Prof. Majcherek: Na uczelniach umarł duch rywalizacji

...

Gabriela Łazarczyk 2012-01-28, ostatnia aktualizacja 2012-01-27 23:50:00.0

Nie widzę szlachetnego ducha rywalizacji o to, kto więcej wie, kto jest lepszy. Działa raczej instynkt stadny. Studenci dążą do osiągnięcia czysto formalnego celu - zdania egzaminu, uzyskania zaliczenia. Brak im poczucia dumy z posiadanej wiedzy - mówi prof. Janusz A. Majcherek.

Gabriela Łazarczyk: Spotkał się pan z dublerami na swoich egzaminach?

Janusz A. Majcherek: Nigdy. Chyba że świetnie się zakamuflowali. Pracuję z niewielkimi grupami i przeprowadzam egzaminy ustne, co obecnie jest rzadkością. Dublerzy mają większą szansę na powodzenie na egzaminach z przedmiotów z dużą liczbą studentów oraz na takich, na których sprawdzanie wiedzy ogranicza się do przeprowadzania tabelarycznych zadań. W kilkusetosobowych grupach prowadzący nie ma szans poznać każdego studenta.

Od ściągania czy wysyłania dublerów na egzamin odstrasza w Polsce co najwyżej strach przed konsekwencjami. Na zagranicznych uczelniach podejście jest zupełnie inne - nie oszukują, bo to nieetyczne.

- Panuje stereotyp, że Polacy są indywidualistami, ale sytuacja w polskim systemie edukacji tego nie potwierdza. Nie widzę szlachetnego ducha rywalizacji o to, kto więcej wie, kto jest lepszy. Działa raczej instynkt stadny. Studenci dążą do osiągnięcia czysto formalnego celu - zdania egzaminu, uzyskania zaliczenia - bez względu na to, jakimi metodami i niezależnie od indywidualnej wiedzy. Brak im poczucia dumy z posiadanej wiedzy, dążą raczej do kombinowania. Takie utylitarystyczne podejście pamiętam jeszcze z moich studenckich czasów. Wyznawano starą studencką zasadę 3Z - zakuć, zdać, zapomnieć.

Skąd takie podejście?

- To trochę wina nas, wykładowców, bo nie potrafimy stworzyć atmosfery sprzyjającej dążeniu do wiedzy. Studenci nie uważają jej za ważną.

A skąd ogólna akceptacja nieuczciwych metod? Dlaczego samo środowisko nie filtruje takich praktyk?

- To problem nie tylko studentów, ale całego polskiego społeczeństwa. Oszustwo czy uzyskanie czegoś w sposób podstępny nie jest traktowane jako krzywda pozostałych. Wyłudzanie świadczeń socjalnych czy pokrętne uzyskiwanie przywilejów nie stanowi w naszych oczach oszustwa wobec innych obywateli, a osoby trzecie nie czują się ofiarami takich praktyk. Temu, kto rzetelnie pracował cały semestr i przygotował się do egzaminu, nie przyjdzie do głowy, że ten, który ściągał, wyrządził mu jakąś krzywdę.

Dziś wyższe wykształcenie to standard. Pracodawcy oczekują dyplomu, więc studenci chcą go zdobyć za wszelką cenę...

- Zapewne podejście do kształcenia akademickiego jako zmiennej na rynku pracy obniża rangę studiów. Obecnie wiedza jest narzędziem korzyści, która jest wartością dominującą. Przesłania myślenie o tym, co spotyka innych, i refleksję nad tym, jakimi metodami do tej korzyści się dąży.

Czyli ktoś, kto na uczelni przekona się, że można czerpać korzyść z oszustwa, prawdopodobnie będzie też oszukiwał w przyszłej pracy?

- Tego się obawiam. Z tego co słyszę i czytam, młodzi ludzie oszukują przy rekrutacji do pracy. Kandydaci bardziej przykładają się do stosowania rozmaitych przekrętów i trików niż osiągania wyższych kompetencji wymaganych na danym stanowisku. Mówiąc krótko - myślą raczej, jak się sprzedać, niż wykazać realnymi umiejętnościami.