Po tekście, w którym pisaliśmy, że Kraków przygotowuje się do stworzenia własnej linii mebli miejskich, Czytelnik "Gazety" przysłał do naszej redakcji projekt pod nazwą Wentyl-akcja Rynku, który porusza istotny problem kształtowania wizerunku miasta.
- Strach miejskich urzędników przed wprowadzeniem współczesnej architektury do śródmieścia spowodował, że pośrodku jednej z najciekawszych przestrzeni publicznych w Europie pojawiła się psia buda, na którą ten wspaniały plac nie zasługiwał nawet w średniowieczu. Rynek Główny to nie śląskie podwórko - mówi autor projektu Paweł Barczyk, śląski architekt z krakowskiej pracowni Mobius Architekci.
Paskudna pomyłkaZaproponowana połyskująca w słońcu forma nowego miejskiego mebla w zależności od miejsca, z którego się na niego patrzy, może przypominać kijankę, słuchawkę telefoniczną lub sterowiec. Głównym założeniem projektu Wentyl-akcja Rynku jest bowiem próba konfrontacji współczesnej formy architektonicznej z zabytkową zabudową Krakowa. - To pewna forma kontinuum pomiędzy przeszłością a współczesnością. Zniekształcone odbicia Sukiennic, kościoła Mariackiego, a także samych krakowian i turystów mają stanowić współczesny wyraz szacunku dla tradycji i historii, jednocześnie delikatnie je zmieniając - mówi Barczyk.
Do drewnianej budy, o której wielokrotnie pisaliśmy na naszych łamach (
Śledztwo na Rynku: Gołębnik czy psia buda?), większość mieszkańców Krakowa zdążyła się już przyzwyczaić. Architektoniczny potworek nadal wzbudza jednak spore zainteresowanie skonsternowanych turystów, którzy ze zdziwieniem przyglądają się temu niecodziennemu zjawisku. - Buda nie pojawiła się na Rynku bez celu. Jej funkcja to przede wszystkim zamaskowanie otworu wentylującego podziemia - tłumaczy Wit Nirski, rzecznik prasowy Zarządu Dróg i Transportu. Ten wyjątkowo szpetny element małej architektury udowadnia jednak, że nawet w najbardziej nobliwym miejscu Krakowa może pojawić się bubel, który stał się przedmiotem drwin i ostrych uwag adresowanych do władz miasta.
- Cokolwiek innego byłoby tam lepsze niż ta paskudna buda, której nie można nazwać inaczej niż nieszczęśliwą pomyłką. Nie przychodzi mi do głowy żaden racjonalny powód, dla którego ten element ma taką, a nie inną formę - komentuje Filip Berkowicz, nowy pełnomocnik prezydenta ds. kultury i promocji miasta.
- Nie możemy stwarzać sytuacji, w której odwiedzający nasze miasto turyści zachodzą w głowę, czy to, co stoi naprzeciw kościoła Mariackiego, to gołębnik, buda czy też pojemnik do segregacji śmieci - mówi Bogusław Krzeczkowski, przewodniczący Rady Dzielnicy I. Radny zapowiada, że pomysł przedstawi na posiedzeniu rady dzielnicy. - Projekt, może nawet w formie uchwały, zostanie przekazany miastu. Chodzi przecież o nasze wspólne dobro - dodaje przewodniczący.
Chodzi o wrażenieZdaniem miejskiego plastyka Jacka Marii Stokłosy obecna forma wywietrznika jest faktycznie nietrafiona, ale właśnie dzięki temu nie pozostawia ona wątpliwości, że to element tymczasowy. - Nie zapominajmy, że jest to plac budowy. Jeżeli pojawiłaby się tam nowoczesna rzeźba miejska jak ta, o której mówimy, mogłoby to wywołać wrażenie, że ten element pozostanie w tym miejscu na stałe. A nie o to chodzi - tłumaczy plastyk.
Psia buda lub gołębnik, jak zwykli o nim mówić krakowianie, to jednak symbol nieudolności i braku pomysłu władz na to, jak poradzić sobie z problemami, które - jak się okazuje - można by łatwo przekuć w atut miasta, aspirującego do miana europejskiej metropolii.
Jak długo jeszcze będziemy musieli spuszczać wzrok, słysząc kpiące uwagi wywołane nieudolnością naszych miejskich urzędników? Kiedy w końcu niefortunny symbol bezsilności władz Krakowa przestanie psuć klimat Starego Miasta? Nirski rozkłada ręce. - Jeżeli okaże się jednak, że wywietrznik będzie tam nadal potrzebny, niewykluczone, że rozpiszemy konkurs na projekt zagospodarowania tego miejsca do czasu, aż miasto nie przystąpi do budowy planowanej tam fontanny - kwituje rzecznik ZDiT.