Pozwólcie dziatkom w kościele rozrabiać

Małgorzata Skowrońska
2009-09-15 , aktualizacja: 15.09.2009 13:07
A A A Drukuj
Dla kilkuletniego dziecka godzina to wieczność. Tym trudniejsza do zniesienia, im dłużej siedzi bez ruchu i słucha często niezrozumiałych dla niego słów.
Msza u kapucynów. Tu księża upominają rodziców, żeby ci nie upominali dzieci
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Msza u kapucynów. Tu księża upominają rodziców, żeby ci nie upominali dzieci
O Krakowie mówi się, że pod względem liczby kościołów rzymskokatolickich jesteśmy "drugim Rzymem". Żeby jednak "drugi Rzym" był otwarty na rodziny z dziećmi, coś musi maluchom zaproponować.

Profesor Kręcony to ksiądz z Krakowa

Pamiętam zachwyt koleżanki, której dziecko przygotowywało się do pierwszej komunii w bazylice Mariackiej. - Słuchaj, tam katecheta przynosi do kościoła suszarkę, a kiedy ją uruchamia, mówi, że tak działa Bóg. Na każdą lekcję religii dzieciaki czekają jak na nagrodę. Otwierają buzie ze zdziwienia na te religijne doświadczenia, a potem jeszcze dyskutują o nich w swoim gronie - opowiadała zachwycona niecodziennymi działaniami katechety.

Dzieciom kościół nie kojarzy się najlepiej. Godzinna msza z niedostosowanym do wieku kazaniem to katorga. Także dla rodziców patrzących na swoje znudzone dzieci. Księża z wyobraźnią, którzy na dodatek mają pojęcie - jak wspomniany katecheta - o tym, jak rozmawiać z dziećmi, należą do mniejszości. Na marginesie dodam, że ksiądz Łukasz z "mariackiego" zrobił karierę medialną, a jego religijne doświadczenia mogą obejrzeć wszystkie dzieci w programie "Ziarno" (występuje pod pseudonimem Profesor Kręcony).

Kościół z balonem i przewijakiem

Prawie we wszystkich krakowskich kościołach są msze dla dzieci, ale nie wszystkie zasługują na to, by o nich wspomnieć.

Popularną mszą dla dzieci jest słynna dominikańska "dwunastka". Czytelnicy zaraz zaczną prostować, że to przecież msza dla krakowskiej inteligencji z kazaniami o. Jana Kłoczowskiego. Owszem, wszystko się zgadza, ale inteligencja też ma dzieci. I te dzieci zaczęły za bardzo w kościele rozrabiać. Dlatego dominikanie wpadli na pomysł, by maluchy wyprowadzić do bocznej kaplicy na czas pierwszej części mszy (do kościoła wracają dopiero po kazaniu). Co robią w kaplicy? Też są na mszy, ale takiej, podczas której można biegać, śpiewać, jeść (tak, tak, widziałam tam matki karmiące piersią). Co chwila pękają balony, co nie przeszkadza duchownemu, który spokojnie tłumaczy symbolikę mszy.

Rodzice zachwalają też mszę u kapucynów na Loretańskiej (godz. 11). Tam księża upominają rodziców, żeby ci nie upominali krzyczących i biegających dzieci. Rodziny z maluchami są też mile widziane u tynieckich benedyktynów. W ogólnodostępnej toalecie na terenie klasztoru zamontowano nawet przewijak dla niemowląt! A Benedyktyński Instytut Kultury ma w swojej ofercie warsztaty dla uczniów szkół podstawowych (m.in. "Tynieckie opowieści" - zwiedzając dziedziniec klasztorny i lapidarium, dzieci poznają legendy tynieckie, biorą też udział w warsztatach plastycznych; "Zawód: skryba" - dzieci oglądają prezentację multimedialną poświęconą historii książki i zwiedzają klasztorne lapidarium, w czasie warsztatów mogą się też zmierzyć z gęsim piórem).

Ewangelicy wnoszą wózek

Przy parafii ewangelicko-augsburskiej (ul. Grodzka 58) działa księgarnia, w której organizowane są warsztaty dla rodziców i dzieci. Młodzi ludzie spodziewający się dziecka mogą się tu spotkać z położną, a ci, którzy okres pieluchowy mają za sobą, a przed sobą problemy wychowawcze, mogą liczyć na poradę pedagoga lub psychologa. Wejście do księgarni nie jest łatwe, bo nie ma podjazdu. Ewangelicy zapewniają jednak, że obsługa księgarni pomoże wnieść wózek.

Parafia prowadzi też niedzielną szkółkę, do której dzieci przychodzą na naukę religii. Żeby jednak nie miały skojarzeń z typową szkołą, zaaranżowano salę jak kącik zabaw.

Psychologowie podkreślają, że wychowanie religijne nie może być indoktrynacją. - Tutaj ważną rolę odgrywają duchowni, którzy odprawiają mszę czy nabożeństwo. Byłam kiedyś na mszy dla dzieci, podczas której ksiądz wygłosił półgodzinne kazanie o tym, że nie wolno kraść. Pomijając już długość kazania, na którym nawet dorośli zasypiali, nie opowiedział żadnej historii, a dzieci wyszły z kościoła albo znudzone, albo przestraszone - mówi psycholog dziecięcy Daria Kruk.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Reklama

Katalog Ofert Deweloperskich Kraków

Znajdź ofertę dla siebie

Serwis specjalny

Wyjątkowa Małopolska

Poznaj niezwykłe zakątki regionu