Z Łobzowa do Nowej Wsi Narodowej
17.06.2009
, aktualizacja: 17.06.2009 17:28
Piąty tegoroczny spacer poprowadzi nas przez okolice Krakowa, które z powodu konsekwentnie i roztropnie prowadzonej od niemal stu lat polityki urbanistycznej stały się ulubioną dzielnicą mieszkaniową krakusów. To Nowa Wieś Narodowa.

Fot.Tomasz Wiech / AG
Ul. Królewska dzisiaj

Fot.Tomasz Wiech / AG
Niewielka kapliczka o znacznej wymowie

Fot.Tomasz Wiech / AG
Ta okolica od dawien dawna była dla miasta zapleczem ogrodniczym

Fot. Pawel Piotrowski / AG
Kora Jackowska

Dzisiejsza ul. Królewska z początkiem lat 60. XX wieku

Tak miała wyglądać okolica Biprostalu z czterema blokami (są trzy)

Tak wyglądał szpital przy dzisiejszej ul. Galla niedługo po otwarciu
ZOBACZ TAKŻE
- Od kadetów w stronę radia (17-06-09, 17:23)
Przyłączona do Krakowa 1 kwietnia 1910 roku (to się nazywa "pod dobrą datą...") wraz z dziesięcioma innymi gminami. Nazwę swoją zawdzięcza - podobnie jak i Górka Narodowa, z której kieruję do Państwa te słowa - dawnej własności królewskiej. Królewszczyzny przechodzące z czasem na własność rządową otrzymywały często taki przydomek, bo kiedyś demokracja to była, Mili Państwo, poważna sprawa. Partie polityczne zaś nie były, tak jak dziś, biurami pośrednictwa pracy dla "zagubionych duszyczek", często bez zawodu i kompetencji.
Na trasie dzisiejszej przechadzki napotkamy mnóstwo krakowian, takich... zaprzysiężonych, czy to z urodzenia, czy wyboru. Pamiętajmy koniecznie, że solą tej ziemi są nie mury same, ale i ludzie. OBYWATELE KRAKOWA. To tytuł, który nie każdemu się należy. Trzeba mieć do niego skłonności, kwalifikacje, wiedzę, a nade wszystko - trzeba koniecznie traktować to miasto jak swoje. Jak miejsce, które ma nie tylko Rynek z tysiącem pijanych bufetów, ale i dzielnice, parki, widoki i tę ogromną sferę wspólnej obywatelskiej własności, której psuć ani deptać nie należy. Dlatego jest mi bardzo miło, że tak licznie dają Państwo dowody przynależności do tej gromady, do której i ja aspiruję. Do Obywateli.
Z Łobzowa do Nowej Wsi Narodowej
Z Łobzowa rozpoczynaliśmy już jeden z naszych spacerów, prowadzący ku Bronowicom. Dziś udamy się w stronę przeciwną, ku miastu - jakbyśmy powiedzieli jeszcze sto lat temu. A że sto lat to nie jest w Krakowie szczególnie porażająca cezura, więc to jakoby dziś. Zatem - ku miastu!
1.
Ogrody Łobzowa. Na przemian słynące pięknem i rujnowane ze szczętem, zawsze stanowiły dla Krakowa zaplecze ogrodnicze. Pochylmy czoło nad Boną Sforzą, księżniczką z Mediolanu, która wyszła za mąż za króla z Północy, i zamiast zamarznąć na kość w tym mroźnym kraju wilków i niedźwiedzi, sprowadziła nam tu śródziemnomorskie nawyki, śródziemnomorską dietę, obyczaj spotykania się i życia w publicznych miejscach (w Warszawie np. nieznany), namówiła Zygmunta I, swojego męża, na zatrudnienie mnóstwa artystów zza Alp i sprawiła, że do dziś podróżujemy tam chętnie. Do dziś warzywa kupowane na zupę nazywamy też włoszczyzną. Ogród Łobzów, zasłużona firma PP Uznańskich, niech stanowi dla nas znak przejścia ogrodniczego od starych do nowych czasów. Bo też i była takim przejściem.
2.
Kapliczka przy ul. Kazimierza Wielkiego. Ta niewielka kapliczka o znacznej wymowie. Zamiast niepotrzebnych komentarzy, zacytujmy napis, który fundatorzy umieścili na kapliczce: ŻEŚMY ZE WSPÓLNEJ GROSZOWEJ OFIARY STAWILI TOBIE TĄ FIGURĘ BOŻE RAMIONY SWEMI OTOCZ ŁOBZÓW STARY BŁAGAMY CIEBIE W POKORZE' OBYWATELE ŁOBZOWSCY
Z tego krótkiego napisu niczym z pąka rozwija się nam bogactwo zdarzeń i wniosków. Toż to cała historia, popatrzmy tylko: dowiadujemy się oto, że wielu dało po trosze, więcej nie mieli. Ale wiedzą, że Łobzów jest stary i jest to dla nich przedmiotem dumy. Wiedzą też, że nie jest Krakowem (jeszcze), i że są OBYWATELAMI Łobzowa, a nie Krakowa. Tego samego, z którego przyleciał ptaszek, by usiąść na rynku. Kapliczka jest - jak Państwo doskonale widzą - zadbana. To oznacza, że obywatele łobzowscy nadal mają ją w opiece. Udział w Krakowie wcale im nie przeszkadza w lokalnej więzi i znajomości. To właśnie zjawisko - obywatelska kultura dzielnic - jest prawdziwym skarbem, z którego wyrasta dobre sąsiedztwo, bezpieczeństwo, serdeczność, samopomoc i inne często dziś zapomniane terminy.
Tu, na wysokości kapliczki, po obu stronach jezdni ul. Kazimierza Wielkiego, jeszcze od czasów, gdy jeździł tędy tramwaj (a jeździł do czasów wojny), rozlokowane było targowisko. Od miasta ku Bronowicom prowadził tędy trakt zwany śląskim lub pruskim, zależnie od epoki. Po obu jego stronach rozlokowana była właśnie Nowa Wieś Narodowa - i Łobzów.
Zanim stąd odejdziemy, pozdrówmy jeszcze Panią Korę Jackowską, która mieszkała kiedyś w tej okolicy, a życie wielu z nas uczyniła dzięki swojej twórczości jeśli nie lepszym, to z pewnością łatwiejszym do zniesienia. Taki był od zawsze przywilej śpiewających poetów.
Wejdźmy w uliczkę Kadecką, naprzeciw. Mieszka przy niej jeden z bardziej znanych architektów dzisiejszego Krakowa Wojciech Obtułowicz. Dlaczego ta uliczka nazywa się Kadecka? O tym opowiem Państwu nieco później. Czeka nas w tej sprawie niespodzianka. Kadecka wyprowadzi nas na ul. Królewską, która dawniej nazywała się 18 Stycznia, a przedtem Niemcy nazwali ją Reichstrasse. Przed wojną jej część (do ul. Urzędniczej) nazywała się Wybickiego, a jeszcze wcześniej... w ogóle jej nie było. Jej dzisiejsza nazwa wzięła się z tradycji miejscowej. Oto ul. Lea, zanim otrzymała swojego patrona, nazywała się właśnie Królewska.
Adam Macedoński
W odwiedzanej okolicy mieszka od wielu lat wybitny polski opozycjonista, a przy tym znakomity rysownik - Adam Macedoński, lwowianin z urodzenia. Jego aktywnością można by obdzielić kilka życiorysów. Począwszy od 1945 roku, kiedy był młodym człowiekiem, aż do odzyskania niepodległości animował i prowadził wiele działań skutecznie przeciwstawiających się komunistycznej wszechwładzy nad umysłami i pamięcią Polaków. Założyciel Instytutu Katyńskiego i Chrześcijańskiej Wspólnoty Ludzi Pracy, wydawca "Biuletynu Katyńskiego". Wielokrotnie aresztowany i represjonowany. Internowany w stanie wojennym. Założyciel Rodziny Katyńskiej w Krakowie. Przy tym wszystkim zdążył jeszcze publikować (od 1953 roku) znakomite rysunki satyryczne - w "Przekroju", "Szpilkach", "Magazynie Polskim", "Tygodniku Powszechnym" i za granicą. Autor wielu wystaw plastycznych. Do tego wszystkiego świetny facet. Jak to zwykle bywa z lwowiakami. Umówili się Ci lwowiacy, czy co?
3.
Dawny szpital Sióstr Miłosierdzia. My tymczasem wejdźmy w ul. Kronikarza Galla (d. Pawła Popiela). Tu, po prawej stronie, mieści się szpital MSWiA, potocznie zwany przez krakowian "szpitalem milicyjnym". Powstał w maju 1929 roku (80 lat!) jako szpital Sióstr Miłosierdzia, znanych nam już ze spaceru w Łagiewnikach. Zagarnięty, a następnie zrujnowany przez Niemców, był radzieckim szpitalem wojskowym. W czasach otwarcia miejscowa prasa pisała między innymi: "zaraz na wstępie uderza widza facjata świecąca z daleka ogromnymi taflami szklanymi szeregu werand, co nadaje gmachowi postępowy, europejski wygląd". W szpitalu tym, na oddziale położniczym, przyszło na świat wiele znanych krakowianek i krakusów. Przedstawiciele tej niemałej grupy są i na naszym dzisiejszym spacerze.
4.
Seminarium i kościół Księży Misjonarzy na Nowej Wsi. Po dokonanej w Królestwie Kongresowym kasacie zakonu przez carat, kleparski dom Księży Misjonarzy w Krakowie stał się centralnym Domem Polskiej Prowincji Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Z domów na Kleparzu i na Stradomiu księża rozwijali swą obecność w Krakowie. W latach 60. XIX wieku zakupiono pola i łąki w tej nowowiejskiej okolicy, by pod koniec wieku (1892) podjąć decyzję o budowie kościoła. Ideę popierał kard. Albin Dunajewski, ponieważ w tej części miasta nie było świątyń. Po dwóch sezonach budowlanych (1892-94) poświęcona została nawa - projekt znanego krakowskiego architekta Stefana Żołdaniego. W chwili budowy - podobnie jak i dziś - mieścił się pod adresem przy ul. Misjonarskiej, której istnienia nie każdy się domyśla. Jeszcze o tym opowiemy.
5.
Akademiki na Bydgoskiej. Co najmniej dwa pokolenia absolwentów Politechniki Krakowskiej poczułyby się dotknięte, jeśli w tym miejscu naszego spaceru zostałyby pominięte znaczące dla życia braci studenckiej domy akademickie Politechniki przy ul. Bydgoskiej. Wspomnijmy zatem o nich, wybudowanych w szczerym polu w latach 50. Mieściły i mieszczą przesławny klub studencki Pod Przewiązką.
Na trasie dzisiejszej przechadzki napotkamy mnóstwo krakowian, takich... zaprzysiężonych, czy to z urodzenia, czy wyboru. Pamiętajmy koniecznie, że solą tej ziemi są nie mury same, ale i ludzie. OBYWATELE KRAKOWA. To tytuł, który nie każdemu się należy. Trzeba mieć do niego skłonności, kwalifikacje, wiedzę, a nade wszystko - trzeba koniecznie traktować to miasto jak swoje. Jak miejsce, które ma nie tylko Rynek z tysiącem pijanych bufetów, ale i dzielnice, parki, widoki i tę ogromną sferę wspólnej obywatelskiej własności, której psuć ani deptać nie należy. Dlatego jest mi bardzo miło, że tak licznie dają Państwo dowody przynależności do tej gromady, do której i ja aspiruję. Do Obywateli.
Z Łobzowa do Nowej Wsi Narodowej
Z Łobzowa rozpoczynaliśmy już jeden z naszych spacerów, prowadzący ku Bronowicom. Dziś udamy się w stronę przeciwną, ku miastu - jakbyśmy powiedzieli jeszcze sto lat temu. A że sto lat to nie jest w Krakowie szczególnie porażająca cezura, więc to jakoby dziś. Zatem - ku miastu!
1.
Ogrody Łobzowa. Na przemian słynące pięknem i rujnowane ze szczętem, zawsze stanowiły dla Krakowa zaplecze ogrodnicze. Pochylmy czoło nad Boną Sforzą, księżniczką z Mediolanu, która wyszła za mąż za króla z Północy, i zamiast zamarznąć na kość w tym mroźnym kraju wilków i niedźwiedzi, sprowadziła nam tu śródziemnomorskie nawyki, śródziemnomorską dietę, obyczaj spotykania się i życia w publicznych miejscach (w Warszawie np. nieznany), namówiła Zygmunta I, swojego męża, na zatrudnienie mnóstwa artystów zza Alp i sprawiła, że do dziś podróżujemy tam chętnie. Do dziś warzywa kupowane na zupę nazywamy też włoszczyzną. Ogród Łobzów, zasłużona firma PP Uznańskich, niech stanowi dla nas znak przejścia ogrodniczego od starych do nowych czasów. Bo też i była takim przejściem.
2.
Kapliczka przy ul. Kazimierza Wielkiego. Ta niewielka kapliczka o znacznej wymowie. Zamiast niepotrzebnych komentarzy, zacytujmy napis, który fundatorzy umieścili na kapliczce: ŻEŚMY ZE WSPÓLNEJ GROSZOWEJ OFIARY STAWILI TOBIE TĄ FIGURĘ BOŻE RAMIONY SWEMI OTOCZ ŁOBZÓW STARY BŁAGAMY CIEBIE W POKORZE' OBYWATELE ŁOBZOWSCY
Z tego krótkiego napisu niczym z pąka rozwija się nam bogactwo zdarzeń i wniosków. Toż to cała historia, popatrzmy tylko: dowiadujemy się oto, że wielu dało po trosze, więcej nie mieli. Ale wiedzą, że Łobzów jest stary i jest to dla nich przedmiotem dumy. Wiedzą też, że nie jest Krakowem (jeszcze), i że są OBYWATELAMI Łobzowa, a nie Krakowa. Tego samego, z którego przyleciał ptaszek, by usiąść na rynku. Kapliczka jest - jak Państwo doskonale widzą - zadbana. To oznacza, że obywatele łobzowscy nadal mają ją w opiece. Udział w Krakowie wcale im nie przeszkadza w lokalnej więzi i znajomości. To właśnie zjawisko - obywatelska kultura dzielnic - jest prawdziwym skarbem, z którego wyrasta dobre sąsiedztwo, bezpieczeństwo, serdeczność, samopomoc i inne często dziś zapomniane terminy.
Tu, na wysokości kapliczki, po obu stronach jezdni ul. Kazimierza Wielkiego, jeszcze od czasów, gdy jeździł tędy tramwaj (a jeździł do czasów wojny), rozlokowane było targowisko. Od miasta ku Bronowicom prowadził tędy trakt zwany śląskim lub pruskim, zależnie od epoki. Po obu jego stronach rozlokowana była właśnie Nowa Wieś Narodowa - i Łobzów.
Zanim stąd odejdziemy, pozdrówmy jeszcze Panią Korę Jackowską, która mieszkała kiedyś w tej okolicy, a życie wielu z nas uczyniła dzięki swojej twórczości jeśli nie lepszym, to z pewnością łatwiejszym do zniesienia. Taki był od zawsze przywilej śpiewających poetów.
Wejdźmy w uliczkę Kadecką, naprzeciw. Mieszka przy niej jeden z bardziej znanych architektów dzisiejszego Krakowa Wojciech Obtułowicz. Dlaczego ta uliczka nazywa się Kadecka? O tym opowiem Państwu nieco później. Czeka nas w tej sprawie niespodzianka. Kadecka wyprowadzi nas na ul. Królewską, która dawniej nazywała się 18 Stycznia, a przedtem Niemcy nazwali ją Reichstrasse. Przed wojną jej część (do ul. Urzędniczej) nazywała się Wybickiego, a jeszcze wcześniej... w ogóle jej nie było. Jej dzisiejsza nazwa wzięła się z tradycji miejscowej. Oto ul. Lea, zanim otrzymała swojego patrona, nazywała się właśnie Królewska.
Adam Macedoński
W odwiedzanej okolicy mieszka od wielu lat wybitny polski opozycjonista, a przy tym znakomity rysownik - Adam Macedoński, lwowianin z urodzenia. Jego aktywnością można by obdzielić kilka życiorysów. Począwszy od 1945 roku, kiedy był młodym człowiekiem, aż do odzyskania niepodległości animował i prowadził wiele działań skutecznie przeciwstawiających się komunistycznej wszechwładzy nad umysłami i pamięcią Polaków. Założyciel Instytutu Katyńskiego i Chrześcijańskiej Wspólnoty Ludzi Pracy, wydawca "Biuletynu Katyńskiego". Wielokrotnie aresztowany i represjonowany. Internowany w stanie wojennym. Założyciel Rodziny Katyńskiej w Krakowie. Przy tym wszystkim zdążył jeszcze publikować (od 1953 roku) znakomite rysunki satyryczne - w "Przekroju", "Szpilkach", "Magazynie Polskim", "Tygodniku Powszechnym" i za granicą. Autor wielu wystaw plastycznych. Do tego wszystkiego świetny facet. Jak to zwykle bywa z lwowiakami. Umówili się Ci lwowiacy, czy co?
3.
Dawny szpital Sióstr Miłosierdzia. My tymczasem wejdźmy w ul. Kronikarza Galla (d. Pawła Popiela). Tu, po prawej stronie, mieści się szpital MSWiA, potocznie zwany przez krakowian "szpitalem milicyjnym". Powstał w maju 1929 roku (80 lat!) jako szpital Sióstr Miłosierdzia, znanych nam już ze spaceru w Łagiewnikach. Zagarnięty, a następnie zrujnowany przez Niemców, był radzieckim szpitalem wojskowym. W czasach otwarcia miejscowa prasa pisała między innymi: "zaraz na wstępie uderza widza facjata świecąca z daleka ogromnymi taflami szklanymi szeregu werand, co nadaje gmachowi postępowy, europejski wygląd". W szpitalu tym, na oddziale położniczym, przyszło na świat wiele znanych krakowianek i krakusów. Przedstawiciele tej niemałej grupy są i na naszym dzisiejszym spacerze.
4.
Seminarium i kościół Księży Misjonarzy na Nowej Wsi. Po dokonanej w Królestwie Kongresowym kasacie zakonu przez carat, kleparski dom Księży Misjonarzy w Krakowie stał się centralnym Domem Polskiej Prowincji Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Z domów na Kleparzu i na Stradomiu księża rozwijali swą obecność w Krakowie. W latach 60. XIX wieku zakupiono pola i łąki w tej nowowiejskiej okolicy, by pod koniec wieku (1892) podjąć decyzję o budowie kościoła. Ideę popierał kard. Albin Dunajewski, ponieważ w tej części miasta nie było świątyń. Po dwóch sezonach budowlanych (1892-94) poświęcona została nawa - projekt znanego krakowskiego architekta Stefana Żołdaniego. W chwili budowy - podobnie jak i dziś - mieścił się pod adresem przy ul. Misjonarskiej, której istnienia nie każdy się domyśla. Jeszcze o tym opowiemy.
5.
Akademiki na Bydgoskiej. Co najmniej dwa pokolenia absolwentów Politechniki Krakowskiej poczułyby się dotknięte, jeśli w tym miejscu naszego spaceru zostałyby pominięte znaczące dla życia braci studenckiej domy akademickie Politechniki przy ul. Bydgoskiej. Wspomnijmy zatem o nich, wybudowanych w szczerym polu w latach 50. Mieściły i mieszczą przesławny klub studencki Pod Przewiązką.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



więcej zdjęć