez lat 10 kierowała Polskim Instytutem w Wiedniu.

19.

Ulica Zbrojów. Tu, pod nr. 3., stoi dom rzeźbiarza Jana Raszki, zaprojektowany przez krakowskiego architekta Ludwika Wojtyczkę. Raszkę znamy głównie jako autora "Czwórki legionowej" z Kielc, a także postaci górników i hutników sprzed głównego gmachu AGH. Te ostatnie okazały się być niedostatecznie trwałe (sztuczny kamień) i w 1954 roku trzeba było je rozebrać. Spójrzcie Państwo na tę rzeźbę nad bramą, bo jest paradą ówczesnej polskiej sztuki i wykonawstwa! Nieremontowana trwa już prawie 90 lat (1932).

Tylko kilka kroków dzieli nas od innej nowowiejskiej ulicy, od Kujawskiej. Na wprost nas dom odnowiony ze smakiem.

20.

Ulica Kujawska 15. Jan Rzymkowski, architekt Budownictwa Miejskiego, autor niezliczonych, znakomitych przeważnie, prac w Krakowie, wystawił tu swój dom, w nadziei, że zamieszka w ciszy. Ten element naczółka doklejonego do szczytowej ściany znajdą Państwo w budynku magistratu, w jego skrzydle stojącym przy ul. Poselskiej. Pan Jan tam go zastosował. Jego projektu jest i Dworzec Wodociągowy przy ul. Senatorskiej, i podstacja elektrowni przy ul. Biskupiej. A także - wpisany ostatnio do rejestru zabytków - tzw. okrąglak targowy na pl. Nowym. Jako że był urzędnikiem, zatem nie mógł projektować na wolnym rynku. Sądząc jednak po szczegółach stylistycznych wielu prac, jego projekty podpisywali niekiedy koledzy.

Podziel się

  • 1
  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu