Stanisław Kracik chce po sobie zostawić wygodne miasto

...

Magdalena Kursa, Wojciech Pelowski 2010-05-14, ostatnia aktualizacja 2010-05-14 21:06

Krakowski magistrat jest dziś źle zarządzany, pozwolenia na budowę można wydawać w terminie, a z krakowian trzeba wyzwolić energię. O współpracy z prezydentem Majchrowskim, o komisji majątkowej i o pomysłach na Kraków - mówi Stanisław Kracik, wojewoda małopolski, kandydat PO na prezydenta Krakowa.

Polecamy: Wybór jest prosty - blog wyborczy Stanisława Mancewicza



Magdalena Kursa, Wojciech Pelowski: Panie Wojewodo, kto wygra wybory prezydenckie w Polsce?

Stanisław Kracik: Pojawiające się dziś sondaże pokazują niewielkie różnice między kandydatami.

To kto wygra?

- Gdyby wybory odbywały się jesienią, wiedziałbym, jak odpowiedzieć. Ale został bardzo krótki czas i nie wiemy, w jakiej mierze ten upływający czas od 10 kwietnia przełoży się na 20 czerwca [data pierwszej tury wyborów prezydenckich - przyp. red.].

Ale pytamy nie o wróżenie, lecz o wiarę w zwycięstwo kandydata formacji, która tu, w Krakowie, wystawiła Pana na prezydenta.

- Widząc przewagę PO nad PiSem, znając bardzo dobry życiorys Bronisława Komorowskiego, trudno mi sobie wyobrazić, że miałby w tych wyborach polec.

A kto wygra samorządowe wybory w Krakowie?

- Stanisław Kracik.

Tu nie ma Pan wątpliwości?

- Nie, nie mam.

A komu łatwiej? Panu z prezydentem Majchrowskim czy Komorowskiemu z Jarosławem Kaczyńskim?

- Ja jestem w ofensywie, prezydent się broni. Pan Majchrowski będzie musiał wytłumaczyć się z ośmiu lat prezydentury, nie będzie mógł dziś powiedzieć, że nagle dostał iluminacji i dziś już wie, jak Krakowem dynamicznie i sprawnie zarządzać, żeby wyjść z marazmu. Z wyhamowania, które nie pozwoliło dokończyć nawet projektów przygotowanych jeszcze za poprzednich prezydentów - Andrzeja Gołasia czy Józefa Lassoty.

Na przykład?

- "Szkieletor", hala widowiskowo-sportowa. Zapewniam państwa, że będziemy mieli w kampanii przecinanie wstęg przy... kawałkach asfaltu.

Kampania wyborcza będzie specyficzna. Musi być, bo zacznie się później o te dwa miesiące dla kampanii centralnej. Czy tragedia smoleńska naznaczy też kampanię samorządową?

- Ze strony PiS-u nie doznaję żadnych nieprzyjemnych i wrogich gestów. Konkurencja z prezydentem Majchrowskim? Już jakoś przy organizacji uroczystości pogrzebowych byliśmy pozytywnie skazani na siebie. Ja miałem zlecone przez ministra Boniego koordynowanie działań i zamawiałem u prezydenta Majchrowskiego konkretne przygotowania.

Jak się magistrat z tych zamówień wywiązał?

- Rozliczyliśmy się uczciwie.

Ale czy magistrat podołał?

- W Krakowskim Biurze Festiwalowym zamawialiśmy konkrety i mieliśmy, co trzeba.

Nie doczekał się prezydent pochwały...

- O współpracownikach prezydenta Krakowa, z którymi współorganizowaliśmy uroczystości, nie mogę powiedzieć niczego złego. To była współpraca, której efektem miało być przeświadczenie, że Kraków był dobrze przygotowany.

Podobał się Panu pomysł pochowania prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Wawelu?

- Nie jestem ani członkiem rodziny, ani kardynałem. Dostałem zadanie do wykonania, które wykonałem. Nie powiem nic więcej poza tym, że był to pogrzeb pierwszego demokratycznie wybranego prezydenta w ostatnim XX-leciu i że prezydent uosabia sobą majestat Rzeczypospolitej.

Czym Pan zaskoczy krakowian, jeśli zostanie prezydentem?

- Tym, że dowiedzą się, ile w nich było przez lata tłumionych inicjatyw i niewykorzystanej energii. Nie może być tak, żeby organizacje krakowskie szukały pomocy u burmistrza Niepołomic. Przez lata tak było. Nie może być tak, że ludzie mający pomysł na przejęcie ważnej funkcji za miasto - na przykład sprawy kultury, opieki nad upośledzonymi dziećmi albo prace związane z rehabilitacją niepełnosprawnych - odbijają się od klamki.

Weźmy więc zarządzenie kulturą w Krakowie. To z jednej strony Biuro Festiwalowe i duże projekty oraz wydział kultury i małe projekty z drugiej...

- Nie! Nie ma zarządzania kulturą w Krakowie. Biuro Festiwalowe wyłączmy - to rodzaj firmy, dobrze usprzętowionej, z pewną zaszłością. Co się zamówi, to wykona. Problem Krakowa polega na tym, że nie ma zupełnie oddzielonego zarządzania operacyjnego od strategicznego. Nie może być tak, że wydział się zajmuje wszystkim. Bo są zadania z natury rzemiosła - one powinny być wykonane z rzetelnością niemieckiego rzemieślnika albo dobrego polskiego urzędnika. Z zasadami i terminami, z których się wywiązuje. Inny poziom to zarządzanie strategiczne, które decyduje, co ma być z miastem za kilka, kilkanaście i kilkadziesiąt lat. Kogo mają kształcić wyższe uczelnie, jakie są trendy itd.

Jak na szczegóły przełożyć "przywracanie energii krakowianom"?

- Miałem dziś spotkanie z niemieckimi firmami funkcjonującymi w Polsce i Krakowie. Rozmawialiśmy m.in. o partnerstwie prywatno-publicznym. Mój rozmówca opowiadał mi, że prowadzi interesy w bogatej Kanadzie, która buduje w formule PPP. Nie po to, by oszczędzać, ale PPP gwarantuje, że będzie szybciej, lepiej zarządzane i taniej eksploatowane. Ty budujesz, zarządzasz tym, dbasz o eksploatację, a ja wynajmuję. Tak budują Niemcy, Anglicy, Kanadyjczycy.

W Krakowie powstał tak parking podziemny pod pl. Na Groblach.

- To nie PPP. To granda! Po pierwsze dlatego, że oddano to prywatnej firmie na 70 lat. Po drugie - nie zadbano o interes sąsiadów, a miasto nie ma wpływu na kreowanie cen usług. To rozbój w biały dzień.

Może lepszych budowniczych na rynku nie było. Co można przez PPP w Krakowie wybudować?

- Realizujemy teraz w Krakowie projekt wspólnego archiwum dla wojewody, marszałka, IPN-u oraz Archiwum Państwowego. Zaprosiliśmy też pana prezydenta Krakowa. Ktoś buduje, zarządza tym, a my wynajmujemy. W jednym miejscu mają być wszystkie archiwa krakowskie. Kraków stoi przed koniecznością PPP.

Co by Pan więc zbudował w Krakowie za prywatne pieniądze?

- Kilku inwestycji nie musiałbym budować. Bo na przykład centrum kongresowe powstaje już w mieście. Prywatne. Na około 2 tys. uczestników.

Co to za centrum?

- Proszę zapytać w magistracie. U mnie już byli, ale to w magistracie ubiegają się o pozwolenia. Dyskutowałem z nimi. Przekonywali mnie, że 90 proc. imprez na świecie to nie te na kilkanaście tysięcy, ale dla maksymalnie 2 tys. ludzi.

Nie budowałby Pan tego planowanego przez miasto przy rondzie Grunwaldzkim?

- Skoro jest prywatny inwestor, to po co?

Czego więc jeszcze by Pan nie zbudował, a co zbudował?

- Wszystkiego nie powiem, bo kampania jeszcze potrwa... (śmiech). W Niemczech w PPP budowane są szkoły wyższe. Kraków potrzebuje centrum muzycznego. Sal dla siebie szukają Akademia Muzyczna, filharmonia, Capella Cracoviensis. Można więc zbudować jedno centrum z różnej wielkości salami koncertowymi, w tym jedną dużą, jak w Wiedniu. A wszystko w jednym miejscu za prywatne pieniądze. Inwestor prywatny ma wybudować, sprzątać, ogrzewać i wynajmować nam wszystkim powierzchnię. My jesteśmy jego klientem.

Dlaczego to się nie udaje w Krakowie dzisiaj?

- Bo trzeba umieć, chcieć i mieć power!

A hala w Czyżynach? Jest potrzebna? Miasto też chciało ją zbudować przez PPP.

- Nie jest to pionierski projekt w Polsce. Taką nową halę ma Łódź. Ale z mojego punktu widzenia ważniejsze jest, żeby w Bieżanowie i Prokocimiu była hala sportowa za 6 mln zł. Chciałbym, żeby duża hala widowiskowo-sportowa była tak atrakcyjnym biznesem, aby prywatny inwestor sam wyłożył na nią pieniądze. Miasto mogłoby mu dać działkę. Jeśli dojdziemy do wniosku, że sama się nie utrzyma, ale stworzy wiele miejsc pracy, hotelarze zarobią itd., to miasto musi umieć zainwestować. Bo to generuje taki impuls rozwojowy, że warto.

Kilka miesięcy temu mówił Pan - już jako kandydat na prezydenta - o konkretnych pomysłach na Kraków. Niektórych te projekty zdziwiły, a nawet zdenerwowały. Na przykład wyłączenie świateł na skrzyżowaniach i wyrzucenie tramwajów z centrum.

- Dziś rano przyjechałem sobie do pracy cudownie, bo wyłączono światła przed tunelem koło dworca. Jeśli światła generują korki, trzeba je wyłączyć.

Ale Pan się przecież na tym nie zna! Był pan burmistrzem Niepołomic, jest pan wojewodą, ale nie fachowcem od świateł.

- Ja nie jestem?! Jestem nawet fachowcem od oczyszczalni ścieków... (śmiech). Życie mnie nauczyło, że jeśli ulegasz dyktatowi projektantów, to cię wpuszczą w maliny. A poza tym, m.in. z Tadeuszem Syryjczykiem, lutowałem płytki do pierwszej zielonej fali w Krakowie.

Zapytamy zatem Pana jako eksperta od tramwajów... Wyrzuci Pan tramwaje spod magistratu, jak sugerował w "Dzienniku Polskim"?

-... (śmiech). To nie tak. Ja tylko powiedziałem, że nie chcę słuchać w filharmonii tramwajów i że trolejbusy są ciche. Potem dworowano sobie ze mnie, że chcę trolejbusów w Krakowie.

Bo to było bardzo zabawne...

- Ale teraz na serio. Państwo widzą rozkopaną ul. Długą. Po południu już nie ma ludzi, w sobotę nikt nie pracuje. Ale rozejrzyjmy się, jak to robią na świecie. Widziałem projekt Orleanu, który odtworzył linię tramwajową tak, że dostali gwarancje na 50 lat, a szyny są montowane na sprężynach. Dlatego tramwaj jedzie tak cicho jak wózek dziecięcy.

Mówi Pan o szansie dla Krakowa czy o ciekawostce?

- A jakie są powody, aby nie narzucić tego w Krakowie, w części historycznej? Nas nie stać na tanie poprawki torowisk.

Jakie to ma być miasto za kilka, kilkadziesiąt lat? Jaką wizję Krakowa ma kandydat Kracik?

- Są sprawy w Krakowie, które są jego dolegliwościami. To brak parkingów na osiedlach, zastawiane chodniki samochodami, budowanie bez ładu i składu przez deweloperów. To dolegliwości lokalne i powinny być rozwiązywane na poziomie dzielnic. Te dzielnice, które są, muszą być doposażone w większe pieniądze, być może sześć dzielnic wystarczy. Wtedy będą się kłócić: komu asfalt, komu chodnik, komu parking, ale dopilnują tego najlepiej. To jednak dolegliwości drobne. Choć miasto nie może być tylko miastem wielkich projektów. Bo stanie się jak Związek Radziecki, który umiał zawrócić rzekę, ale w kołchozie był bajzel. Kraków powinien prowadzić aktywną gospodarkę nieruchomościami - niech skupuje rolne, przekształca, konsoliduje, uzbraja. Nic z tego nie robi, i to jest dla mnie niepojęte. Druga strategiczna rzecz - jeśli chce się być miastem kultury i nauki, to trzeba się zapytać o los absolwentów. Ilu z nich i kto zostaje w Krakowie? I gdzie jadą ci, na których headhunterzy polują? Chodząc na kolegia rektorskie, widzę wielką potrzebę większej kooperacji z miastem. Dwa lata temu podpisano list intencyjny, ale to wszystko.

Co z inwestorami? Czy Kraków jest tak ubogi w grunty, że nie ma gdzie inwestować?

- To nieprawda, że Kraków jest ubogi w grunty! Ale o nie trzeba dbać, skupować itd. Jest Agencja Rozwoju Miasta, która powinna się tym zajmować. Tymczasem nic się nie dzieje. Są grunty poprzemysłowe, uzbrojone.

I czemu nikt nie robi tam interesów?

- Pytałem niedawno dyrektora Mittala, czy ktoś z miasta z nim rozmawiał. Nikt. Kupili 1000 ha, potrzebują tylko połowy. Gigantyczna powierzchnia stoi, potencjalnie to kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy. Jest też lotnisko Balice, w którym miasto od iluś lat nie potrafi zwiększyć udziałów poza swój nieco ponad 1 proc.!

Moja koncepcja jest taka, że jak w urzędzie pojawia się przedsiębiorca, który ma stworzyć kilkadziesiąt miejsc pracy, dostaje opiekuna. Ten opiekun zajmuje się nim, nie wypuszcza z ręki. Jak jest wbicie łopaty, opiekun dostaje premię. Wyćwiczyłem to w praktyce.

Czy da się zrobić tak, że na "wuzetkę" w Krakowie czeka się krócej niż trzy miesiące? Żeby pozwolenie na budowę było wydane w terminie?

- (śmiech). A czy muszą być "wuzetki"?

Jak nie ma planów, muszą.

- No właśnie. Ale jak nie będzie planów, będziemy utrzymywać planistów i urbanistów, którzy zamiast planów będą zarabiać na "wuzetkach".

Jaka jest recepta?

- Dyskutujemy do upadłego nad studium, potem uchwalamy plany. Plany uczciwe dla mieszkańców. Jeśli komuś planem teren popsuliśmy, płacimy. Jeśli jego wartość wzrosła, ma się z nami dzielić rentą planistyczną. Poza tym w oparciu o istniejące prawo można dostać pozwolenie na budowę w tygodnie, a nie miesiące.

Jak?!

- "Wuzetkę" w Niepołomicach robiliśmy maksymalnie w trzy miesiące. W Krakowie może być tak samo.

W Krakowie się nie da.

- Chcecie mi powiedzieć, że krakowscy urzędnicy uprawiają strajk włoski? Nie. Da się. Jeśli wniosek jest prawidłowo wypełniony, wszystko się da. Zwykłe uzgodnienie wydaje się w tydzień.

Jeszcze o studium zagospodarowania. Prezydent Majchrowski zostawił je na przyszłą kadencję. Tam są dwie duże wątpliwości - czy zostawić w Krakowie miejsce na metro i czy pozwolić na budowę wysokościowców?

- Dużo jeździłem metrem moskiewskim, kijowskim. Mamy wielu specjalistów, którzy drążyli korytarze bardzo głęboko, więc te pomysły na zostawianie miejsca na metro to są dyletanckie opowieści. Nad metrem warto się zastanowić, gdy miasto będzie bogate, a infrastruktura na powierzchni w pełni wykorzystana. Postawmy pytanie: czy Kraków ma zachować dzisiejszą liczbę mieszkańców, żyć spokojnie i wygodnie, nie naruszać infrastruktury i klimatu Starego Miasta, czy też ścigać się w nowoczesności, szokować zestawieniami starego z nowym?

Ciekawe pytanie Pan zadał. Czekamy na odpowiedź.

- Stare Miasto jest święte i nienaruszalne. Ale te tereny, które dziś są za klasztorem w Mogile, aż po Wisłę... - tu pytanie jest otwarte. Jeśli byłby dobry plan urbanistyczny - zabudowujemy. Ja jestem przekonany, że w Krakowie można wykroić co najmniej dwa takie miejsca, których atrakcyjność będzie większa niż przereklamowanej Woli Justowskiej. Chodzi mi o prestiż miejsca. Trzeba wykreować nowe dzielnice, nie zamykane getta.

Wysokościowce na Zabłociu?

- Nie przesądzajmy gdzie i nie przesądzajmy czy. Nie jesteśmy w sytuacji deficytu gruntów. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, co z koleją aglomeracyjną. O tym się tylko gada i nic.

Wstąpi Pan do Platformy?

- Mam uzgodnienia, że nie muszę. Chcę być z PO, ale nie w jej środku. Pamiętam, że przy pierwszej kadencji samorządu partie nie liczyły łupów. W drugiej - liczenie się zaczynało. Teraz liczenie łupów jest powszechne. A to niedobrze, kiedy polityka schodzi poniżej powiatów. Ja sobie ogromnie cenię, że nie postawiono mi takiego warunku: zapisujesz się albo z tobą nie gadamy.

Ale z tego co Pan mówi, czeka Pan na ludzi podsuniętych przez PO. Są już tacy ludzie?

- Mam za sobą i przed sobą wiele spotkań z kołami PO. Z drugiej strony Platforma też już wie, że mam kontakt z wieloma środowiskami krakowskimi niezwiązanymi z partią. To organizacje pozarządowe, kulturalne itd. Zakładam, że nie ma takiej możliwości, żeby cały torcik był dla Jasia.

Kiedyś Jan Rokita wystąpił w wyborach ze swoją ekipą. Choć to fakt, nie przeszedł nawet do drugiej tury.

- Jeśli będziemy mieli do czynienia z niezmienionym układem kompetencji i wydziałów magistratu, to będzie dość trudno o przełom. Ja od dawna analizuję strukturę tego urzędu i pracuję nad koncepcją jego reorganizacji. Ten urząd w dużej mierze jest dziś niezarządzalny. Nie jest na przykład przeprowadzona wycena stanowisk pracy. Jedni są przeciążeni i ryją nosem, drudzy szukają sobie roboty. I to nie jest ich wina. Ale to jest ogromny potencjał, armia ludzi, która może lepiej pracować. Obok tego - trzeba zmienić ten system tak, aby można było porównywać pracę jednego szefa z drugim. Bardzo chciałbym doprowadzić do tego, żeby dowiedzieć się na przykład, dlaczego na Krowodrzy da się pozwolenie na budowę przygotować w dwa miesiące, a w Podgórzu nie.

Magistraty dzielnicowe?

- Tak jest zorganizowana Warszawa. Musi się dać porównać, dlaczego jeden dyrektor potrafi, a drugi nie. Wtedy jest też szansa nagradzania ludzi.

Odejdźmy od zarządzania. Komisja majątkowa. Co Pan myśli o tej instytucji?

- Uważam, że protesty i ruchy ze strony prezydenta Krakowa za absolutnie pozorowane. Albo jest tak, że biega do pierścienia, i gdzie jest kardynał, tam prezydent, żeby być na zdjęciu, albo broni interesu miasta przed komisją. Kolejna kwestia - czy miasto kupiło te grunty, które komisja mu odbiera? Dostało je. Też to ćwiczyłem jako samorządowiec i jako poseł. Moje myślenie jest takie: na ogół duchowni nie mają dzieci, na ogół to ich dobro jest jakoś tam publiczne i jeśli nawet sprzedadzą działkę, to wyremontują klasztor, a te pieniądze i tak zostaną w Polsce. Nie dajmy się zwariować i powiedzmy, że to udawanie obrońcy majątku gminy to jest gra na emocjach. Bo nikt nikogo nie okrada. Chyba że ktoś widzi Kościół przez perspektywę "Monachomachii". Ja nie.

Musimy ripostować. Na działce, którą cystersi zabrali Krakowowi, kupcy mieli zbudować centrum handlowe.

- Bo Kraków nie ma centrów handlowych?!

A metody działania komisji? Od jej postanowień nie ma odwołań.

- Ale gdzie był prof. Majchrowski, kiedy powstawała ta ustawa. Dziś to już końcówka prac tej komisji.

Za samorządy komisja zabrała się stosunkowo niedawno.

- Nie. Wcześniej może było mniej sporów. Ale co się takiego strasznego Polsce stanie, jeśli ta komisja dokończy te 300 spraw? Zmiana ustawy teraz doprowadziłaby do chaosu, bo większość majątku, którym zajmowała się komisja, zmieniła już właścicieli.

Co by Pan chciał zostawić po swojej prezydenturze?

- Bez megalomanii... Miasto wygodne dla mieszkańców. Na przykład możliwość łatwego wyjazdu z niego na północ czy wschód. Nasycenie przedszkolami, szkołami itd. Dziś to jest rozjechane - ludzie muszą kilometrami dojeżdżać do przedszkoli, szkół, przychodni zdrowia.

I Balice. W Balicach trzeba wykazać się wyobraźnią Józefa Dietla. Nie budować drugiego pasa na skos, ale długi pas za autostradą, z łącznikiem nad nią. Być może też drugi terminal. Niech jednak to nie będzie robione tylko z tego powodu, że jest to czyjąś ambicją. To musi na siebie zarobić.

Przeczytaj także: Wywiad z Jackiem Majchrowskim