Cztery osoby na metr kwadratowy to dla MPK nie tłok

Piotr Hamarnik, Bartosz Piłat
26.11.2009 , aktualizacja: 25.11.2009 21:19
A A A Drukuj
- Kiedy ludzie zostają na przystanku, bo nie są w stanie wejść do tramwaju lub autobusu, to uznajemy, że potrzebne jest wsparcie - przyznają pracownicy MPK. Dla urzędników odpowiedzialnych za komunikację tłok jest wtedy, gdy na metrze kwadratowym stoją więcej niż cztery osoby.
Według MPK tłoku w autobusie nie ma, gdy na 1 metr kwadratowy przypadają 4 osoby
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Według MPK tłoku w autobusie nie ma, gdy na 1 metr kwadratowy przypadają 4 osoby
Cztery osoby na metrze kwadratowym
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Cztery osoby na metrze kwadratowym
Gdy jest 5, wtedy pojawia się problem
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Gdy jest 5, wtedy pojawia się problem
Większość z ponad 200 Waszych zgłoszeń, które nadeszły do naszej redakcji w ramach akcji tropienia absurdów w komunikacji miejskiej, dotyczy tłoku w autobusach i tramwajach. Niedawno pisaliśmy na przykład o linii nr 8, która Waszym zdaniem często jest przepełniona. ZIKiT i MPK zgodnie uznały, że ich badania zatłoczenia nie wskazują, by należało skierować na tę trasę większe tramwaje. Kto ma zatem rację?

Normy dla modelek

Wypełnienie autobusów i tramwajów na zlecenie Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu badają wynajęte firmy. Inspektorzy liczą pasażerów, sprawdzają, ile osób wsiada i wysiada na danych przystankach. Na podstawie tych danych ZIKiT szacuje, z jaką częstotliwością i jak duże pojazdy powinny jeździć na danej linii.

- Za tłok uznajemy sytuację, gdy w pojeździe przebywają więcej niż cztery osoby na metrze kwadratowym. Gdy jest ich mniej, to problemu nie ma, choć komfort podróży istotnie nie jest zbyt wielki - wyjaśnia Michał Pyclik z ZIKiT.

Inaczej oceniają to pasażerowie. - Rano w autobusach na Ruczaj jest ich pewnie dużo więcej. Sześć na metr co najmniej i co? Nic się od ponad roku nie zmienia, więc po co te badania i normy? - pyta zirytowana Magda, studentka UJ.

Wtórują jej inni. - Cztery osoby na metrze i nie ma tłoku? Chyba sobie robią jaja - zdenerwował się wczoraj zagadnięty przez reportera "Gazety" Daniel, student, który codziennie na zajęcia dojeżdża tramwajem nr 13. - No chyba że chodzi o modelki. Jeśli wziąć pod uwagę osoby tęższe, to dwie wystarczą, żeby nie mieć gdzie palca wcisnąć - przekonuje.

Postanowiliśmy sprawdzić, czy Daniel słusznie się wścieka. Narysowaliśmy na chodniku kwadrat o powierzchni jednego metra kwadratowego i poprosiliśmy czekających na tramwaj o zweryfikowanie standardów krakowskiej komunikacji. Jak wyszło - widać na zdjęciu obok. Zaznaczamy, że wykazaliśmy się życzliwością (do MPK), jeśli chodzi o figury testowych pasażerów.

Tłok - pojęcie subiektywne?

Marek Gancarczyk, rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego, twierdzi, że sytuację w pojazdach monitorują ich kierowcy. - Jeżeli orientują się, że nie da się wejść i ludzie zostają na przystankach, to zgłaszają przepełnienie do naszej dyspozytorni, a ta przekazuje informacje do ZIKiT i to on decyduje, co zrobić - tłumaczy. Jego zdaniem tłok to pojęcie bardzo subiektywne. - Zdarzają się sytuacje losowe, na przykład wycieczka szkolna, która generuje ścisk jednorazowo. Nie da się tego przewidzieć i nie jest to przesłanką, by następnego dnia podstawić dłuższy autobus. Oczywiście, jeżeli przepełnienie jest notoryczne, to wspólnie z ZIKiT decydujemy, jak je zmniejszyć - zaznacza Gancarczyk. Jego zdaniem często to pasażerowie są winni niskiemu komfortowi podróży. - Namiętnie okupują miejsce tuż przy drzwiach. Tłok powstaje więc w jednym miejscu, a reszta pojazdu jest raczej pustawa. Gdyby podróżni równomiernie rozkładali się w pojeździe, to komfort jazdy byłby dużo większy.

Henryk Kamski, zastępcą dyrektora ZIKiT do spraw przewozów, zapewnia, że sygnały od krakowian są na bieżąco weryfikowane. Przyznaje, że najgorzej jest w porannym szczycie komunikacyjnym, ale ZIKiT niewiele może wtedy zrobić. - Po mieście jeżdżą rano niemal wszystkie autobusy, jakie ma MPK i Mobilis. Nie ma zapasu. A my nie mamy i nie będziemy mieć w 2010 roku więcej pieniędzy na dodatkowe kursy i nowe pojazdy - mówi.

- Rozumiem, że brakuje pieniędzy, ale tymi, które są, można przecież gospodarować racjonalniej. Świetny przykład to autobusy łączące się w stada. Niech nie jeżdżą jeden za drugim, bo przeważnie w pierwszym jadą tłumy, a drugi wozi powietrze. To dopiero jest nieekonomiczne - nie daje się przekonać Daniel.

Podziel się

  • 66 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    27 głosów

Reklama

Lata 60. w Nowej Hucie - urbanistyka, architektura i wnętrza

Do 1 lipca 2012 w nowohuckim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na os. Słonecznym 16 oglądać można wystawę Nowa przestrzeń. Modernizm w Nowej Hucie.