Z Krowodrzy na Piaski

Konrad Myślik
23.06.2009 , aktualizacja: 23.06.2009 14:59
A A A Drukuj
Nazwy krakowskich dzielnic, którymi się z rozmysłem posługuję, były na przestrzeni ostatnich 50 lat narażone na wiele niebezpieczeństw. Ze zniknięciem włącznie.
ZOBACZ TAKŻE
Znikały z nazewnictwa dawne katastralne dzielnice Czarna Wieś, Nowa Wieś Narodowa czy Łobzów lub Grzegórzki. Imieniem dawnego miasta Podgórze na wiele lat nazwano wszystkie dzielnice leżące na prawym brzegu Wisły, co było fałszem biorącym się z urzędniczego wygodnictwa. A Piaski? Zamieszanie, które staram się wywołać w Państwa głowach służy dobrym celom. "Nasze" Piaski to nie Piaski Wielkie ani też Piasek, na którym stoi kościół i klasztor Ojców Karmelitów. Powędrujemy dziś aż na grunty dawnego folwarku Piaski, od którego wzięła swą nazwę część przyłączanej do Krakowa gminy: Grzegórzki-Piaski. Ten teren sąsiaduje dziś z rondem Mogilskim, do którego się wybieramy. Naprzód.

1.

Krowodrza i kolumna z krzyżem. I pomyśleć, że np. mieszkańcy Krowodrzy zgodzili się na przyłączenie do Krakowa, pod warunkiem że nazwa "Krowodrza" zostanie zachowana... Rozpoczniemy z serca Krowodrzy, z jej głównej osi, dziś będącej ulicą Mazowiecką. Grunty tej dawnej wsi sięgały od Młynówki Królewskiej na południu do koryta potoku Prądnik na północy i od Kleparza oraz drogi warszawskiej na wschodzie, po granice Bronowic na zachodzie. Kawał świata. W krakowskiej tradycji, czyli ustnych podaniach XIX i XX wieku, mieszkańcy Krowodrzy uchodzili za ludzi niezwykle pewnych siebie. Darujmy sobie bardziej napastliwe określenia... Ale przyznać trzeba, że Krowodrza uchodzi za miejsce narodzin szopki krakowskiej. To właśnie krowoderscy murarze, obyci z detalami architektury Krakowa, tworzyli poza sezonem budowlanym amatorskie zespoły odwiedzające krakowskie domostwa i mieszkania.

Tu pozdrowimy serdecznie znakomitą specjalistkę od krakowskich szopek i artystkę Piwnicy pod Baranami - Annę Szałapak, która dorastała w sąsiedztwie tego zakątka. Sama o sobie mawia, że jest istnym "szopkologiem". Choć szopka to dziś specjalizacja nieomal polityczna...

Od połowy XIX wieku mieszkańcy Krowodrzy i innych ziem Kraków okalających zostali odcięci od miasta liniami austriackiej twierdzy. Prowadziły do niej nieliczne bramy, a podróżni tu właśnie podjąć musieli decyzję, czy udają się ku Kleparzowi, czy ku Garbarom. W lewo czy prosto. Niejednemu w rozważeniu tej decyzji pomogła figura Matki Boskiej, o którą pilnie dbają okoliczni mieszkańcy. Chwała im za to, bo tym sposobem dają najlepsze wzory dbałości o to, czego tak nam w Krakowie brakuje: o miejską przestrzeń publiczną.

KTO

Skoro już zeszło nam na muzy opiekujące się sceną, to wspomnijmy i o Teatrze KTO, kierowanym dłonią Jerzego Zonia, wychowanka znakomitej sceny STU przy ul. Rydla. Opowiadaliśmy o niej przy okazji spaceru ku Bronowicom. Założony w 1977 r. Teatr KTO jest osobiście odpowiedzialny za przywołanie (do naszej sennej rzeczywistości i upudrowanych sal) tego teatru, który sam od czasów średniowiecznych kuglarzy chodził za widzem - TEATRU ULICZNEGO. Mówiącego do nas wielością ruchu i skromnym słowem. To właśnie Jerzy Zoń postawił artystów ponad tłumem, przydając im szczudła, wprowadzając na Rynek Festiwal Teatrów Ulicznych, ośmielając ogień i wodę, by służyła otwartej scenie. Artyści Teatru KTO i ich przyjaciele z całego świata wzruszyli nas już nieraz. A mieli skąd przybywać (Ci Przyjaciele ), bo Teatr KTO obecny był w ponad siedemdziesięciu ośrodkach teatralnych w świecie.

2.

Modrzejówka - pamięć Heleny Modrzejewskiej. To był - i jest - cały mały świat skromnych ludzi. Wystawiło go pod koniec XIX wieku Towarzystwo Budowy Tanich Mieszkań dla Robotników Katolickich w Krakowie. Środków dostarczył dr Henryk Jordan. Nazwa wzięła się z ledwie użytkowanej przez artystkę posiadłości. Przypomnijmy, że wielka dama polskiego teatru wyemigrowała do USA w latach siedemdziesiątych XIX wieku (budynek willi stoi frontem do al. Grottgera). Za pieniądze doktora Jordana powstała mała republika z własną fabryczką, boiskami, klubem sportowym, stajniami, mieszkaniami i opieką organizacyjną oraz duchową. Tablica, którą Państwo widzą, upamiętnia jednego z donatorów, ale bynajmniej nie najważniejszego. Tak to już było w tamtych czasach, że dr Jordan był człowiekiem skromnym, natomiast Potoccy potrafili zarządzać swoją sławą. W 1939 roku Modrzejówka oddana zostaje w opiekę Arcybractwu Miłosierdzia, do którego - po szczęśliwym upadku PRL-u - powróciła. Wychowali się w tej "republice" różni sławni ludzie, w tym i bracia Leszek i Marek Mikosowie, z których młodszy przez wiele lat kierował działem kultury "Gazety Wyborczej" w Krakowie (którą właśnie Państwo czytają).

Przejdźmy ostrożnie przez jezdnię ul. Mazowieckiej, by skręciwszy w lewo, przejść obok ronda ku małej, ale ważnej uliczce Cieszyńskiej. Zanim jednak w nią wejdziemy, proszę zerknąć jeszcze ku ulicy Wrocławskiej. Tam stoją lub stali dwaj nasi cisi bohaterowie.

3.

Zakłady Adama Piaseckiego - Wrocławska 17. W tym samym roku, w którym powstawała Modrzejówka (1898), niejaki Adam Piasecki, cukiernik, założył w Krakowie firmę. Jako człowiek utalentowany w interesach i dobry rzemieślnik musiał w 1910 roku rozbudować ją w fabrykę czekolady. Mieszkał już wtedy przy ul. Szlak 26, przy zakładzie własnym. Z czasem zakupi od pani Marii Stachowicz kamienicę przy ul. Długiej 53 (do dziś robi wrażenie - zerknijcie Państwo przy okazji - jak wyjęta z innego świata). W 1926 roku jest już ona własnością Adama i Michaliny Piaseckich. Ulica Wrocławska na Krowodrzy to był ówczesny koniec świata, prawdziwe przedmieście. Tu powstaje fabryka, która przetrwa jako własność Piaseckich do czasu zabrania przez państwo. Tu nagle w 1951 roku pojawiają się jak z pudełka zakłady Wawel. Na stronach internetowych tej giełdowej (dziś) spółki próżno szukać informacji o tym, jak to się stało, że z powszechnie znanej i szanowanej w Krakowie, Małopolsce i Polsce firmy Czekolada A. Piasecki SA Kraków wyłoniła się nagle całkiem nowa - i dziś powszechnie szanowana - firma Wawel. Nie znajdą tam też Państwo biogramu Adama Piaseckiego. Szkoda, ponieważ za zabranie mu firmy, dzieła całego życia, zapłacił tym życiem właśnie. Ale to już całkiem inna historia.

Zapach rozchodzący się po całej okolicy do lat dziewięćdziesiątych XX wieku nie pozwalał mieszkańcom okolicznych ulic zapomnieć o tym, że tu produkuje się czekoladę. Dziś po zakładach Piaseckiego zostały już tylko ulubione blaszane pudełka na skarby dziecięce. Zakłady Wawel przeniosły produkcję w inne miejsca, a na pustej działce po wyburzonej fabryce powstanie - być może - jakiś ładny budynek. Bądźmy dobrej myśli. Krakowianie coraz już starszej daty wspominają cukiernie w Rynku, pod nr. 46 i pod Baranami (nr 27). Ale prawie nikt już nie wspomina, jak wieczorem szofer podwoził pana Adama (znacznej postury) na róg Floriańskiej i Rynku, a ten szedł sobie od jednej swojej cukierni do drugiej, szofer zaś jechał z wolna wzdłuż chodnika...

4.

"Pomidory". Obok zakładów Wawel mieściła się przez wiele lat strasznie tajna instytucja, o której - jak to zwykle bywa - wszyscy wiedzieli. Młodym ludziom drżącym przed służbą wojskową krótki komunikat "6PDPD" mógł dodać skrzydeł lub przeciwnie, napędzić stracha. Tu mieściło się dowództwo 6. Pomorskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej, sławnych krakowskich "Pomidorów", zwanych tak z racji noszonych przez żołnierzy czerwonych beretów. Berety wprawdzie były raczej bordowe, ale nie bądźmy drobiazgowi. Jej wieloletni organizator i dowódca, nieżyjący już dziś gen. Edwin Rozłubirski, nadawał się na dowódcę tej elitarnej jednostki jak mało kto. Władza ludowa, pod której nosem i za jej pieniądze szkolił najlepszych polskich żołnierzy, mogła wybaczyć mu wiele: udział w Powstaniu Warszawskim, krzyż Virtuti Militari przyznany przez gen. Bora-Komorowskiego, wzorowanie się na organizacji i szkoleniu spadochroniarzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, a nawet odmowę tłumienia rozruchów studenckich w Krakowie w 1968 roku (odebrano mu dowództwo). Ale są rzeczy, których władza ludowa nie wybacza nigdy. Oto jego dawna dywizja podczas sławnej demonstracji siły, jaką były przeprowadzane w NRD manewry wojsk Układu Warszawskiego koło Eisenach, pokonała pozorowanego przeciwnika. A tym przeciwnikiem była (no - niestety) jakaś przesławna dywizja radziecka. Tego już było za wiele. Generała Rozłubirskiego zwolniono ze służby.

Przejdźmy kilka kroków dzielących nas od ul. Cieszyńskiej, by zatrzymać się przed domem nr 6 (nie ma numeru - ale nam to nie przeszkodzi, to ten pierwszy za "czwórką").

5.

Instytut Rozwoju Miast. Tuż obok wylotu ulicy, w niewielkim biurowcu po lewej stronie (Cieszyńska 2), mieści się niezwykle ważny dla dobrego rozwoju Polski instytut resortowy (czyli podległy Ministerstwu Infrastruktury), kierowany przez wiele lat (do 2008 roku) przez prof. Zygmunta Ziobrowskiego. Gdyby ta instytucja mogła spokojnie pracować i wykorzystywać bez niepotrzebnych ograniczeń kompetencje związanych z nim autorytetów i pracowników, to np. Kraków nigdy nie miałby kłopotów z planowaniem przestrzennym. Z akcentem na "nigdy". A jak jest w rzeczywistości - wszyscy widzimy. Niestety.

6.

Budynek przy ul. Cieszyńskiej 6. Nie musieliśmy chodzić aż tak daleko, by zobaczyć, co wolno wyprawiać w mieście bez planu ogólnego, wolno - mimo że nie można. Można zabudować 100 proc. działki, można wliczyć sobie do powierzchni działki miejski chodnik przed budynkiem i można tak budować budynek, by zalać na wylot ściany wszystkich mieszkań w sąsiedniej kamienicy. Co robi w tym czasie prawo? Prawo zajmuje się tym, żeby prawnicy - zamiast architektów i urbanistów - mieli nadal decydujący wpływ na kształt naszych miast. No i widać skutki.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy